Va banque? Czemu nie!

Karolina Sobolewska, współwłaścicielka firmy jubilerskiej Złoto Orla Sobolewski

Choć od dziecka z zachwytem przeglądała albumy z biżuterią, jakie przynosił do domu Maciej Sobolewski, założyciel warszawskiej firmy jubilerskiej Złoto Orla, Karolina, jego córka, początkowo wolała spędzać czas na podróżach, pracując jako pilot wycieczek. Pracownię i sklep na Orlej odwiedzała, kiedy rodzice wyjeżdżali. Wówczas wracała do kraju, żeby ich zastąpić. – To była dla mnie część życia: rozmowy z klientami, wyceny biżuterii, formalności. Miałam wówczas dwadzieścia lat i nie zastanawiałam się, czy jest to dla mnie trudne czy nie. Wchodziłam w ten świat na całego. Potem rodzice wracali, a ja znów pracowałam za granicą. To było atrakcyjne rozwiązanie, ale tylko do pewnego momentu – wspomina. Punktem zwrotnym była chwila, w której poznała przyszłego męża. – Patrzyłam na mamę i tatę, którzy przez lata budowali tak wspaniały związek, i wiedziałam, ile to wymaga pracy. A podróżując, skazujemy się na życie w światach równoległych. Postanowiłam więc związać się z Orlą na stałe – tłumaczy. To, czego nie zdążyła się nauczyć, dyżurując za ladą, szybko uzupełniała na licznych kursach. – Chciałam wejść w to nowe życie z ostrogami. Dlatego nie mogłam ograniczać się tylko do tego, co stworzyli rodzice. Miałam potrzeby zmiany, rozwijania firmy. Tymczasem ciągle czułam zmęczenie i opór materii z ich strony. Ale znalazłam na to prosty sposób: czekałam, aż wyjadą, i działałam – kwituje Karolina Sobolewska. Mimo zaangażowania w rodzinny biznes aż do zeszłego roku nie myślała o przejęciu interesów. – Dopiero podczas spotkań sukcesyjnych organizowanych przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych dotarło do mnie, że to, co robię, sprawia mi ogromną frajdę, mam wiedzę i chcę się w pełni zaangażować – mówi.

Wiedziała, jak ma wyglądać rodzinny biznes w jej wydaniu. Potrzebowała pewności, że nikt nie będzie jej korygował. – Nawet chwilę przed przekazaniem firmy gotowa byłam wszystko rzucić. Chciałam mieć swój zespół i na moich warunkach – mówi. Twardo postawiła sprawę i wygrała. Od stycznia odpowiada za nowy etap w życiu rodzinnego przedsiębiorstwa. O swoich planach mówi krótko: – Ze wsparciem młodszej siostry Marty chcę stworzyć firmę na tyle atrakcyjną, żeby nasze dzieci też chciały się z nią kiedyś zmierzyć.