Włoska fabryka makaronu

Właściwie nie wiem, o czym myślę – powiedziała Ewa, stojąc za oknem szykownej restauracji. Podają tutaj włoskie dania, przygrywa włoska nie byle jaka muzyka, a włoski kucharz przebiera we włoskich cukiniach
Zrównoważony gwar rozmów osłaniają skutecznie przed wymknięciem się na zewnątrz szklane ściany. Taka wyspa.

Irek. Rok 1986 w SARP. Brudne czasy palenia papierosów wszędzie odeszły w niepamięć. Fot. Lidia Popiel
I nagle od jednego ze stolików podnosi się kobieta (piękna oczywiście) i wypływa poza tę enklawę południowego klimatu.
Niedaleko. Tylko za drzwi. Rozmowa urywa się. Wszystko ulega zawieszeniu.
Trudno ocenić, jak dużo czasu upływa, chociaż zdrowy rozsądek podsuwa myśl, że to jedynie trzy minuty. Ewa, stojąc za prawie niewidoczną ścianą, ledwo obrzuca melancholijnym spojrzeniem przestronną salę wypełnioną siedzącymi, z kompletem obsługi odbijającej się od stolika do stolika.
Dostrzega zdjęcia – włoska fabryka makaronu – kwiaty, kontempluje starannie zaprojektowany układ półek.
Nie, nie gapi się. Jej wzrok ledwo muska niemy teatr gestów. Czasami stara się go odszyfrować. Obraz bez dźwięku nagle zyskuje wyrazistość szczegółów. Każdy ruch, każdy grymas staje się widoczny bez kakofonii dźwięków. Staje się nawet jakby trochę przerysowany.
Każde mrugnięcie to jedna klatka – panorama lub detal. Zależy, co ściągnie uwagę. A uwagi nie odwrócą tym razem spadający talerz czy głośny śmiech. Uwagę ściąga walor obrazu. Światło. Kompozycja.
Nie denerwuje się zawieszeniem. Papieros relaksuje. Jak wychodzisz na papierosa, nabierasz dystansu? O czym myślisz? Nie wiem.
Li­dia Po­piel - modelka, fotograf. Stworzyła "Magazyn Dobrego Życia"