Złoty kosmos w Warszawie

Warszawiacy wciąż śnią o metropolii. Światowość stolicy sprzedają nam nie tylko twórcy seriali, których akcja toczy się wśród tych kilku szklanych drapaczy chmur. Także deweloperzy z pomocą znanych architektów zaspokajają nasze wygórowane aspiracje. A nazwy nowych inwestycji dodają jeszcze glamouru: Cosmopolitan, Złota...

Warszawie mamy prawdziwy wyścig wieżowców. To zimna wojna deweloperów: który wybuduje wyżej, który będzie sprzedawał droższe apartamenty, któremu uda się przyciągnąć większą sławę architektury. W decydującą fazę wchodzi bitwa o niebo nad Warszawą. Na ukończeniu są dwa wieżowce – architektoniczne mercedesy klasy S lub jak to kto woli rolls-royce'y: Złota 44 (ostatnio przemianowana po prostu na Złotą) oraz Cosmopolitan (pretensjonalna nazwa niczym z magazynu dla kobiet). Oba odmienią, jak – to się precyzyjnie po angielsku mówi – skyline miasta. Będą ukoronowaniem naszego raczkującego city.

Wieżowce to dzieła światowej sławy architektów. Za Złotą odpowiedzialny jest Daniel Libeskind, pochodzący z Łodzi amerykański architekt. Zasłynął swoim rzeźbiarskim Muzeum Żydowskim w Berlinie, które wygląda z góry jak rozerwana gwiazda Dawida. Z kolei Cosmo to dzieło Helmuta Jahna, również architekta europejskiego, konkretnie Niemca, który od lat robi karierę w Stanach, a dziś tworzy na całym świecie. Jahn ma większe doświadczenie w wysokościowcach, stworzył ich kilkanaście – od najwyższego niegdyś budynku Europy, Messeturm we Frankfurcie nad Menem po wieżowce w Nowym Jorku, Chicago i Chinach. Jego najbardziej rozpoznawalne dzieło to Sony Center w Berlinie, gdzie pod jednym przezroczystym dachem zamknięto efektowne minimiasto w mieście.

Dziś i Jahn, i Libeskind stanęli w szranki w Warszawie. Ich wieżowce dzieli w linii prostej kilkaset metrów. Jak na razie wyścig pod względem szybkości budowania wygrywa Cosmopolitan, mimo że jego budowa rozpoczęła się w 2010 r., czyli trzy lata później niż Złotej. Wszystko przez kłopoty finansowe inwestora Złotej – firmy Orco Property Group, które wstrzymały prace na budowie drapacza na prawie dwa lata.

Za to palmę wysokości dzierży dumnie Złota, zwana też z racji kształtu Żaglem. Mierzy 192 m i ma 54 kondygnacje. Cosmo jest o 10 kondygnacji niższy i ma 160 m.

Co do formy budynków – tu również są spore rozbieżności i podzielone opinie. Libeskind jest dekonstruktywistą, jego budynki mają skomplikowane formy o powyginanych kształtach, często o bardzo ostrych bryłach pozbawionych kątów prostych. W Warszawie wieżowcowi nadał dynamiczną formę, którą sam porównuje do skrzydła orła (zainspirowało go godło?). Warszawiakom kojarzy się z żaglem. Mimo że to pierwszy wieżowiec w Warszawie i kraju o tak niespotykanej geometrii, spadają na niego cięgi, głównie za elewację, która wygląda jak z plastiku. Przede wszystkim rozczarowuje spora różnica pomiędzy tym, co powstało, a tym, co prezentowano na wizualizacjach. Wybudowany wieżowiec przestał być lekki, przezroczysty, a sama bryła straciła na wyrazistości i jest bardziej toporna. Gosia Baczyńska, projektanta mody, która w Cosmopolitanie zaprojektowała wnętrze jednego z apartamentów pokazowych, o dziele Libeskinda powiedziała kiedyś, że od strony Woli wygląda jak „lodówka Polar z lat 70.".

Z kolei dzieło Jahna to inne myślenie o architekturze. To typowy wieżowiec prostopadłościan, bardzo racjonalny i oszczędny w wyrazie. Jedynym smaczkiem jest podcięcie jego pięter od strony ul. Emilii Plater. Dzięki temu spora część wieży zawisła nad chodnikiem, a zadzierając głowę do góry, można zobaczyć kawałek budynku od spodu, który ma „podbicie" w mocnej czerwieni. Taki detal, wygląda trochę jak szminka na ustach – co pasuje do nazwy budynku.

W konkurencji „ceny" prowadzi Złota. Po zeszłorocznej przedsprzedaży, która okazała się falstartem, w tym roku deweloper rozpoczął sprzedaż apartamentów od sporej podwyżki. Ceny dochodzą do 65 tys. zł za mkw. Im wyżej, tym ceny większe. Na dolnych kondygnacjach można kupić mieszkania za 25 tys. za metr. Apartamenty na ostatnich kondygnacjach kosztują już fortunę, nawet 16 mln zł. Przy tym ceny w Cosmopolitanie prezentują się skromniej – średnio po 24 tys. zł za mkw.

Wieżowce już odmieniły panoramę miasta. Cosmo pięknie domyka perspektywę ul. Emilii Plater. Z kolei Żagiel Libeskinda od strony Woli wchodzi w dialog z Pałacem Kultury i Nauki, po części go też przysłania.

Dla mnie obie inwestycje to jednak bardziej czysty marketing niż architektura. Znani architekci sami przyznają, że byli na budowach w Warszawie kilka razy, podobnych inwestycji mają na świecie bez liku. Także na tle twórczości obydwu architektów oba wieżowce wydają się jeśli nie odgrzewanymi kotletami, to mało znaczącymi w ich dorobku. Cena za życie w wielkomiejskiej kosmopolitycznej iluzji to kilka milionów złotych. Większości Polaków muszą więc wystarczyć bajkowe seriale i wertowanie kolorowych stron „Cosmopolitana".

Marcin Szczelina jest krytykiem architektury i kuratorem licznych wystaw architektonicznych.