Zaraz wybuchnę

Jedni potrafią prowadzić długie negocjacje, trzymając nerwy na wodzy. Inni mają krótki zapalnik – mówią, co im ślina na język przyniesie, i nie potrafią się hamować. Wybuchowy temperament potrafi nieźle namieszać. Tym bardziej gdy jego właściciel nie może już szukać usprawiedliwienia w metryce.

Podczas narady biznesowej jeden z menedżerów zaczął krzyczeć na pracownika, kiedy ten opowiadał o proponowanych rozwiązaniach. Co wywołało atak złości? Katarzyna Włoskiewicz, business 
& life coach, która wspiera m.in. przedsiębiorców w ramach organizacji Lewiatan 
Business Angels, była na tym spotkaniu. Zajmowała się shadow coachingiem. Innymi słowy: była cichym obserwatorem. Wspomina, że po spotkaniu analizowała z menedżerem, co doprowadziło go do białej gorączki. Było to zdanie: „Zróbmy tak, bo od zawsze tak robiliśmy". Z pozoru nic wielkiego, ale wspomniany menedżer uważał się za osobę nastawioną na rozwój i poszukiwanie nowych rozwiązań. Kiedy więc spotkał się z propozycją, aby nic nie zmieniać i polegać na tym, co sprawdziło się w przeszłości, nie potrafił powstrzymać zdenerwowania. – „Na takich pracownikach firmy nie zbudujemy", tłumaczył mi wściekły i czerwony ze złości – wspomina Włoskiewicz. – Trudno mu było zrozumieć, że nie wszyscy mają silną potrzebę wprowadzania innowacji i czasem odnoszą się do starych, sprawdzonych rozwiązań.

Co gorsza, menedżer przenosił ten typ reakcji również na swoje życie prywatne. Kiedy jego żona wypowiadała magiczne zdanie: „Nie zmieniajmy tego, po co? Przecież zawsze tak robiliśmy i było dobrze!", wybuchał i wszczynał kłótnię. – Dopiero wspólna analiza tematu uświadomiła mu, gdzie leży problem. Dziś bardziej świadomie, z dystansem i spokojem reaguje na wypowiedzi innych – przyznaje Katarzyna Włoskiewicz.

Menedżer się zmienił, ale wiele osób nie dostrzega potrzeby zmiany.

Psycholog Dominik Czajeczny zauważa, że zdolność do kontrolowania emocji zależy nie tylko od tego, co otrzymujemy w genach, ale też od doświadczeń zdobytych w miarę dorastania. – Już u noworodków można zaobserwować przejawy dziedziczonych genetycznie cech układu nerwowego, określanych w psychologii mianem temperamentu – podkreśla. Nasz temperament nierozerwalnie łączy się z łatwością wzbudzania stanów emocjonalnych, długością ich utrzymywania oraz wytrzymałością – wszystko to przekłada się na umiejętność odpowiedniego reagowania w sytuacji napięcia emocjonalnego. – Jeśli cechy te się nie równoważą, np. łatwości ulegania emocjom towarzyszy mała wytrzymałość, dana osoba może mieć tendencję do impulsywnego reagowania – podkreśla Czajeczny.

Prawda cię wyzwoli

Zdolność do regulowania emocji rozwija się przede wszystkim w okresie dojrzewania. – Wraz ze zmianami zachodzącymi w mózgu rozwijają się tzw. funkcje wykonawcze, odpowiedzialne za świadome nadzorowanie zachowania i kierowanie nim – tłumaczy Dominik Czajeczny. I dodaje, że funkcje te mają duże znaczenie dla powstrzymywania się od impulsywnych reakcji i podejmowania celowych działań.

Temperament kształtowany przez lata przekłada się więc później na nasze reakcje – ten sam bodziec u dwóch różnych osób wywołuje zupełnie inny efekt. – Konkretnie chodzi tu o cechę temperamentu, jaką jest reaktywność emocjonalna – mówi psycholog Sylwia Kopka.

I tak osoby z wysoką reaktywnością mogą reagować silniejszymi emocjami niż ci z nas, u których reaktywność jest niska. Wiemy więc, co ma duży wpływ na nasze reakcje. Ale jak je zmienić? I czy, co gorsza, nie jest już na takie zmiany za późno? – Emocja nie jest powodowana przez bodziec sam w sobie, ale poprzez jego interpretację. Z kolei interpretacja bodźca zależy od naszych doświadczeń, wzorców myślowych, które mamy, wartości, jakie wyznajemy, oraz schematów, z których korzystamy – tłumaczy Kopka. Czyli: jeszcze nie wszystko stracone!

Żeby poradzić sobie z nagłą wybuchowością, musimy zrozumieć, co ją wywołuje. Mogą to być np. czynniki zewnętrzne, w psychologii nazywane spustowymi lub po prostu wyzwalaczami (z ang. triggers). – To one powodują, że coś się w nas „zapala" i doprowadza do wybuchu emocji – podkreśla Katarzyna Włoskiewicz. W takiej sytuacji warto szczerze odpowiedzieć sobie na cztery pytania: Co wtedy czułeś? Dlaczego tak się czułeś? Jakie to wywołało konsekwencje? Co z tym zrobisz? Dzięki temu wskażemy rzeczy, zdarzenia lub osoby, które są bodźcem wyzwalającym niepożądaną wybuchowość. – Łatwo powiedzieć, że nad sobą nie panujemy, i zrzucić to na karb temperamentu. Trudniej zaś nad sobą pracować i być świadomym swoich reakcji – kwituje Włoskiewicz.

Za naszą wybuchowość mogą też odpowiadać czynniki kulturowe. – Człowiek to istota społeczna, podlegająca presji środowiska, które wpływa na nasze poglądy i zachowania – podkreśla psycholog Marika Witkoś. Znaczenie ma nie tylko środowisko osób, z którymi utrzymujemy kontakt, ale też typowe postawy, które prezentujemy, posiadane umiejętności, wyznawane wartości oraz konkretne przekonania o sobie i świecie. Wszystko to powinniśmy brać pod uwagę przy analizie swojego zachowania. Zdiagnozujemy w ten sposób wyzwalacze, które prowadzą do wybuchu, i będziemy mogli rozpocząć pracę nad sobą.

Otwarci na spokój

Kiedy poznamy już wyzwalacze, które wywołują u nas wybuchy, okaże się, że... jesteśmy w połowie drogi. Teraz należy przystąpić do wprowadzania zmian – zbudować nowy nawyk, który zastąpi naszą dotychczasową reakcję. Charles Duhigg, autor książki „Siła nawyku", podsuwa stosunkowo proste i skuteczne rozwiązanie. Przekonuje, że potrzebny jest sygnał, który ma wywoływać daną reakcję (to nasz wyzwalacz), czyli zachowanie, które po pewnym czasie będziemy wykonywać automatycznie. Potrzebujemy też nagrody. Co może nią być? To już zależy od nas. Ważne, by sprawiało autentyczną radość i dawało motywację.

Proces tworzenia lub zmieniania nawyków jest trudny i czasochłonny, ale wysiłek się opłaci. Uda nam się bowiem znacznie zredukować ilość sytuacji, w których do tej pory nie potrafiliśmy zachować spokoju. – Zdolność do refleksji nad własnym zachowaniem i możliwość sterowania nim sprawiają, że jesteśmy w stanie nauczyć się regulować emocje i reagować bardziej adekwatnie nawet wtedy, kiedy temperament podpowiada coś innego – przekonuje Dominik Czajeczny. Zaraz jednak zastrzega, że proces ten jest na ogół długotrwały, wymaga wysiłku i zaangażowania.

Dodatkową korzyścią, jeśli zdecydujemy się wprowadzić zmiany i postawić na tzw. self–coaching, będzie lepsze zrozumienie nie tylko samych siebie, ale również innych. – Rozwijamy w końcu swoją inteligencję emocjonalną – ucina Sylwia Kopka. To sprawi, że siła naszej reakcji będzie o wiele częściej adekwatna do wydarzenia i przestaniemy uchodzić za osoby wybuchowe.

Katarzyna Włoskiewicz dodaje, że „krótki zapalnik" wynika często z braku umiejętności prowadzenia dialogu. – Ludzie mają tendencje do monologizowania, zacietrzewiania się w swoich poglądach, a rozmowa wymaga słuchania, próby zrozumienia perspektywy innej osoby, racjonalnego oglądu sytuacji, a nie bazowania na emocjach – wylicza. Dlatego jeśli kiedyś znów poczujemy, że zaraz wybuchniemy, zamiast opanowywać sytuację, spróbujmy opanować siebie. – Kluczem jest zachowanie równowagi między empatią a wyrażaniem własnych opinii – radzi psycholog Marika Witkoś. – Możemy mieć rację, ale równie dobrze możemy się mylić. W obu przypadkach nie ma nic niezwykłego.

Wycieczka po własnych emocjach

Inga Bielińska, coach ACC ICF, trener biznesu i wiceprezes ICF Polska, radzi osobom wybuchowym, jak działać i czego unikać.

Działaj

•Reakcja i wyładowanie się: wylej z siebie cały emocjonalny balast. Powiedz na głos, jeśli tylko możesz, że coś jest katastrofą, masakrą, że jesteś wkurzony, wściekły. Pokrzycz trochę. Ważne, aby używać słów określających emocje.

•Powrót do stanu równowagi: nasz mózg jest tak skonstruowany, że kiedy w fazie wyładowywania się nazwiemy emocje, to momentalnie kora nowa zacznie odzyskiwać kontrolę. Do głowy przyjdą takie myśli, jak: „Będzie trudno, ale sobie poradzę", „Złość? To tylko emocje".

•Gotowość i zaangażowanie: po emocjonalnej wycieczce do wnętrza siebie będziemy w stanie wziąć sprawy w swoje ręce i zyskamy gotowość do naprawy.

Unikaj

•Nie odpowiadaj na wiadomości, np. e–maile, SMS–y, natychmiast po ich otrzymaniu. Dzięki temu unikniemy słów, które mogą nam zaszkodzić.

•Nie reagujmy od razu na informacje, które nas dotknęły. Zamiast tego poprośmy o chwilę do namysłu. Sprawdzi się w tym przypadku powiedzenie: „Muszę się z tym przespać".