Z innej gliny

Nie chcieli mieszkać tak jak wszyscy. Szukali do domów czegoś, 
co nie istniało, więc sami stworzyli niepowtarzalne kafle, ceramikę, meble. Trafili w dziesiątkę. Przedmioty robione w manufakturach, 
choć w mniejszości, wypierają masowe produkcje.

Trzy lata temu Sylwia Chakkour szukała fotela do domu. – Nie mogłam znaleźć tego wymarzonego. W internecie błyskawicznie skończyły mi się strony polskich wykonawców. Znalazłam za to firmę angielską wykonującą bajeczne kolorowe meble, tapicerowane według pomysłu klienta. I właśnie wtedy naszła mnie myśl, że coś takiego chcę robić: meble, które ogranicza tylko moja wyobraźnia 
– opowiada. Od dwóch lat jest właścicielką manufaktury Cancan Art robiącej meble marzeń: barwne, zwariowane, w stylu boho i vintage. Na początku bała się, czy pomysł chwyci. – Wszędzie modne były szarości, minimalizm. Ja obiecałam sobie: szarych mebli nie robię. Okazało się, że coraz silniejszy jest powrót do odważnych kolorów, śmiałych połączeń. Ludzie znudzili się minimalizmem, no a przede wszystkim chcą mieć coś wymyślonego przez siebie – zaprojektowanego na zamówienie, dedykowanego tylko im.

U Doroty Ługowoj, obecnie właścicielki pracowni ceramicznej Dekornia, także zaczęło się od poszukiwań. – Chciałam mieć nietuzinkowe mieszkanie, kojarzące się z dalekimi podróżami. Tak się złożyło, że zaczynałam właśnie swoją przygodę z ceramiką. Własnoręcznie ulepiłam już kafle do łazienki i kuchni, tabliczkę z numerem mieszkania, więc pojawił się także pomysł na... umywalkę.

Metodą prób i błędów w końcu się udało. Pierwsze egzemplarze nieśmiało wstawiła do galerii internetowej Pakamera (kilka lat temu było to jedyne miejsce w sieci z rękodziełem). Zaczęli się zgłaszać klienci zachwyceni ręcznie ulepioną umywalką. Długo odsuwała od siebie myśl, że ceramika stanie się pełnoprawnym pomysłem na biznes. To miało być raczej hobby po godzinach.– Ale z miesiąca na miesiąc zamówień przybywało. Nawet nie wiem, w którym momencie porzuciłam myśli o jakiejkolwiek innej pracy – wspomina.

Kafel, który zapoczątkował istnienie firmy Purpura tworzącej unikatowe dzieła z cementu, znalazła Ewa Dobosz, obecnie wspólniczka Izy Sojki. Wówczas „sąsiadka na włościach". – Obie mieszkamy w starych dworkach i uwielbiamy dawny design. Lubiłyśmy sobie pojechać do starego kościoła tylko po to, żeby obejrzeć zabytkową, zniszczoną posadzkę – opowiada Iza Sojka. – Tego dnia pojechałyśmy do ruin folwarku. W zgliszczach znalazłyśmy kafel. Szukałam pomysłów na to, jak odremontować niedawno nabyty dworek. Pomyślałam, że to byłby dobry pomysł na biznes. Przy okazji przyczyniłabym się do odtworzenia rzemiosła, które niegdyś kwitło na polskich terenach, a obecnie niemal zupełnie zanikło.

Miała starą wozownię, która jak nic nadawała się do tego, by przerobić ją na manufakturę. Pierwsze kafle położyła u siebie w domu, w holu, który szybko awansował do roli terenu eksperymentów. Przetestowała tam wszystkie impregnaty i środki czyszczące, łącznie z wiórami.

Potrzeba bywa najlepszą matką biznesu. Przynajmniej w odniesieniu do manufaktur wytwarzających unikatowe wyposażenie do domu. Polacy znudzeni powtarzalnymi, masowymi towarami z sieciowych sklepów coraz częściej szukają oryginalności. W zwyczajnych sklepach tacy klienci to koszmar. Żądają czegoś, co istnieje tylko w internecie. Tak jak Marek Witkowski, który wiosną 2015 r. 
założył firmę Drop Design. Zainspirowany wnętrzami z internetu zamarzył o ścianie w kuchni: ze szklanych płytek o nietypowym kształcie. Nie było takich w sklepach, więc postanowił wyciąć pożądany kształt w firmie oferującej cięcie wodą. Jednak firmy tego typu działają w przemyśle na skalę masową. On, z małym, trudnym zamówieniem został potraktowany jak natręt. Spychano go więc na koniec kolejki.

– Pomyślałem, że jest nisza, że na pewno jest dużo osób, które chcą tak jak ja urządzić mieszkanie po swojemu, zrealizować oryginalny pomysł: wyciąć kafelki w fantazyjny kształt lub wzór, zrobić ażurowy panel dekoracyjny albo barokową ramę na lustro... – opowiada.

Jedna z firm, z którą wówczas współpracował, miała na stanie odpowiedni sprzęt. Gdy zobaczył po raz pierwszy, jak wygląda cięcie materiałów strumieniem wody pędzącym 2,5 razy szybciej niż dźwięk, zakochał się po uszy. – Była wiosna, a ja straciłem głowę – śmieje się. – Dla tej maszyny, dla pomysłów, bo poza szkłem hartowanym mogę wyciąć właściwie wszystko.

Hand made in Poland

Z roku na rok zainteresowanie produktami handmade rośnie. Coraz więcej jest wielbicieli przedmiotów z duszą, noszących ślady ludzkich rąk. A do tego takich, którzy nie przyjmują do wiadomości, że czegoś nie da się zrobić. W Drop Design po roku działalności klienci indywidualni stanowią już 60 proc. Sylwia Chakkour także stawia głównie na nich. – Firmę prowadzę od dwóch lat i widzę, jak bardzo rozwija się rynek. Zainteresowanie jest tak duże, że musiałam zatrudnić drugiego tapicera i drugą krawcową – mówi z zadowoleniem.

Właścicielki Purpury na początku chciały współpracować głównie z konserwatorami zabytków. Jednak mimo ich zachwytów sprawa rozbiła się o finanse. – Większość współczesnych właścicieli kamienic nie była zainteresowana odtworzeniem dawnego klimatu. Woleli położyć chiński marmur i mieć „problem" z głowy. Nie interesował ich fakt, że ceramika piękniej się starzeje i ma większą klasę – opowiada Iza Sojka.

Okazało się jednak, że młodzi ludzie (niekoniecznie z wypchanymi portfelami) zakochali się w ich kafelkach. – Bardzo często mamy zamówienia typu półtora metra kwadratowego. Albo kilka sztuk. Ludzie wolą kupić mniej, ale mieć w domu coś unikatowego, szytego na miarę i autentycznego. Klientów indywidualnych było coraz więcej, a że trudno było dojechać 90 km do mojej wozowni, przeniosłam się do Łomianek pod Warszawą – mówi.

Wizje z nieograniczoną odpowiedzialnością

Jedną z największych zalet przedmiotu wyprodukowanego manufakturowo jest fakt, że można zrobić sobie coś dokładnie tak, jak się wymyśliło. Czasami taka możliwość bywa... paraliżująca. Po kwadransie spędzonym na stronie Purpury na projektowaniu własnej kaflowej mozaiki trzeba walczyć z oczopląsem. Wybór jest tak duży, że bardzo często klienci decydują się na opcję patchworkową, w której można połączyć różne wzory. Te kompilacje stały się znakiem rozpoznawczym firmy. Jeden z nich został nawet wyróżniony w konkursie na patchwork roku na portalu Design Milk i Remodelista.

Wzory Purpury to najczęściej kopie historyczne: ktoś przynosi stary kafel z kamienicy, a dziewczyny przenoszą wzór. Są kafle z Maroka, Hiszpanii, oraz nowoczesne – w kropki, pasy. Serię wyglądającą na podłodze jak kilim zaprojektowała zaprzyjaźniona polska projektantka Paulina Matusiak, część innej – architekt ze Szwecji Martin Björnson. Są kafle kwadratowe, heksagonalne, gorseciki. Jest linia normandzka, stworzona przez graficzkę Monikę Błędowską. Oraz „abecedarium"– kafle literki, gdyby ktoś chciał zaszyć sobie w posadzce hasło. Poza tym na bazie wzorów można oczywiście zaprojektować swoje kafle w wymarzonych odcieniach.

Sylwia Chakkour z kolei czuwa zawsze nad tym, by szaloną wizję dało się urzeczywistnić. – Tworzymy projekt wspólnie z klientem – tłumaczy. – Dajmy na to, przychodzi pani i mówi: szukam fotela, który będzie gwiazdą wnętrza, ma być najpiękniejszy na świecie, ale też wygodny i praktyczny. Na początku spotykamy się w pomieszczeniu, do którego mebel ma być zaprojektowany. Aby wiedzieć, jaką nadać mu formę, chcę poznać mieszkańców. Wolą fiolety czy beże? Jaki mają dywan, jakie nóżki mają ich ulubione meble, jakim typem oświetlenia się otaczają? To ważne, by dopasować tkaniny, faktury, bo czasem na jednej sofie czy fotelu jest siedem różnych materiałów – przekonuje.

Marek Witkowski z firmy Drop Design opowiada, że pierwsze miesiące nowej działalności zeszły mu na... docieraniu się z załogą. Trudno było przekonać operatorów maszyny do szalonych wizji, które nosili w głowie klienci. A jego to właśnie najbardziej kręci. Dziś tworzą zespół od najbardziej nietypowych zleceń. – Niedawno cięliśmy kafelki w kształcie rombów, które odpowiednio ułożone tworzą efekt 3D. I kratki wentylacyjne z płytek. Metalową maskownicę na ścianę w kształcie zarośli. Listki z lustra, bo klient wymyślił sobie ścianę oklejoną opadającymi lustrzanymi liśćmi. Skomplikowany technicznie projekt, ale efekt? Świetny – wylicza z dumą. I dodaje: – Nie znoszę mówić, że czegoś się nie da. Uważam się za nowoczesnego rzemieślnika. W pewnym sensie nadal pracuję jako humanista, bo przecież przetwarzam czyjeś idee i pomysły, nawet te nierealne.

Pieniądze to (dużo) za mało

Ile trzeba zainwestować, by stworzyć manufakturę? Nie zawsze to łatwo policzyć. Marek Witkowski z Drop Design musiał wyłożyć milion złotych na maszynę. Sylwia Chakkour wzięła udział w projekcie unijnym „Pozostań zatrudniony". – Dostałam 40 tys. zł na wyposażenie firmy plus wsparcie pomostowe na pół roku. Zainwestowałam w programy graficzne: nauczyłam się projektowania 3D, Photoshopa, przeszłam kurs tapicerowania i renowacji, żeby złapać doświadczenie – mówi precyzyjnie, bo ze wszystkiego musiała się rozliczyć. Ale Dorota Ługowoj wyposażała Dekornię sukcesywnie, przez 10 lat. Trudno jej dziś policzyć, jak duża to inwestycja na początku. – Na pewno nie obejdzie się bez dobrego pieca do wypalania, a to koszt 20–30 tys. zł.

Ale same pieniądze na start nie wystarczą. Potrzebne są także wiedza, cierpliwość, pasja. Tak jak w przypadku Doroty Ługowoj, która musiała się nauczyć, kiedy umywalka, zamiast przeciekać, będzie swobodnie odprowadzała wodę. Lub Sylwii Chakkour, która po składzie materiału na metce rozpozna, czy tkanina sprawdzi się w roli wymarzonego obicia. Tę wiedzę zdobyła, pracując przez kilkanaście lat w różnych korporacjach zajmujących się tkaninami, szyciem i projektowaniem. Nie zawsze wystarczy dotychczasowe doświadczenie zawodowe. Dla Izy Sojki początki były trudne, bo w Polsce nie zachowały się żadne maszyny do produkcji kafli. Ona sama też nie potrafiła ich robić. – Pojechałam do Hiszpanii uczyć się tajników odlewania. Dużo czasu zajęły eksperymenty technologiczne. Dopiero po blisko półtora roku uruchomiłam produkcję – opowiada. Ile zainwestowała? Ok. 60 tys. zł kosztowały maszyny. Przebudowa wozowni – 25 tys. A próby kaflowe, wyjazdy szkoleniowe i czas, który poświęciła potem na przekazanie zdobytej wiedzy pracownikom... – Jak to wycenić? – pyta.

Liście wiosenne, liście jesienne

Manufaktura ma swoje ograniczenia. To nie jest dziedzina, w której konkuruje się z masowymi producentami, choć np. w Drop Design można w ten sam sposób wyciąć jeden detal lub tysiące. Ale już dla Sylwii Chakkour oznacza to nie więcej niż pięć projektów w miesiącu. W Purpurze można od ręki kupić kafle z magazynu. Jeśli jednak trzeba je wykonać, to na zamówienie czeka się około 6 tygodni. Ręcznie mieszane są składniki i dobierane kolory. Jeden rzemieślnik wytwarza 50 kafli dziennie. W przypadku tzw. gorsecików (małych elementów o wygiętych krawędziach) na jeden metr kwadratowy przypada 640 elementów.

Ale w manufakturze