Trzeba było siedzieć cicho, czyli upadek Olympusa

Japończycy dwa razy się zastanowią, zanim znów zatrudnią prezesa z Europy. Olympus sprawił sobie takiego i Skończyło się aresztowaniami w firmie. I choć Michael Woodford ujawnił miliardowe oszustwa, tokijczycy trzymają go z daleka od spółki.

Oto nowa, globalna twarz Olympusa!– skośnoocy członkowie zarządu wskazują jedynego w ich gronie Europejczyka. To pierwszy niejapoński prezes w sięgającej 1919 r. historii Olympusa. Ale twarz Michaela Woodforda kojarzy się raczej z piłkarskimi boiskami Premiership niż z precyzyjną optyką.

Jest koniec lutego 2011 r. Masywny Brytyjczyk wkrótce strzeli gola sobie i własnej fimie. Choć chwalony jest za dotychczasowe zarządzanie Olympusem w Europie, w Tokio nie jest traktowany poważnie. Nie mówi po japońsku, łatwo więc z niego pokpiwać i wygląda na to, że równie łatwo będzie nim sterować – snują przypuszczenia ludzie z firmy. Później sam Woodford przyzna, że ustępujący prezes Tsuyoshi Kikukawa (zostawia sobie stanowisko dyrektora wykonawczego) ostrzegł go: – Tylko ja mam władzę zatrudniać i wyrzucać.

Słysząc to, trudno uwierzyć, że styl zarządzania 71-letniego Kikukawy określany jest jako „zachodni" (przyjaciele wołają na niego Tom). W Olympusie pracuje od 1963 r., od 1993 r. kierował public relations firmy. Przewidział boom na lustrzanki cyfrowe. To dzięki jego naciskom Olympus już w 1997 r. produkował aparaty fotograficzne z rozdzielczością sięgającą 1,4 mln pikseli. Rzutki Kikukawa w 2001 r. został prezesem firmy.

Brytyjczyk przyzna później, że spodziewał się roli kukiełki Kikukawy. Ale nominacja na szefa Olympusa nie leży na każdym rogu. Kukiełka skupi się na drobiazgowej pracy.

Szczegóły na biurku

Darmowe szkolne obiady, ubrania z second-handu – Woodford dorastał w Liverpoolu w biedzie, wychowywany przez matkę i ojczyma. Nie był Żydem, ale chodził do żydowskiej szkoły King David's High, więc na ulicy wołano za nim „Żydku!". Choć jest Anglikiem, urodę miał nieco egzotyczną, niektórzy więc krzyczeli „Żółtku!". Teraz twierdzi, że dzięki wczesnemu doświadczeniu nietolerancji nie generalizuje i choć wielu Japończyków dało mu w kość, zawsze szczerze powie: „Kocham Japonię".

Po skończeniu biznesowego colleage'u pracował jako barman w pubach Londynu, a następnie, w wieku 20 lat, został handlowcem w KeyMed. Ta brytyjska firma przejęta w 1987 r. przez Olympusa sprzedawała sprzęt medyczny. W wieku 30 lat kierował całą firmą.

– Diabeł tkwi w szczegółach, więc biurka, gdy przyjdzie ktoś z zewnątrz, mają się dobrze prezentować – tak Michael Woodford tłumaczył się z zarządzenia, którym zakazał pracownikom KeyMed zostawiania na biurku innych osobistych przedmiotów poza zdjęciami zwierząt domowych, rodziny oraz rysunkami dzieci. Dodawał, że pod jego rządami KeyMed dwa razy została wybrana na najlepsze miejsce pracy w Wielkiej Brytanii.

Gdy w 2004 r. Woodforda mianowano szefem pionu sprzętu medycznego Olympusa na całą Europę, zapowiadał, że będzie zarządzał poprzez „micromanagement". – Zawsze wierzyłem, że tym, co wyróżnia firmę, są szczegóły – powtarza.

Historyczna prowizja

30 lipca 2011 r. Woodford przestaje być kukiełką Kikukawy. Tego dnia Brytyjczyk zapoznaje się z pierwszym artykułem na temat dziwnych transakcji Olympusa. Tekst ukazuje się w „Facta", niszowym magazynie dziennikarstwa śledczego. Na stronie internetowej redakcja zapewnia, że pisze o „tych zakulisowych faktach, które omija reszta prasy i telewizji". Tematem artykułów zwykle są nieprawidłowości w biznesie.

Olympusowi poświęcono dwa teksty w kolejnych numerach „Facta". Autorzy twierdzili, że liczne przejęcia firm przez Olympusa, ciągły ruch w rachunkach służyły tuszowaniu miliardowych strat powstałych jeszcze w latach 90. To dlatego liczba spółek związanych z Olympusem przez ostatnich 10 lat miała się zwiększyć z 67 do 199.

„Facta" skupił się na opisie przejęcia w 2008 r. brytyjskiej spółki Gyrus, która produkowała sprzęt medyczny i zatrudniała 1,4 tys. pracowników. Po pierwsze: Olympus wydał na przejęcie 2,2 mld dol. Gyrus wart był wielokrotnie mniej. Po drugie: zakupowi towarzyszyła największa w historii prowizja za doradztwo inwestycyjne. Olympus za pomoc w kupieniu Gyrusa zapłacił powiązanym ze sobą kapitałowo firmom doradczym z Japonii i USA aż 687 mln dol., czyli około 30 proc. wartości transakcji. – Zwykle tego typu doradztwo kosztuje 1 proc. To nie do zaakceptowania! – denerwuje się Woodford.

Potężna prowizja natychmiast zostaje przekazana na Kajmany, do założonej przez obie firmy spółki AXAM. Ta po dwóch tygodniach zostaje wykreślona z rejestru za zaleganie z opłatą licencyjną. Nie wiadomo, co stało się z pieniędzmi. Woodford dobrze pamięta tę transakcję. W 2008 r. był szefem produktów medycznych Olympusa w Europie. Nikt jednak nie poinformował go o zamiarze kupna Gyrusa i nikt nie konsultował z nim przejęcia, które Woodford uważał za niepotrzebne. – Po co kupiliśmy tak drogo tę firmę, skoro jej technologie są gorsze niż nasze? – zastanawiał się.

Woodford chce osobiście przepytać Kikukawę. Wie, że dyskusja z szefem Japończykiem może być ostatnią rozmową w firmie, pakuje więc do teczki rezygnację i leci do Tokio. Kikukawa wita go wylewnie. Zanim dochodzi do poważnej rozmowy o Gyrusie, prezes informuje Woodforda, że właśnie został mianowany szefem całego europejskiego Olympusa. Mało tego: zasiądzie w zarządzie firmy.

Uradowany awansem Woodford nie ma już zamiaru zadawać żadnych pytań. Do jesieni 2011 r. Kolejne ujawnione w „Facta" wątpliwe transakcje to zakup w latach 2006–2008 trzech firm za około 773 mln dol. – Nazywam te firmy „Myszki Miki". Są dla nas niczym – oburzał się Woodford. – Po co do diabła płacić prawie 800 mln za firmy produkujące kremy do twarzy, karmę dla kotów lub naczynia do mikrofalówek?

Autobus dla prezesa

– To tabloid, to sensaci! – Kikukawa macha lekceważąco pałeczkami. Je lunch z Woodfordem i wiceprezesem Hisashi Mori. Brytyjczyk opowiada o zarzutach magazynu „Facta". Chce wiedzieć, dlaczego nikt nie informował go o tak wątpliwych transakcjach. – Byłeś zajęty, nie chcieliśmy ci zawracać głowy – pociesza eks-prezes Kikukawa prezesa Woodforda.

Woodford zleca zbadanie zarzutów doradczej firmie PricewaterhouseCoopers. Do Kikukawy pisze listy, każdy starannie kopiując i archiwizując. „Nie do wiary, że Olympus, duża giełdowa spółka, zapłaciła niemal 700 mln dol. na rzecz firmy na Kajmanach, której prawdziwi właściciele nie są ustaleni. Honorowym wyjściem dla pana i pana Mori byłoby poniesienie konsekwencji tego, co jest wstydem przekraczającym wszelkie wyobrażenia" – pisał Woodford. Zarzucał byłemu prezesowi, że nikt nie doradzał przy zakupie Gyrusa, a na kupno trzech małych firm zarząd nie wyraził zgody, bo po prostu nikt o to zarządu nie spytał. Kikukawa powtarza grę z 2008 r. – ustępuje także ze stanowiska dyrektora wykonawczego (CEO, Chief Executive Officer) i powierza funkcję Woodfordowi, który obejmuje ją 1 października. Ale nowy CEO wciąż śle listy. Kikukawa ma dość uparciucha. Na 14 października zwołuje posiedzenie zarządu, choć to Woodford jest prezesem. – Zrezygnujesz ze stanowiska – informuje go Kikukawa podczas posiedzenia. Woodford rezygnuje. Nie ma sensu się upierać, skoro reszta zarządu jednomyślnie popiera Kikukawę (który ponownie zostanie prezesem).

Woodford nie jest wyrzucony z firmy, ale nie ma też stanowiska. Jeszcze podczas posiedzenia ma oddać klucze do służbowego domu. Niedawni podwładni pouczają go: „A jeśli będziesz wybierał się na lotnisko, to pamiętaj, że samochód i kierowca już ci się nie należą. Jedź autobusem".

– Styl zarządzania firmą przez Woodforda nie pasował do reszty menadżerskiej kadry. Takie zderzenie kultur doprowadziło do spadku akcji firmy – wyjaśnia Kikukawa na konferencji prasowej 15 października. – Nonsens – skomentuje później Woodford. Co do akcji, na pewno, bo ich kurs spadł o 18 proc. po ogłoszeniu rezygnacji Woodforda.

Ale zderzenie z kulturą Japonii było dla Brytyjczyka bolesne. Tak tłumaczył możliwość utrzymania w tajemnicy dziwnych transakcji oraz samo umożliwienie ich przeprowadzenia: – To kultura pochlebców i yes-manów. Japończycy czują respekt przed osobami na stanowiskach i nie zadają im żadnych pytań. On sam w piątek wieczorem wskakuje w pierwszy samolot do Londynu. – Bardzo bałem się o siebie – wyjaśnia. W Wielkiej Brytanii prosi Scotland Yard o ochronę. Podejrzewa, że część pieniędzy Olympusa wędrowała do yacuzy – japońskiej mafii.

Firma do czyszczenia

Prawdziwy powód rezygnacji? 18 października Woodford podczas własnej konferencji prezentuje wyniki raportu zamówionego w PricewaterhouseCoopers. „Nie byliśmy w stanie potwierdzić, że doszło do złamania zasad. Jednak biorąc pod uwagę kwoty i niektóre niezwykłe decyzje podjęte przez zarząd, nie możemy tego wykluczyć" – piszą audytorzy w raporcie. – Wszyscy na szczycie są w to zamieszani, firma potrzebuje oczyszczenia – mówi Woodford. Przekazuje dokument Serious Fraud Office, które zajmuje się badaniem korupcji i oszustw finansowych. Zostaje okrzyknięty najwyżej sytuowanym w świecie „whistleblowerem" (osobą informującą władze o nieprawidłowościach). – Raport oparty jest na spekulacjach – mówi w Tokio wiceprezes Mori. Później już nie odbiera telefonu.

– Ujawnimy wszystkie informacje o przejęciu Gyrusa – zapewnia Yasutoshi Fujiwara, rzecznik Olympusa. I też przestaje odpowiadać na telefony. Podczas dwóch sesji w Tokio akcje Olympusa tracą na wartości 3 mld dol. Ich cena spada o 24 proc. – najwięcej od 1974 r. Wkrótce śledztwa w sprawie transakcji Olympusa toczą się w Japonii, Wielkiej Brytanii i w USA.

Nerwowi bankierzy

Na wieść o wystąpieniu Woodforda starszy, skośnooki mężczyzna odjeżdża spod swego luksusowego domu na wybrzeżu w Boca Raton na Florydzie. Ucieka. Będzie się ukrywał, pojawi się tylko w sądzie w Delray Beach. Bo choć z żoną Ellen pobrał się w 1979 r., to teraz uznają, że dzielą ich „różnice nie do pogodzenia". Tak piszą we wniosku rozwodowym złożonym zaraz po ujawnieniu afery Olympusa.

Trudno ocenić to inaczej jak próbę ratowania majątku: żona ma dostać prawie 10 mln dol., Hajime „Jim" Sagawa zachowa dla siebie tylko półtora miliona. Po następnej rozprawie mężczyzna z byłą już żoną prawie biegną z budynku sądu do samochodu na parkingu, opędzając się od dziennikarzy. Mija miesiąc od konferencji Woodforda. Jesteśmy w Hongkongu. – Wynosić się stąd! – krzyczy 60-latek, wymachując siatkami z zakupami. Mężczyzna przed chwilą wchodził do luksusowego apartamentowca. – Akio Nakagawa? – sondował dziennikarz Reutersa.

Co łączy przestraszonego mężczyznę z Florydy ze zdenerwowanym mieszkańcem Hongkongu? Od lat 80. pracowali w banku, w którym obsługiwali Olympusa. Następnie w latach 90. Sagawa założył firmę Axes America, zaś Nakagawa – Axes Japan. Obaj stworzyli kajmańską spółkę AXAM, która w 2008 r. zniknęła z setkami milionów dolarów prowizji wypłaconej przez Olympusa. Tak, to ci sami najdrożsi w historii konsultanci, którzy j