To nie jest film

Handel ludźmi oznacza werbowanie, transport, przekazywanie, przechowywanie osób z zastosowaniem gróźb lub użyciem siły w celu wykorzystania seksualnego i ekonomicznego. Tyle prawniczej definicji. Kobiety najczęściej zmuszane są do prostytucji, kradzieży i żebrania. Gdy już nie są przydatne, na handel trafiają ich organy wewnętrzne. Co roku nowy towar...

Anna, Elżbieta, Marta, Monika, Halina, Patrycja, Edyta, Katarzyna, Natalia, Elwira, Magdalena, Weronika...


Scenariusz nr 1: Agnieszka, dziś 24 lata, wtedy 19 lat, Wrocław
Ilustracja Anna Nogalska
Najbardziej bolały mnie stopy. Dano mi za małe buty i paski od sandałów wrzynały mi się w skórę. Do dziś mam ślady, które nie pozwalają mi zapomnieć. Zdejmowałam buty, kiedy tylko mogłam, ale że nie wolno mi było pokazywać się klientom boso, więc czasem miałam je na sobie nawet po 16 godzin dziennie. Nawet teraz staram się omijać sklepy obuwnicze. Zbyt dużo jest butów podobnych do tych, jakie nosiłam. Na wysokim koturnie, z przeplatającymi się na śródstopiu cienkimi paseczkami. Białe. Kto by przypuszczał, że tak niewinny kolor może oznaczać zezwierzęcenie?

Częściowo sama sobie jestem winna. Byłam zbyt ufna. No, ale czy to nie jest ludzkie? Czy nie powinniśmy ufać drugiemu człowiekowi?
Jeżeli moją historią kogokolwiek uda się ostrzec, odetchnę. Jeżeli tekst niczego nie zmieni i wciąż znajdą się takie naiwne jak ja, to wolałabym, żeby się nigdy nie ukazał. Bo mówienie o tym, co się stało, sprawia mi ból. Rozmowa wcale nie oczyszcza i nie pomaga, jak to próbują wmówić psychoterapeuci. Przez to roztrząsanie wciąż przeżywam zdarzenia na nowo.
Byłam po maturze, nie dostałam się na biologię, więc próbując przetrzymać jakoś rok do następnych egzaminów, pracowałam dorywczo. Mieszkałam u rodziców, więc potrzebowałam pieniędzy jedynie na swoje wydatki. Ale też chciałam się dokładać do rodzinnego budżetu. Byłam już w końcu dorosłym człowiekiem, który powinien umieć na siebie zarobić. Jako kelnerka pracowałam trzy miesiące. Zrezygnowałam, bo nie wytrzymywałam tempa pracy. Na kasie w supermarkecie pracować nie chciałam. Wtedy uważałam, że to dla mnie zbyt uwłaczające. Od czasu do czasu udzielałam korepetycji z biologii, chemii, opiekowałam się dziećmi. Czasami sprzątałam biura. Ale przede wszystkim codziennie zaglądałam do kafejki internetowej i przeglądałam oferty pracy. Wiedziałam, że po samej maturze niewiele miałam szans na znalezienie czegoś sensownego.
To były czasy boomu Naszej-klasy.pl. Oczywiście też się zapisałam. I gdy przejrzałam już wszystkie ogłoszenia z pracą, od razu tam wchodziłam. To przez ten portal poznałam Andrzeja, przyjaciela mojego byłego kolegi z klasy. Zaczęliśmy flirtować. Andrzej mieszkał od kilku lat w Niemczech i był starszy ode mnie o 10 lat. Zwierzałam się mu ze wszystkiego: problemy w domu, brak pieniędzy, pracy, perspektyw. A on pytał, jak wyglądam. Zwykłą pocztą wysłałam mu zdjęcia z wakacji: szczupła, drobna, długowłosa blondynka siedząca na plaży w szortach i staniku od stroju kąpielowego. Chciałam mu się podobać. Wydawało mi się, że mnie rozumie jak nikt inny na świecie. A on po prostu wiedział, jak mnie podejść.
Po czterech miesiącach korespondencji Andrzej zaproponował mi, żebym do niego przyjechała i w Niemczech szukała pracy. Po niemiecku mówiłam całkiem nieźle, więc pomyślałam, że to dobry pomysł. Rodzice się zgodzili pod warunkiem, że co kilka dni będę się z nimi kontaktować. Zostawiłam im również adres, który podał mi Andrzej. Jak się później okazało – fikcyjny.
Gdy protestowałam, krzyczałam, grozili, że mnie zabiją. Po tym, co mi robili, wierzyłam, że są do tego zdolni. Potem zapadłam w letarg. Nawet już nie płakałam. Czekałam
Gdy mój „przyjaciel” odbierał mnie z dworca w Berlinie, powiedział, że zamieszkamy w jego drugim mieszkaniu, bo jest większe i będzie nam wygodniej. Że wtedy nie zapaliła mi się żadna czerwona lampka, to nie mogę do dziś uwierzyć. Zresztą przez kilka dni było jak w raju. Zakochałam się i po tygodniu poszłam z nim do łóżka. Trochę tylko dziwiło mnie, że nie wychodził rano do pracy, a jedynie wieczorem wyskakiwał na godzinę lub dwie. Mówił, że w interesach. Po dwóch tygodniach zaczęłam przeglądać gazety z ogłoszeniami pracy. W końcu po to pojechałam do Niemiec, żeby zacząć zarabiać. Ale Andrzej mówił, żebym się nie spieszyła, bo zawsze zdążę coś znaleźć, a on chce się mną nacieszyć. Pewnego wieczoru zaprosił na kolację partnera w interesach – Jurga, Niemca, który po paru drinkach zaczął mnie dotykać. Kiedy strąciłam jego dłoń z uda, uderzył mnie mocno w twarz. Andrzej zaczął się śmiać, a ja nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Byłam nieco pijana, ale wiedziałam już, że coś jest nie tak. Tej nocy gwałcili mnie na zmianę. A potem było coraz gorzej. Wolę tego nie pamiętać. Gdy teraz o tym mówię, wyobrażam sobie, że opowiadam jakiś straszny film. Ale to nie był film.
Kolegów Andrzeja było coraz więcej. Nie wiem, ile dni i nocy to trwało. Gdy próbowałam protestować, krzyczałam, grozili, że mnie zabiją. Po tym, co mi robili, wierzyłam, że są do tego zdolni. Uczepiłam się myśli, że na pewno rodzice już mnie szukają. Przez dłuższy czas nie dzwoniłam do nich, więc musieli pomyśleć, że coś mi się stało. Potem zapadłam w letarg, czekałam, przestałam płakać. Musiałam się im w końcu znudzić, bo stwierdzili, że nadeszła pora, bym pokazała się w barze. Dostałam sukienkę i te białe sandały. I miałam duże powodzenie. Tym bardziej że mówiłam po niemiecku, co nie zdarzało się wśród „koleżanek” zbyt często. Pewnej nocy, po dwóch, trzech miesiącach, wyszłam na zewnątrz przewietrzyć się. Nie wolno mi było tego robić, ale tego wieczoru był tak ogromny tłok, że ja, drobna i niska, po prostu zniknęłam. A może sami pozwolili mi odejść? Nie wiem. Zaczęłam po prostu iść przed siebie, aż trafiłam na posterunek policji. Powiedziałam, że pracuję nielegalnie. Wiem, że mi się udało. Bo wiele dziewczyn stamtąd nie wraca.

Irina, Julia, Diana, Maria, Katia, Aleksandra, Oksana, Alisa, Anastazja, Walentyna, Jelena...

Scenariusz nr 2: Sylwia, dziś 23 lata, wtedy 19 lat, mała miejscowość pod Olsztynem
Myśląc o Grecji, widziałam już siebie na plaży. Gdy Sławek, mój chłopak, zaproponował mi wyjazd do brata do Aten, powiedziałam mu, że to będzie bajka. Arek mieszkał w Grecji już pięć lat i prowadził małą firmę budowlaną. Żony nie miał, więc chętnie przystał na to, bym przyjechała razem ze Sławkiem. „Przyda się kobieca ręka w tym domu” – namawiał mnie przez telefon. Również moja matka ucieszyła się, że zniknę z domu. Zawsze to jedna osoba mniej do karmienia. Bo miałam jeszcze pięcioro rodzeństwa i zawsze któreś z nich chodziło głodne. Ja dopóki się uczyłam w szkole zawodowej, korzystałam z obiadów ufundowanych przez pomoc społeczną. Chciałam jak najszybciej skończyć szkołę i zacząć zarabiać, pójść na swoje. Ale w małym mieście nie ja jedna miałam problem ze znalezieniem pracy. Na ojcu nigdy nie mogłam polegać. Codziennie był pijany. Loterią było, które dziecko od niego oberwie. Jako najstarszej najczęściej trafiało się właśnie mnie. Miałam już tego dość, więc znikałam z domu, kiedy tylko się dało.
Sławka poznałam w dyskotece, spodobał mi się od razu. Mimo że mieszkał w miejscowości obok, to przyjeżdżał, dbał o mnie, zabierał na lody, interesował się, płacił za mnie w restauracji. Wydawało mi się, że nareszcie poznałam osobę, której na mnie zależy. Wyjazd do Grecji miał być początkiem nowego, szczęśliwego życia.
W Atenach zamieszkaliśmy tak, jak to było wcześniej ustalone, w mieszkaniu brata Sławka. Mieszkał sam, więc oddał nam swoją dużą sypialnię, żebyśmy wygodnie spali na dużym łóżku. W gościnnym miał tylko nierozkładaną sofę i sam ledwo się na niej mieścił. Do Grecji i nowego domu przyzwyczajałam się powoli. Nigdy wcześniej nie byłam za granicą. Prałam, sprzątałam, gotowałam. Czułam się w końcu komuś potrzebna. Gdy pewnego wieczoru zamiast Sławka w moim łóżku zjawił się Arek, wybiegłam z pokoju z płaczem. Sławek tłumaczył mi, że powinnam się z nim przespać, bo przecież nam pomaga, a on tak dawno nie miał kobiety. I niech to będzie mój wkład w nasze wspólne życie.
Zrobiłam to z miłości do Sławka. Z miłości do niego zaczęłam sypiać również z kolegami Arka: Polakami, Grekami i Arabami. Niektórzy śmierdzieli tak, że wytrzymać nie mogłam. Płacili za seks ze mną, więc nie wolno mi było wybrzydzać. Całą kasę trzymał Sławek. Te pieniądze miały być na nasze wspólne życie. Na nowy start. Sławek mówił, że gdy nazbieramy wystarczającą sumę, to wyprowadzimy się od Arka.
Ale tak się nie stało. Sławek sprowadzał nowych kolegów. Pamiętam, że pewnego dnia pomyślałam o matce. Zatęskniłam za nią, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzało. Jakoś nie potrafiłam sobie wytłumaczyć, czemu za nią zatęskniłam. Po kilku miesiącach zaraziłam się od któregoś z „kolegów” chorobą i nabawiłam się paskudnych wszy. Trochę się z tego powodu ucieszyłam, bo myślałam, że to odstręczy mężczyzn i przez jakiś czas dadzą mi spokój. Poza tym bardzo mnie tam na dole bolało. Prosiłam ich, ale nie chcieli słuchać. Mówili, że im to nie przeszkadza. Wydaje mi się, że to, iż sprawiali mi dodatkowy ból, jeszcze ich podkręcało.
Mój pierwszy klient śmierdział czosnkiem. NIe wytrzymałam i w trakcie zwymiotowałam. Nie pobili mnie tylko dlatego, że nikt nie poszedłby do łóżka z dziewczyną z siniakami
Sprzątając pewnego dnia mieszkanie, znalazłam gazetę, a w niej numer telefonu do polskiego kościoła. W tajemnicy przed Sławkiem, zadzwoniłam. Nie powiedziałam, co się ze mną dzieje, bo było mi wstyd, ale poprosiłam o adres lekarza, który mógłby mi pomóc. Lekarstwo było drogie, ale Sławek przekonał brata, że warto wydać na nie pieniądze, bo wyleczona miałam się im jeszcze przydać. Ale gdy wyjęłam podarowane przez zakonnicę prezerwatywy, Arek rzucił mi je w twarz. Mówił, że żaden szanujący się facet nie będzie zakładał gumy...
„No to zarazisz się ode mnie HIV i umrzesz” – tym go przekonałam. Od tamtej pory wszyscy, oprócz Sławka, zakładali prezerwatywy. On, jako mój chłopak, był na specjalnych prawach.
Któregoś dnia obudziły mnie mdłości. Już od jakiegoś czasu przypuszczałam, że mogę być w ciąży. Ucieszyłam się, że może w końcu coś to zmieni i będziemy mogli ze Sławkiem założyć rodzinę, wyprowadzić się od Arka i w końcu zacząć życie, o jakim marzyłam. Sławek jednak mnie zwymyślał, że to nie czas na dzieci. Za namową brata zaprowadził mnie do kobiety, która usunęła ciążę. Nie był to szpital, a zwykły dom. Nie był to gabinet, a zwyczajne łóżko. Tylko strzykawka była taka jak u lekarza. Obudziłam się obolała. Nie pamiętałam, kiedy Sławek przewiózł mnie z powrotem do mieszkania. Gdy poczułam się lepiej, chłopak pokazał mi rachunek za zabieg i powiedział, żebym jak najszybc