Zbójnicki rachunek

Ile kosztuje budowa dwóch nowoczesnych szpitali? Albo 50 km wałów przeciwpowodziowych? Około jednego „janosikowego”, czyli podatku od bogactwa, który Mazowsze musi zapłacić za 2012 r.
Absurdy to nasza narodowa specjalność. Weźmy mazowieckie – najbogatsze województwo w Polsce. To znaczy najbogatsze do czasu, gdy nie zapłaci „janosikowego” – podatku, który najzamożniejsze samorządy uiszczają do budżetu państwa na rzecz tych najbiedniejszych.

Fot. Karol Piechocki/Reporter/East News
Po oddaniu owej kwoty staje się bowiem po prostu ubogie. Do farsy doszło dwa lata temu, gdy Mazowsze musiało zaciągnąć kredyt, by owe „janosikowe” móc zapłacić, gdyż stanowiło ono ponad 30 proc. jego dochodu. Ale do kuriozów spod znaku iście zbójnickiego prawa dochodzi nie tylko w centralnej Polsce.
W przyszłym roku podatek zapłaci także Sztutowo – niewielka gmina leżąca we wschodniej części województwa pomorskiego. Choć, prawdę mówiąc, sama takiej zapomogi potrzebuje. Idzie o kwotę niebanalną, bo aż 8,5 mln zł. Dlaczego tak się stało? Otóż ma otrzymać od skarbu państwa zaległe pieniądze z podatku od nieruchomości pod tzw. wewnętrznymi wodami morskimi – w sumie 50 mln zł. Przez to na moment awansowała do ligi samorządowych krezusów.
„Janosikowe” płacą województwa, powiaty i gminy, których wpływy z podatków w przeliczeniu na jednego mieszkańca przekraczają 150 proc. średniej krajowej. Podatek na cały rok wylicza Ministerstwo Finansów, które samo nie jest beneficjentem, a jedynie dystrybutorem tych środków. Samorządy, których dochody zostają zakwalifikowane do grupy ponadprzeciętnych, przelewają pieniądze tym, które do tej grupy się nie zaliczają. Podobny transfer dokonuje się w przypadku gmin i powiatów.
Janosikowa matematyka nie podoba się płatnikom (w ubiegłym roku było to 87 gmin, 55 powiatów i dwa województwa, w tym – 92 gminy, 17 powiatów i województwo mazowieckie), zwłaszcza tym największym – Mazowszu i Warszawie. Spore sumy tracą także inne duże metropolie – Poznań, Kraków czy Trójmiasto. W tym przypadku są to kwoty rzędu kilkudziesięciu mln zł. Nie dziwi, że ich władze chcą zmniejszenia płaconego co roku procentu od dochodów. Niestety, na razie mogą o tym tylko pomarzyć, a w przyszłym roku wyjmą z kieszeni więcej niż w bieżącym (Mazowsze zapłaci 658 mln zł, o 30 mln zł więcej niż w 2011 r.). Projekt nowej ustawy o „janosikowym” ma szansę zostać rozpatrzony w Sejmie dopiero na wiosnę przyszłego roku.
Skąd się wzięło „janosikowe”? Podatek został ustanowiony w 2003 r., czyli w czasach, gdy nikt nie słyszał o unijnych dotacjach. Miał służyć wyrównywaniu poziomu rozwoju poszczególnych regionów w Polsce. Kwoty, które uiszczają najbogatsze regiony, wyliczane są na podstawie danych o ich dochodach sprzed dwóch lat. Pół biedy, jeśli wpłatę naliczono od dochodów w latach chudych, a czas zapłaty przypada na okres tłusty. Gorzej, jeśli dzieje się na odwrót.

Rzecznik Urzędu Miasta Warszawy, Bartosz Milczarczyk, zwraca uwagę na inną kwestię. – Przy wyliczaniu „janosikowego” brana jest pod uwagę liczba mieszkańców zameldowanych w danym mieście. To nie jest sprawiedliwe, bo w rzeczywistości w Warszawie mieszka 2,2 mln osób, choć zameldowanych jest o 500 tys. mniej. Stolica od 2006 r. zapłaciła w sumie ok. 5,8 mld zł „janosikowego”. A więc rocznie kwoty wahają się od 850 mln zł do 1 mld zł, przy budżecie miasta wynoszącym średnio ok. 13 mld zł.
 – To dla nas ogromne obciążenie. Jedno z największych po transporcie publicznym i edukacji. Poza tym warszawiacy czują się oszukani, bo płacą na ten cel podwójnie – jako mieszkańcy miasta i województwa – dodaje Milczarczyk.
Urealnienia liczby mieszkańców przy naliczaniu podatku domaga się również Unia Metropolii Polskich z dyrektorem Andrzejem Lubiatowskim na czele. Według organizacji rok 2014 – od którego znoszony jest obowiązek meldunkowy – to idealny moment, by urealnić ten algorytm.
Z zagospodarowaniem kwot naliczanego podatku w dużych miastach i województwach na pewno nie byłoby problemu. Za miliard zł można wybudować most na Wiśle (tyle kosztował most Północny) lub postawić dwie stacje metra. Z kolei przyszłoroczne „janosikowe” Mazowsza to równowartość budowy dwóch szpitali, 46 km wałów przeciwpowodziowych, 16 szynobusów lub 146 boisk orlików.
Na co gmina lub miasto mogłaby przeznaczyć jeden mld zł „janosikowego”

- Na nowy most na Wiśle
- Zakup 900 autobusów
- Zbudowanie 50 przedszkoli
- Realizację sześciu tys. mieszkań komunalnych
- Budowę pięciu dużych szpitali
- Dwie nowe stacje metra
- Zakup dwóch tys. nowoczesnych karetek pogotowia
- Okrągły tysiąc boisk – tzw. orlików
- 40 schronisk dla zwierząt
- Gmach nowego dworca zachodniego w Warszawie
- Remont 250 kamienic
- Modernizację setek km ulic
źródło: stopjanosikowe.pl
 – Te środki są marnotrawione. Idą na paluszki czy nagrody dla pracowników administracji publicznej – uważa Rafał Szczepański, inicjator akcji „STOP Janosikowe”, założyciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, a także przedsiębiorca, wiceprezes BBI Development. – Beneficjenci, gdy ich o to zapytaliśmy, nie byli w stanie wymienić nawet jednego projektu prorozwojowego, który został zrealizowany z tych środków. Tak nie może być – apeluje.

Dlatego domaga się zmiany sposobu dystrybucji środków.
 – Idea prorozwojowa, na podstawie której wprowadzono „janosikowe”, z czasem przekształciła się w system pomocy społecznej. Trzeba to zmienić – twierdzi Rafał Szczepański.
Uważa, że środki powinny być przyznawane po uprzednim przedstawieniu przez samorządy projektów inwestycyjnych. Jeśli ktoś pomysłów prorozwojowych nie ma, pieniędzy nie powinien otrzymać.
Komitet Inicjatywy Ustawodawczej, który został założony przez Rafała Szczepańskiego, przygotował nowelizację ustawy o „janosikowym” autorstwa dr. Marcina Wiącka z Katedry Prawa Konstytucyjnego UW. Już zebrano pod nim ponad 157 tys. podpisów. Projekt poparła między innymi prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz‑Waltz oraz marszałek Mazowsza Adam Struzik.
 – Mamy doświadczenie w kwestii finansów publicznych, więc postanowiliśmy zawalczyć o zmiany. Jest szansa, że na wiosnę posłowie rozpoczną czytanie naszego projektu – mówi Rafał Szczepański. Do tego czasu zamierza kontynuować spotkania z parlamentarzystami i przekonywać ich do swoich racji. – Nie chcemy likwidacji systemu, ale jego modernizacji na wzór unijny, bo w obecnym kształcie jest po prostu wadliwy. Z jednej strony pieniądze są nadmiernym obciążeniem dla płatników, z drugiej – marnotrawione przez beneficjentów – mówi Szczepański.
 – Gdyby udało się zmniejszyć „janosikowe” o 20–30 proc., to już będziemy zadowoleni – mówi Bartosz Milczarczyk.
Zastanawiające, że „janosikowe” w obecnej postaci ma głównie przeciwników. I trudno o zdecydowanych zwolenników. Może oprócz beneficjentów systemu – choć jak pokazuje przykład Sztutowa, żaden samorząd nie może być pewien, po które stronie przyjdzie mu nagle stanąć.