Album "Polowania u Potockich. Łańcut i Antoniny”

Rząd jeźdźców podążających w szyku na tle pięknego krajobrazu - tak wyglądały malarskie przedstawienia polowań par force, wprowadzonych w Polsce przez rodzinę Potockich, a uwiecznionych przez Juliusza Kossaka. Te tradycje przypomina album "Polowania u Potockich. Łańcut i Antoniny”.


lbum "Polowania u Potockich. Łańcut i Antoniny” opisuje dzieje dwu najważniejszych posiadłości rodu Potockich przez pryzmat myślistwa, które było dla właścicieli tych majątków ważnym elementem życia. Jak mówiła na wtorkowym spotkaniu z czytelnikami autorka książki - kustosz muzeum w Łańcucie, Aldona Cholewianka-Kruszyńska - polowania wpisane były od zawsze w ziemiański model życia. "W najdawniejszych czasach chodziło przede wszystkim o zdobycie pożywienia, potem bardziej o kultywowanie tradycji. W Polsce nie bez znaczenia dla kultywowania tradycji polowań był fakt, że pod zaborami dawały one jedną z nielicznych możliwości obcowania z bronią, czyli w pewnym sensie przygotowywania się do oczekiwanego zrywu zbrojnego mającego oswobodzić kraj" - mówiła autorka.

Polowania stały się też jednak znakomitą okazją do prowadzenia życia towarzyskiego. W sezonie polowań, na jesieni, do Potockich na polowania zjeżdżała nie tylko polska arystokracja, ale dobrze urodzeni z całej Europy. U Potockich polowali Zamoyscy, Radziwiłłowie, Tyszkiewiczowie, Lubomirscy, arcyksiążę Rudolf, cesarz Franciszek Józef II, książę Kentu, George.

Potoccy uczynili z organizowania polowań rodzaj sztuki, która naśladowana była przez wiele polskich dworów, nigdzie jednak nie osiągnęła takiego poziomu jak u nich. W dobrach łańcuckich uprawiano wszelkie rodzaje myślistwa: staropolskie polowania z gończymi i chartami, z ptakami łownymi. To Potoccy, jako pierwsi w Polsce, wprowadzili angielski zwyczaj polowania par force - całego skomplikowanego ceremoniału łowów na koniach, ze sforą wyuczonych psów. Od uczestników wymagany był specjalny strój, całość prowadzili wyedukowani w Anglii fachowcy. W takim polowaniu chodziło nie tyle o zabicie zwierzyny, co o odprawienie towarzyskiego ceremoniału, w którym każdy uczestnik miał do odegrania swoją rolę, mógł pięknie się zaprezentować. Malarska rodzina Kossaków wybiła się właśnie na przedstawieniach polowań par force u Potockich.

Polowania par force zostały zainicjowane w Polsce w 1841 roku. Łańcut był wówczas własnością hrabiego Alfreda Potockiego (1785–1862), który sprowadził z Anglii specjalistów od organizowania takich łowów i stylowy ekwipunek. Uczestnicy polowań występowali w czerwonych rajtrokach, białych kamizelkach z mosiężnymi guzikami i białych spodniach. Konne polowania w Łańcucie odbywały się corocznie w październiku i w listopadzie. Już w 1844 roku mało znany wówczas malarz - Juliusz Kossak - namalował o nich cykl akwarel, tak rozpoczęła się wielka kariera rodu Kossaków jako malarzy scen myśliwskich.

System polowań par force bardzo się spodobał polskiej arystokracji. Szybko zaczęto go stosować w innych majątkach, na przykład u Branickich w Białej Cerkwi. Jednak, jak wynika z obrazów Kossaka, który malował także dla Branickich, nie trzymano się tam zasady jednolitego stroju uczestników polowania i nie wyglądało ono już tak nobliwie jak w Łańcucie. W ostatnich dwu dekadach XIX wieku polowania par force rozwinęły się także w drugiej siedzibie Potockich, w Antoninach na Wołyniu. W majątku wszystko podporządkowane było organizowaniu polowań. Hodowano konie anglo-arabskskie i psy gończe, na pagórkowatych terenach, ustawiono przeszkody urozmaicające konną gonitwę.

W albumie zamieszczone są unikatowe, niepublikowane dotąd, archiwalne fotografie ukazujące łańcuckie i antonińskie polowania od końca XIX wieku.

Album "Polowania u Potockich. Łańcut i Antoniny” opublikowało wydawnictwo Editions Spotkania. (PAP)

aszw/ itm/