Weź mnie na warsztat

Obozy, spotkania i warsztaty. Mężczyźni szukają tam w sobie wojownika, chłopca, mazgaja, twardziela. A przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, 
kim są i czego chcą od życia. To miejsca, w których szkoli się supermenów. Ale bez znaku „S" na trykocie ciasno opinającym rozbudowany tors.

– Najbardziej wstrząsające przeżycie? Polowanie na siebie nawzajem w lesie. To było ostre! Chodzenie po węglach. Postrzyżyny. Ale najtrudniejsze okazało się...przytulanie się z innymi facetami. Na serio musiałem się przełamać – śmieje się Mateusz Paprocki. Nigdy wcześniej nie miał kontaktu fizycznego z innym mężczyzną, poza faulami na boisku.

Te wrażenia Mateusz zafundował sobie na męskich warsztatach na Wybrzeżu. Sam do końca nie wie, czemu się na nie wybrał. Był w trakcie rozwodu, nic mu się nie chciało. Generalnie, jak to ujmuje, dryfował bez pomysłu. I w tym dryfowaniu ktoś mu opowiedział o warsztatach. Pomyślał: czemu nie?

Stefan Bartnik, informatyk, lat 44. Także jest po szkoleniach dla mężczyzn. Robił już kurs dla prawdziwych liderów oraz warsztat na temat przodków. Na pierwsze stricte męskie zajęcia wybrał się, gdy po raz kolejny rozstał się z kobietą. – Jaki powinien być współczesny facet? Drwal o dłoniach pianisty. Wojownik o duszy dziecka. Głowa rodziny, ale i wrażliwy tata. Poeta, który potrafi zarobić – wylicza. I kwituje: można zwariować. Teraz, zanim znowu zaangażuje się w coś poważnego, chce popracować nad sobą. Chciałby spróbować kursu „Wojownik miłości". Może to pozwoli mu przetrwać w związku dłużej niż rok?

Z kolei Maciej Kołacz wybrał się na warsztaty tacierzyńskie, gdy urodził mu się syn. – Wcześniej byłem na kilku kursach, ale zawsze było towarzystwo mieszane. Nie odważyłem się przyznać, że nie mam ani pomysłu, ani siły na zabawy z dzieckiem. Ba, że syn mnie irytuje. W męskiej grupie te rozmowy były inne. Bardziej techniczne. Dużo gadaliśmy o własnych ojcach – mówi.

Mężczyzn takich jak Maciej, Mateusz czy Stefan jest coraz więcej. To dla nich na mapie coachingowo–terapeutycznej wyrastają wciąż nowe miejsca. Szkoły dla ojców, perfekcyjnych kochanków, pewnych siebie liderów, profesjonalistów od budżetu, firmowego i domowego.

Faceci w ciąży

Wiele warsztatów dla mężczyzn jest właśnie po to, by doścignąć ideał, o którym mówi Stefan. I tak podczas marcowego Menstivalu można np. opanować tajniki budżetu domowego, który jest najczęstszym zarzewiem rodzinnych kłótni. Można też wybrać warsztaty teatralne otwierające na emocje, o których panom trudno mówić. Z kolei na warsztatach fotograficznych mężczyźni we własnym gronie uczą się kreatywności. Tego, jak zostać prawdziwą głową rodziny i autentycznym liderem, można dowiedzieć się m.in. na warsztatach Tu i Teraz organizowanych w Nowym Kawkowie. Tam także można zostać perfekcyjnym kochankiem – to właśnie o tych warsztatach marzy teraz Stefan. W planach Masculinum jest warsztat dla nieaktywnych seksualnie.

Na większości tych spotkań, pod płaszczykiem konkretnych działań, poruszany jest przede wszystkim temat: co to znaczy być facetem? Nie chodzi w nich o to, by ścigać się z ideałem. To arcytrudne pytanie powinien postawić sobie każdy samodzielnie. Zdaniem Jacka Masłowskiego, terapeuty z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, mężczyźni obecnie przechodzą to samo, co kobiety przerabiały 200 lat temu. Na naszych oczach zmienia się etos płci.

– Kiedy spotykam się z mężczyznami na takim poziomie, gdzie przestajemy rozmawiać o tym, kto ile zarabia i jakim jeździ samochodem, to pytam: jak rozumiesz bycie mężczyzną? Najczęstsze dwie odpowiedzi to: „Nie wiem" i „Normalnie" – mówi Jacek Masłowski. I opowiada, czemu mężczyźni stali się niepewni we wszystkich swoich rolach i zamiast radzić sobie sami, jak każe tradycja, szukają warsztatów: – Zewsząd słyszą, że to, jak działali ich ojcowie i dziadkowie, jest już do bani. I że sami powinni wypracować męski styl bycia. Zatem robią to tak, jak potrafią. Po czym zwykle słyszą od kobiet, że nie ma z nich pożytku. Jacy mamy być w takim razie, pytają mężczyźni, a kobiety na to: Bądźcie czułymi barbarzyńcami! Mężczyźni albo próbują dookreślić się poprzez oczekiwania kobiet, co jest złym pomysłem, albo też ustawiają się w opozycji, co również nie przynosi satysfakcji. Trzecia droga to poszukiwanie. Jest najtrudniejsza, ale tylko ona ma sens.

Dlatego wraz z psychoterapeutą Wojciechem Eichelbergerem i podróżnikiem Edim Pyrkiem stworzyli męską platformę wymiany myśli. Nazwali ją Masculinum. Prowadzą warsztaty, a raz w miesiącu organizują debaty: o dojrzałości, męskości, relacjach z ojcem, pracy. Przychodzi po kilkaset osób.

Zakładając fundację Masculinum, rozmyślali, jakie cechy chcieliby przekazać synom. Sporo się tego zebrało: odpowiedzialność, odwaga, empatia, wytrwałość, samokontrola, stanowczość, sprawczość, zaangażowanie, uczenie się na błędach, praca nad sobą. Okazało się jednak, że gdyby rozmawiali o córkach, to wszystkie te cechy także byłyby na liście. – Czym więc ta nowa męskość ma się różnić od kobiecości? Jest jak ciąża: wiadomo, że powstaje coś nowego. Ale jeszcze za wcześnie, by powiedzieć, co się z tego urodzi – żartuje Masłowski.

Popularnością cieszy się też weekend warsztatów dla mężczyzn Menstival. Organizuje go Stowarzyszenie Mężczyzn założone przez absolwentów pierwszych w Polsce warsztatów dla panów, które od 15 lat prowadzi Zbyszek Miłuński:

– Postanowiliśmy podzielić się z innymi tym, na czym sami się znamy – mówi trener i psychoterapeuta. Oferta jest szeroka, bo każdy zna się na czym innym. Na Menstival przychodzą głównie mężczyźni po trzydziestce. To moment, gdy pojawiają się pierwsze poważne refleksje: czy dobrze się czuję w moim życiu, w pracy, z innymi. Szukają wskazówek, jak być lepszym ojcem, partnerem. Jak, ogólnie mówiąc, czuć się bardziej żywym w swoim życiu.

Zbyszek Miłuński przekonuje, że sekret polega na tym, by pogodzić w sobie dwie przeciwstawne postaci: mazgaja i twardziela. Tylko wtedy, gdy człowiek da sobie przyzwolenie na obie te osobowości, może być w kontakcie ze swoimi uczuciami. – Dobra wiadomość jest taka, że można to zrobić. Gorsza – że jest to trudne. Ale każdy może wykonać pierwszy krok – mówi.

Przełamując fale

Zbyszek Miłuński zaczął organizować warsztaty dla mężczyzn, bo sam miał słaby kontakt z mężczyznami i nie najlepsze o nich zdanie. 
– W naszej kulturze spotykamy się głównie, by wypić piwo i pograć w piłkę. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Przecież, według stereotypu, „faceci nie mówią i nie czują". Często inni albo ich denerwują, albo wywołują lęk. Samo przyjście na spotkanie jest już pokonaniem wysokiego progu – mówi.

Mateusz Paprocki na pierwsze zajęcia przyszedł wściekły. – To był taki dowód, że sobie nie radzę. Że potrzebuję wsparcia od innych. Wstyd, bo przecież powinienem być samowystarczalny. W męskiej szatni nigdy nie usłyszysz szczerych wyznań, że coś ci w życiu nie idzie. Możemy się wymieniać świńskimi kawałami, ale nie faktami z życia. Przez pierwsze pół dnia napsułem sporo krwi prowadzącemu i grupie. Czepiałem się, robiłem ćwiczenia na odwal się. Moja rezerwa była na dystans kija.

To typowe. Janusz Pietrzak od kilku lat organizuje warsztaty pod hasłem „Stań się autentycznym mężczyzną i autentycznym liderem", prowadzone w Nowym Kawkowie przez holenderskiego terapeutę Toma de Wintera. – Na początku zawsze jest dużo agresji. Przejawia się w docinkach, krytyce innych, rywalizacji. Na męskich warsztatach tej agresji się nie unika – przyznaje. Dlatego pozwala się jej wybrzmieć. W drugim dniu jest zwykle przełom. Mężczyźni zaczynają się angażować. Dopiero wtedy mówią o swoim wypaleniu, o niezadowoleniu z ról życiowych. Zaczyna się prawdziwa praca.

Mateusz przełamał się na serio dopiero po przytulaniu. – Najpierw się cały usztywniłem. Wszystko we mnie się przed tym broniło. Ale te przytulania trwały i trwały. W końcu odpuściłem. I poczułem...sam nie wiem. Siłę? Wspólnotę? Akceptację? Niesamowite uczucie. Potem zaczęły się zwierzenia. Nawet nie wiedziałem, jak mi było bez tego ciężko – wyznaje.

To, co dla Mateusza okazało się przełomem, jest także według Janusza Pietrzaka jednym z najtrudniejszych zadań. – Według stereotypu kontakt fizyczny pomiędzy mężczyznami ma wyłącznie gejowski charakter. Gdy odrzuci się takie myślenie, można odkryć, jak to jest czuć wsparcie od innych – mówi. – To bywa moment przełomowy.

Męska jaskinia

Dla Stefana warsztaty stały się... pierwszym wyłącznie męskim doświadczeniem w życiu. Wychowywały go mama i babcia, ojca i dziadka nie było, nigdy nie należał do jakiejś męskiej paczki, nawet do harcerstwa. Pewnie dlatego dobrze się rozumie z kobietami. Męski weekend był dla niego wywrotowy. – Przez te dwa dni dowiedziałem się o sobie więcej niż przez pół życia – uśmiecha się.

– W grupie jednopłciowej pracuje się zdecydowanie skuteczniej. Poza tym warsztaty to jedna z niewielu opcji, by mężczyźni mogli się spotkać „na poważnie" – mówi Zbyszek Miłuński. Jacek Masłowski dodaje: – Przy kobietach trudniej ujawnić emocje. Zamiast zachowywać się swobodnie, autentycznie, staramy się odgadnąć, jaka będzie reakcja na nasze słowa.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego męskie warsztaty są tak popularne. Zdaniem Jacka Masłowskiego to namiastka „męskiej jaskini", której każdy mężczyzna raz na jakiś czas potrzebuje. – Rytuały przejścia w dawnych kulturach polegały na odseparowaniu się od kobiet, na konfrontacji z lękiem przed śmiercią. To dawało wstęp do Klubu Męskość. Teraz mężczyzna nie ma chwili, by przemyśleć własne potrzeby i zrozumieć, że z niektórych musi zrezygnować – przekonuje terapeuta.

Zdaniem psychologów najważniejsza relacja do przepracowania dla mężczyzny to związek z własnym ojcem. Tymczasem dobre więzi ma tylko 10 proc. ojców i synów. – Często pytam: Jak to jest z twoim ojcem? Spoko, odpowiada mężczyzna, ojciec nie jest mi do niczego potrzebny. A tak w ogóle to nie mam z nim kontaktu od 15 lat – opowiada Jacek Masłowski. I zaraz dodaje, że mężczyzna z „nieodrobioną" rodzinną relacją prawdopodobnie odtworzy stary wzorzec. Choć będzie robił wszystko, aby do tego nie dopuścić.

Do takiego właśnie wniosku doszedł Maciej. – Chodziłem z synem na treningi, budowaliśmy z klocków, ale czułem, że się do tego zmuszam. Nie chciało mi się, ale mój ojciec nie spędzał ze mną czasu, więc chciałem być od niego lepszy. Teraz razem gramy na iPadzie. Wiem, że to nie jest najlepszy sposób na ojcostwo, ale obaj mamy z tego przyjemność – mówi. – Na warsztatach odkryłem ze zdziwieniem, że nie lubię sportu. Tak sobie dzisiaj myślę, że może mój ojciec też nie lubił „męskich spraw", a nie wiedział, że można inaczej...

Świadomość rodzinnych historii pomaga odkryć takie właśnie zależności. Na Menstivalu służy temu warsztat „o mocy starych fotografii". Uczy, jak czerpać z historii i zwyczajów przekazywanych z pokolenia na pokolenie, a nawet z chorób, które obciążają nas genetycznie. Czasami, jak w przypadku Stefana Bartnika, wielkie odkrycie zaczyna się od starego zdjęcia. – Ojciec? Masakra. Zapił się,