Windykator, twój przyjaciel

Kiedyś windykacja kojarzyła się z trzema smutnymi panami wyposażonymi w kije bejsbolowe. Dziś firmy prześcigają się w tym, kto lepiej traktuje swoich klientów.

Reklamy pokazujące ludzką twarz firm windykacyjnych już dawno przestały dziwić. Wszystkie z założenia tylko pomagają dłużnikom. Są lekiem na całe zło. I rzeczywiście, tak teraz szkoleni są windykatorzy. Jedna z osób bardzo cenionych na tym rynku zdradziła mi ostatnio, że coraz częściej firmy wprowadzają zakaz wymawiania słowa dłużnik. Ono przestaje istnieć. Co więcej, za używanie go w rozmowach z klientami można dostać sporą karę.

To jednak nie wszystko. Bardzo ważny jest także sam sposób mówienia. Głos ma być miły, ciepły i zachęcać do długiej rozmowy, a później współpracy. Firmy odkryły, że to pokazanie marchewki, a nie kija, zwiększa ściągalność długów, a tym samym wyniki roczne. Próby wymuszania spłaty zobowiązań są błyskawicznie duszone w zarodku. 
Znam przypadki osób, które straciły przez to pracę. 
Co nie oznacza oczywiście, że nie ma już na rynku firm, które stosują takie metody. Są, i pewnie nietrudno na nie trafić. Ci najwięksi jednak nie mogą już sobie na to pozwolić. Opinia przyjaznej firmy windykacyjnej jest bezcenna.

Niektórzy idą jednak jeszcze dalej. Oczywiście trzeba sobie jasno powiedzieć, że chodzi przede wszystkim o jeszcze skuteczniejszą windykację, a co za tym idzie, większe wpływy. Słuszny jest jednak kierunek. Pomocna dłoń, a nie pałka. Kredyt Inkaso, bazując na doświadczeniach amerykańskiego windykatora CFS2, wprowadziło program edukacji dłużników. Polega on na przekazaniu zadłużonym podstaw zarządzania własnymi pieniędzmi i przekonania ich, że są w stanie sami sobie poradzić ze zobowiązaniami. Co ciekawe, okazuje się bowiem, że windykator i komornik to dla nich jedna i ta sama osoba, a głód wiedzy jest ogromny. Największą barierą nadal jest jednak nieufność. Pokutują jeszcze lata dzikiej windykacji, prowadzonej przez długi czas po transformacji ustrojowej.

Firmy windykacyjne mają jednak duże pole do popisu. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że problemy z regularnym płaceniem zobowiązań ma grubo ponad 2 mln Polaków. Jest więc z kim pracować. I jest się na kim wzorować. Wspomniani już Amerykanie postanowili odzyskać długi od bezrobotnych. Zaczęli wspierać ich w poszukiwaniu pracy, pomagali pisać CV, a nawet przypominali o zbliżających się rozmowach kwalifikacyjnych. Jakby tego było mało, pomagali im w negocjacjach z innymi wierzycielami. Wszystko w ramach osiągnięcia jak największych zysków. Cel może przyziemny, ale za to jakie zacne metody.

Ernest Bodziuch jest dziennikarzem ekonomicznym telewizji Polsat i felietonistą „Rzeczpospolitej".