Wszystko i nic

Ze smartfonem w jednej ręce i kubkiem kawy w drugiej biegniemy ze spotkania na spotkanie. Jednocześnie zamieszczamy komentarze na Facebooku, wrzucamy zdjęcia na Instagram. Po powrocie do biurka chcemy wysłać podsumowanie spotkania szefowi... i w tym momencie pojawia się pustka w głowie. Powód? Znów nie byliśmy dostatecznie skoncentrowani.

Dlaczego coraz trudniej nam się skupić? – Dzieje się tak, ponieważ mamy coraz więcej możliwości. Gazety, telewizja, serwisy społecznościowe, e-mail... To wszystko łączy nas ze zglobalizowanym światem i domaga się naszej uwagi – tłumaczy Ulrich Schnabel, niemiecki dziennikarz naukowy, autor książki „Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia". – Co gorsza, niezależnie od tego, ile czasu poświęcimy mediom cyfrowym, to zawsze będziemy mieć poczucie, że coś pominęliśmy, ponieważ cyfrowy świat jest nieskończony. W efekcie próbujemy wielozadaniowości, chcemy robić kilka rzeczy naraz – pijemy kawę, sprawdzając jednocześnie e-maile, słuchając muzyki, rozmawiając przez telefon i surfując po sieci. Problem z koncentracją polega na tym, że ona domaga się czegoś zupełnie przeciwnego – nie zwiększania zakresu możliwości, ale ich ograniczania – przekonuje Schnabel.

Mózg na wysokich obrotach

Podobnego zdania jest psycholog społeczny dr Joanna Heidtman. – Problemy z koncentracją mają wiele powodów. Jednym z nich jest na pewno wielowątkowość naszego życia i pracy – przeskakujemy z tematu na temat, z projektu do projektu, przemieszczamy się z miejsca na miejsce, nieraz w ciągu kilku godzin przemierzając całe kontynenty. Te nieustanne zmiany dotykają nawet naszych relacji osobistych. Nasze rodziny, ze względu na rozwody i wchodzenie w nowe związki, stały się coraz bardziej skomplikowanymi układami. W efekcie nasz mózg, ewolucyjnie przystosowany do określonego, niewielkiego tempa zmian i względnej stabilności, musi wchodzić na obroty, do których nie jest przyzwyczajony – mówi Heidtman.

Psycholog wskazuje również na fakt, że od momentu otworzenia oczu po przebudzeniu do momentu zapadnięcia w sen, zwłaszcza jeśli w sypialni mamy telewizor bądź kładziemy się do łóżka z tabletem, jesteśmy zewsząd bombardowani informacjami. – Do tego dochodzi przemęczenie, brak snu i autostres, czyli rozważanie różnych „katastrof", jakie mogą nam się przydarzyć w życiu zawodowym bądź prywatnym, co bezpośrednio negatywnie wpływa na możliwość skupienia uwagi, myślenie, koncentrację i pamięć – wylicza Joanna Heidtman.

A Ulrich Schnabel dodaje do tej listy zjawisko tzw. utraconych kosztów alternatywnych. Im więcej mamy możliwości, tym trudniej nam wybrać jedną z nich i powiedzieć „nie" pozostałym. – W efekcie unikamy dokonywania wyboru. Myślimy sobie: czemu mam się skoncentrować wyłącznie na czytaniu książki, grze na instrumencie, byciu z jednym partnerem, jeśli istnieje tyle innych możliwości? Jednak idąc tym tropem, tracimy zdolność cieszenia się tym, co mamy. Naszym życiem tu i teraz – ostrzega Schnabel.

A jeśli coś mnie ominie?

Czynnikiem, który w coraz większym stopniu osłabia naszą zdolność koncentracji, staje się rozwój nowych technologii, które – przynajmniej w teorii – powinny nam ułatwiać życie. – W analogowym świecie, kiedy wychodziliśmy na spotkanie, na randkę lub na spacer, nikt, kto nie był tam razem z nami, nie mógł nas od tego oderwać. Dzisiaj wystarczy poobserwować ludzi w restauracji albo na spotkaniu biznesowym czy szkoleniu – inni ludzie, poprzez komunikatory, e-maile i połączenia telefoniczne, są tam razem z nimi, domagając się ich uwagi. Oczywiście, sami do tego dopuszczamy, nie odcinając się w żadnym momencie od technologii, ale tak naprawdę stało się to społeczną normą – mówi Heidtman.

Wraz z dynamicznym rozwojem serwisów społecznościowych pojawił się też kolejny groźny przeciwnik stojący na drodze naszego skupienia. To tzw. FOMO (Fear of Missing Out), czyli lęk przed tym, że coś nas omija. Jak działa ten mechanizm? Przykładowo siedzimy w domu w sobotni wieczór z kieliszkiem wina w dłoni i oglądamy ulubiony serial. Jednak zamiast cieszyć się chwilą wytchnienia, mamy poczucie, że coś nas w tym momencie omija. Wystarczy rzut oka na Facebooka czy Instagram, by zobaczyć mnóstwo zdjęć, które nasi znajomi wrzucają z rozmaitych miejsc w mieście. Zaczynamy się zastanawiać, czy aby nie jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy postanowili ten wieczór spędzić w domu. W efekcie zamiast poświęcić czas na odpoczynek, żałujemy, że nie spędzamy go razem ze znajomymi i nie przeżywamy wspaniałych (przynajmniej w naszym wyobrażeniu) chwil.

Niebezpieczna wielozadaniowość

Skupieniu uwagi nie sprzyjają również wspomniane już przez Ulricha Schnabela próby robienia wielu rzeczy jednocześnie. Wyniki licznych badań neurobiologicznych nie pozostawiają złudzeń – ludzki mózg niespecjalnie radzi sobie z wielozadaniowością. Większość z tego, co uznajemy za wykonywanie kilku czynności naraz, to tak naprawdę przerzucanie uwagi z jednego zadania na inne. Co gorsza, to bardzo nieproduktywna metoda pracy. Może wydłużyć czas realizacji danego zadania nawet ponaddwukrotnie w stosunku do tego, jak efektywnie moglibyśmy pracować, gdybyśmy skupili się wyłącznie na jednej kwestii.

Próby działania wielozadaniowo mogą mieć też niebezpieczne konsekwencje. Grupa naukowców z Uniwersytetu w Utah pod kierunkiem psychologa Davida Strayera przeprowadziła eksperyment. Porównała poziom zagrożenia stwarzanego na drodze przez kierowców rozmawiających jednocześnie przez telefon z kierowcami, w których organizmach znajdowało się 0,8 promila alkoholu. Wyniki okazały się zaskakujące – obie grupy były w równym stopniu zagrożeniem dla innych uczestników ruchu drogowego. Co więcej, żadnego wpływu na pierwszą grupę nie miało to, czy korzystali oni z zestawów głośnomówiących czy też nie – kluczowym czynnikiem okazał się sam fakt, że część swojej uwagi skupiali na rozmowie.

Społecznościowy narkotyk

W przypadku jazdy samochodem koncentrację można poprawić stosunkowo łatwo – wystarczy po prostu wstrzymać się w tym czasie od prowadzenia rozmów telefonicznych. Znacznie trudniej jednak poradzić sobie z tym problemem, gdy pracujemy np. w dużej korporacji, w której musimy nieustannie korzystać z poczty elektronicznej, a do naszego biurka co chwilę podchodzi szef z nowym zadaniem do wykonania „na już".

Joanna Heidtman radzi, by przede wszystkim nauczyć się, co nam sprzyja w koncentracji uwagi, a co nas łatwo rozprasza. – Jeśli mamy skłonność do odrywania się od czegoś ważnego, ponieważ czujemy przymus przeczytania kolejnego e-maila, który właśnie przyszedł, to wyłączmy powiadomienia czy automatyczne sprawdzanie poczty i róbmy to w wyznaczonym czasie. Spróbujmy określić umowną „cichą godzinę", czyli taki czas w ciągu dnia lub tygodnia, kiedy nie będziemy sprawdzali poczty, odbierali telefonów i rozmawiali z kolegami, ale zajmiemy się najbardziej złożonymi, wymagającymi strategicznego czy twórczego myślenia zadaniami – zachęca psycholog.

Trudniejszą sprawą może okazać się ograniczenie czasu, jaki poświęcamy mediom społecznościowym. Ich wpływ na naszą psychikę bywa bowiem porównywany ze stanem, jaki powoduje uzależnienie od narkotyków. – Dlatego w ciężkich przypadkach konieczny może stać się swego rodzaju „odwyk", czyli tydzień lub dwa spędzone w górach lub w jakimś innym miejscu bez dostępu do internetu – mówi Ulrich Schnabel. Jego zdaniem po takim detoksie (choć czasem wystarczy zwykły urlop) dobrym pomysłem jest również oszacowanie, które spośród kontaktów w mediach społecznościowych są dla nas naprawdę ważne, a które są tylko stratą czasu.

Warto się również zastanowić, czy w ciągu doby poświęcamy wystarczająco dużo czasu na regenerację organizmu. – Brak snu, zwłaszcza w dłuższym okresie, powoduje, że jest nam się trudniej skupić i dobrze coś wykonać. Nie mówiąc o uczeniu się rzeczy nowych czy twórczym myśleniu. Co za tym idzie, niedostatek snu wpływa negatywnie na zapamiętywanie informacji – ostrzega Joanna Heidtman.

Noc pod gwiazdami

Żyjąc w nieustannym pośpiechu, zapominamy, że nie potrzeba wiele wysiłku, by dać odpocząć swojemu umysłowi. Świetnym sposobem na oderwanie się od codziennej rutyny i zresetowanie się mogą być podróże po najbliższej okolicy, o czym przekonuje (także na łamach „Sukcesu") Łukasz Długowski, autor książki „Mikrowyprawy w wielkim mieście". – Realne przeszkody nie istnieją, są tylko wymówki. Mikrowyprawy kosztują niewiele albo nic, potrzeba na nie niewiele czasu – godzinę, trzy, jedną noc. Nie wymagają również praktycznie żadnych umiejętności – żeby przeżyć przygodę, nie trzeba być ani atletą, ani specjalistą – mówi Długowski. Dodaje przy tym, że tak naprawdę najtrudniejszą kwestią jest przełamanie rutyny, wyjście z automatycznego trybu działania i codziennego powtarzania tych samych czynności. – Najlepiej zaplanować sobie dzień wcześniej: jutro ruszam na mikrowyprawę. Powiedzieć żonie/mężowi, że nas nie będzie, uprzedzić szefa, że np. potrzebuję wyjść wcześniej albo że wieczorem nie będę pracował z domu. Przebrać się w biurze w wyprawowe ciuchy, założyć plecak na ramię i w drogę – zachęca.

Noc spędzona w leśnym szałasie czy w murach starego zamku może przynieść zaskakujące rezultaty. Z dala od zgiełku codzienności i mediów elektronicznych możemy przeżyć chwilę refleksji nad swoim życiem i nabrać nieco dystansu do spraw, które na co dzień wydają się niecierpiące zwłoki. Dzięki temu rano, po powrocie do pracy, łatwiej będzie nam się skupić na tym, by... po prostu się skupić.