Znów jesteś ze mną

Zdejmuję ozdobny papier z urodzinowego prezentu. Przecinam delikatnie folię i wyjmuję kopertę, a z niej winylowy czarny krążek. Uwielbiam ten moment: za chwilę opuszczę ramię gramofonu i popłyną pierwsze dźwięki. W tym czasie będę mógł dokładnie obejrzeć zdjęcia i przeczytać teksty.

Nagle odkrywam kartkę w kształcie wizytówki z imieniem Paula McCartneya i wskazówką, że na jego stronie internetowej czekają na mnie MP3 ze zremasterowanym materiałem z jego pierwszej solowej płyty, a dodatkowo bonus z siedmioma innymi piosenkami. Płyta McCartneya, wydana w 1970 r., dziś dostępna jest na winylu i wzbogacona o pliki, z których będę mógł korzystać na cyfrowych odtwarzaczach.

Renesans czarnej płyty to nie chwilowa moda. W zeszłym roku na rynku amerykańskim sprzedano 4 mln płyt, czyli o milion więcej niż rok wcześniej. Nie są to liczby, które każą skakać ze szczęścia producentom muzyki, ale jest nadzieja, że fanów odtwarzaczy gramofonowych będzie przybywać.

Zastanawiam się, dlaczego taką frajdę sprawia mi powrót do kolekcjonowania i odtwarzania czarnych płyt. Chociaż płynąca z nich muzyka jest ciepła i szlachetna, to dobrą jakość dźwięku zapewniają też dużo tańsze odtwarzacze plików cyfrowych.

Christoph Drosser, dziennikarz „Die Zeit", autor książki „Muzyka. Daj się uwieść", zastanawiając się, jak zapisujemy w naszej głowie muzykę, łączy ją głównie z przeżyciami. Jeszcze mocniej podkreśla ten fakt muzykolog Daniel Levitin, mówiąc, że bez wspomnień nie byłoby muzyki. Dlatego przeżycia w momencie jej odtwarzania są intensyfikowane.

Historia płyty winylowej w Polsce to zaledwie dwudziestolecie od 1970 r. do 1990 r., kiedy z rynku wyparł ją kompakt. Ten okres dla mnie i moich rówieśników był decydujący, jeśli chodzi o edukację muzyczną. Zanim pojawiły się winyle, oczekiwanie na audycję z zachodnimi piosenkami i nagrywanie ich na szpulowe magnetofony było niemal codziennym zajęciem.

Muszę też wspomnieć o okładkach albumów. Wielkość koperty pozwalała grafikom na tworzenie prawdziwych dzieł. Fanom znane były nazwiska, nie tylko takie jak Andy Warhol, autor banana na The Velvet Underground i rozporka – prawdopodobnie Micka Jaggera – na płycie The Rolling Stones. Gwiazdami byli także Roger Dean, odpowiedzialny za stronę graficzną płyt zespołu Yes, czy brytyjska grupa grafików Hipgnosis, projektanci okładek Pink Floyd.

Dziś to już zabawny fakt, że pierwsza upragniona płyta nagrana przez mój zespół została wydana na winylu w białej zastępczej koszulce z ręcznie przyklejanym logo zespołu De Mono. Piosenka „Kochać inaczej" wywołała na nią taki popyt, że wydawca zdecydował się sprzedawać ją w bieliźnie, bo nie chciał tracić pieniędzy.

Wracam do kolekcji czarnych płyt. Buduję ją na nowo, bo wiele tytułów straciłem, przeprowadzając się, nie pamiętam już ile razy. Cieszę się, że biorę do ręki płytę „Dark Side of the Moon". Chociaż zabawne, że kupuję tę samą muzykę po raz kolejny.

Marek Kościkiewicz

Muzyk, kompozytor, producent. Założyciel zespołu De Mono. Skomponował muzykę i napisał teksty m.in. do przebojów: „Kochać inaczej" i „Statki na niebie". Obecnie pracuje nad nową płytą „Kościkiewicz i przyjaciele".