Tańce, hulanka, swawola

Jak karnawał, 
to Rio lub Wenecja? Niekoniecznie. 
Bo pełne fantazji, huczne zabawy odbywają się w wielu miejscach na świecie. Bardzo różnych miejscach – dodajmy. Wszędzie jednak obowiązuje jedna zasada: karnawał 
jest po to, by się wyszaleć.

Bazylea, Szwajcaria

Karnawał w Bazylei ma nieco inny charakter niż w  większości miast świata. A to z dwóch powodów. Po pierwsze, zaczyna się o świcie, w pierwszy poniedziałek 
po katolickim Popielcu, i  trwa tylko trzy dni. To wynik tradycji sięgającej jeszcze XVI w., kiedy u  katolików zmienił się kalendarz, a w ewangelickiej Bazylei nikt tego nie zauważył. Po drugie, nie ma barwnych platform i skąpych strojów – na ulicach królują wytworne suknie balowe i  tradycyjna muzyka, latarnie zdobią wspaniałe barokowe dekoracje. Wszystko to wygląda jakby przeniesione wprost z baśni albo XVII–wiecznego balu arystokratów. Jedynym współczesnym akcentem jest konfetti, rozrzucane wszędzie w ogromnych ilościach. Karnawał, zwany w Szwajcarii Fasnacht, rozpoczyna się już o 4 rano wielką paradą Morgestraich. Równo z wybiciem zegara na ratuszu gasną wszystkie uliczne światła. Teraz płoną tylko lampiony, słychać dźwięki piszczałek i bębnów. Kiedy pochód rusza, z bocznych uliczek wybiegają przebierańcy z lampionami. Po chwili wszyscy maszerują razem, w takt muzyki. Niektórzy w kostiumach, z maskami na twarzach. Fasnacht to taki czas w roku, kiedy za pomocą dowcipu, ironii i humoru Szwajcarzy komentują to wszystko, co poszło nie tak w polityce, sporcie, życiu kulturalnym i sprawach społecznych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Wyrażają to przez kostiumy i maski, wypisując hasła i teksty na lampionach. O piątej rano otwarte są wszystkie knajpki i restauracje, trudno jednak znaleźć wolne miejsce. Po południu kolejna parada, do poważnych dźwięków piszczałek i bębnów dołączają grupy Guggenmusik, grające przeboje muzyki popularnej i jazzu.

Rijeka, Chorwacja

Około 100 lat temu to tu świętowano karnawał najhuczniej. W pochodach przebierańców i balach maskowych uczestniczyli arystokraci z całej Europy, szlachta austriacka i węgierska, rosyjskie księżniczki, niemieccy baronowie... No cóż, tradycja karnawału w Rijece sięga średniowiecza. Dziś też zabawa jest wspaniała, przypomina ogromny spektakl na świeżym powietrzu – 100 tys. gości ogląda przedstawienia teatralne, happeningi i parady z udziałem ponad 5 tys. artystów oraz przebierańców w historycznych strojach i maskach. Chorwackie maski nie przypominają weneckich, bo... straszą (i to bardzo). Mają za zadanie odganiać siły zła. Tak czy inaczej, w okresie karnawału bramy Rijeki są zamknięte dla tego, co smutne, a otwarte dla wszystkiego, co kolorowe i radosne. Zdaniem etnografów zwyczaje karnawałowe w Rijece to połączenie tradycji karnawału europejskiego (przede wszystkim weneckiego i austriackiego) z elementami folkloru i mitologii dawnych Słowian, czego dowodem jest m.in. pochód dzwonników. Jedni maszerują w imponujących kapeluszach, ozdobionych czerwonymi papierowymi różami, inni oplatają głowy wstążkami. Wszyscy niosą dzwony i potrząsają nimi jak najgłośniej... Zabawa zaczyna się od przekazania kluczy do bram miasta mistrzowi ceremonii, a kończy wytwornym balem w pałacu gubernatora i barwną, rozśpiewaną paradą.

Quebec, Kanada

Dwudziestostopniowy mróz? Nie szkodzi. Mieszkańcy Quebecu spacerują po swoim mieście, słynącym z surowych zim, w strojach kąpielowych, atakują się śnieżkami, kładą na śniegu i kąpią w lodowatych przeręblach. Oszaleli? Nie, po prostu wierzą, że ten, kto w czasie karnawału pokaże się półnagi na ulicy, będzie miał szczęście w Wielkim Poście. I to podwójne – w miłości i finansach. Nie tańczą, lecz budują lodowe zamki, urządzają barwne, uliczne parady, brnące przez śnieżny puch i wyścigi psich zaprzęgów. Przekonują, że najlepszym miejscem na karnawałową zabawę jest właśnie Quebec. Czuwa nad nią maskotka miasta – bałwanek celebryta Bonhomme. Pierwsze wzmianki o zimowych szaleństwach w Quebecu sięgają 1894 r., ale oficjalnie 
karnawał organizowany jest od 
60 lat. Pierwsze edycje, z powodów politycznych i w wyniku problemów ekonomicznych, były skromne. Ale to już przeszłość. Parady, muzyka, happeningi i fajerwerki oraz caribou – mocny, gorący drink serwowany na ulicach – sprawiają, że wielu turystów decyduje się przeżyć tę przygodę. Mocnych i mroźnych wrażeń dostarczają wyścigi kajaków na rzece St. Lawrence, nocne pochody i Raid des Braves, zmotoryzowana wersja wyścigów psów zaprzęgowych. A tańce? Też są – w Place du Palais. Tam można rozgrzać zmarznięte kości.

Limassol, Cypr

Limassol to drugie największe miasto na Cyprze, 
główny port, centrum przemysłu winnego, ale także egzotyczne miejsce, które kocha zabawę i turystów. Szczególnie w okresie karnawału. Cypryjczycy rozpoczynają świętowanie „tłustym tygodniem". 
Po prostu siedzą i jedzą. Na stołach pojawiają się rozmaite dania z grillowanych i pieczonych mięs oraz bardzo tam popularne pierożki z mięsem. To kulinarne szaleństwo ma przygotować Cypryjczyków do Wielkiego Postu, najważniejszego okresu w kalendarzu liturgicznym, który poprzedza Wielkanoc. Ten, kto nie je, może uczestniczyć w paradach przebierańców i oklaskiwać świeżo wybranego króla karnawału, który wraz ze swą świtą wyrusza ulicami miasta. „Tłusty tydzień" kończy nadejście „serowej niedzieli". W tym dniu mięso jest zakazane, jego miejsce zajmują sery i wyroby mleczne. Nie ma to większego znaczenia, bo po pierwsze, wszyscy są już najedzeni, a po drugie – ostatnią niedzielę karnawału wypełniają przede wszystkim barwne pochody i huczne zabawy. Tańce trwają do rana. Nic dziwnego, że poniedziałek po zakończeniu karnawału jest dniem wolnym od pracy. Cypryjczycy wraz z rodzinami wyruszają na pikniki i jedzą wyłącznie... warzywa oraz owoce, słusznie uznając, że najwyższy czas odpocząć po karnawałowych szaleństwach.

Nowy Orlean, USA

Amerykańskie miasto z europejską duszą, przyprawione kreolskim smaczkiem – mówi się o Nowym Orleanie. Nic dziwnego, że właśnie tam zadomowił się przywieziony przez Francuzów Mardi Gras – czyli karnawał w swoim najradośniejszym i najdzikszym wydaniu, trwający od Święta Trzech Króli aż do Środy Popielcowej. Przeciskające się wąskimi uliczkami platformy wypełnione rozbawionymi ludźmi oraz wszechobecny gwar i hałas tworzą niezapomnianą atmosferę. Zdecydowanie większość atrakcji przeznaczona jest tylko dla dorosłych. Jedna z najpopularniejszych zabaw polega na rzucaniu z platform sznurów koralików każdemu, kto zdejmie z siebie jedną sztukę ubrania i odsłoni nieco ciała. Domy, place i ulice zdobią tradycyjne kolory karnawału: fiolet, zieleń i żółć, a pamiątki związane z Mardi Gras (kolorowe korale, kokardy i kubki) można kupić na każdym rogu ulicy. Wszędzie rozbrzmiewa muzyka, jazz miesza się z bluesem, a że zabawa trwa do rana, nietrudno pomylić kolację ze śniadaniem. Nowy Orlean bawi się już od połowy XVIII w., kiedy zaczęto urządzać tam wystawne bale maskowe. Z czasem bale przybrały formę parad, w których jednak maszerowali tylko biali. Dopiero w XX w. ulicami miasta ruszyły parady organizowane także przez Afroamerykanów. Dziś Nowy Orlean, nazywany królem karnawałowego szaleństwa, przyciąga fanów dobrej zabawy z całego świata.

Wyspy Kanaryjskie

Barwne platformy, udekorowane tysiącami kwiatów, skąpo ubrane tancerki, koncerty, happeningi, sztuczne ognie. Radość tłumów, non stop, od popołudnia do białego rana. Rio? Nie, to Wyspy Kanaryjskie. Zwane też szczęśliwymi. Karnawał, choć huczny, nie ma tam długiej tradycji. Przez wieki był potępiany przez Kościół, a w czasach reżimu generała Franco zakazano jego świętowania. Dopiero w 1976 r. przywrócono tradycyjną nazwę Carnival i pozwolono na spontaniczną uliczną zabawę. Dziś karnawał świętują wszystkie wyspy archipelagu, ale najgłośniej obchodzony jest w Las Palmas na Gran Canarii i w Santa Cruz na Teneryfie. Mieszkańcy wysp przygotowują się do zabawy przez cały rok, wymyślają i sami szykują stroje na uliczne parady. Wiadomo, muszą zadziwić sąsiadów i zaszokować turystów. To dlatego w czasie karnawału po ulicach wysp chodzą tłumy osób przebranych za Batmana, Zorro, Kapitana Haka, Indian, piratów, policjantów, księży, zakonnice, pielęgniarki, czarownice czy klaunów. Co roku Carnival otwiera wielka gala, podczas której wymagające jury dokonuje wyboru Królowej Karnawału. Jeszcze ważniejszym wydarzeniem jest „pogrzeb sardynki" symbolizującej zimę. Odbywa się zawsze w Środę Popielcową i jest bardzo widowiskowy – drewniana makieta ryby zostaje uroczyście spalona na plaży.

Acireale, Sycylia

Acireale, niewielkie sycylijskie miasteczko u wybrzeży Morza Jońskiego. Warto pojawić się tu nie tylko dla pięknej neogotyckiej bazyliki 
św. Piotra i barokowych zabytków, lecz także dla karnawału, który w 2016 r. rozpocznie się ceremonią otwarcia 31 stycznia, a zakończy 17 lutego. Ciche przez większą część roku miasteczko ożywa wtedy, wabiąc tysiące turystów. Ciasne uliczki wypełniają tłumy – barwne pochody i platformy wiozące aktorów przysłoniętych maskami. Wykonane z papier mâché, groteskowe, absurdalne, najczęściej przedstawiają postaci włoskiej i światowej polityki oraz gwiazdy show–biznesu. „To zwyczaj stary jak świat" – tłumaczą Sycylijczycy. Narodził się już w XVII w., kiedy na placach Acireale pojawili się uliczni poeci i śpiewacy w maskach parodiujących kler i szlachtę. Oprócz rozbawiających tłumy aktorów przez barokowe centrum Acireale przejeżdżają też barwne wozy z fantastycznymi figurami pokrytymi tysiącami kwiatów. Co roku walczą o tytuł najpiękniejszej. I zawsze jest tak samo – emocje, które ogarniają mieszkańców Acireale, udzielają się także turystom.

Maastricht, Holandia

Myśląc o karnawale, mało kto wpadnie na pomysł, by wybrać się do Holandii. A już na pewno nie do Maastricht, kojarzonego przede wszystkim z podpisanym tam traktatem, który powołał do życia Unię Europejską. A jednak... Wprawdzie karnawał trwa tam tylko trzy dni – od niedzieli do wtorku przed Środą Popielcową, ale szaleństwa w tej części Europy nie mają sobie równych. Już w sobotę burmistrz przekazuje klucze miasta księciu karnawału i Maastricht zmienia nazwę na Mestreech. Amatorzy dobrej zabawy gromadzą się w pubach, by po wypiciu kilku piw dołączyć do ulicznych korowodów albo potańczyć. Wszędzie rozbrzmiewa grana na żywo muzyka (przybywają orkiestry dęte z całego kraju, to pielęgnowana od lat tradycja), piwo leje się nieprzerwanym strumieniem. Powiedzieć, że spokojne na ogół Maastricht w karnawale ożywa, to za mało. Maastricht szaleje! Jego szanowani mieszkańcy nagle pojawiają się na ulicach w szlafrokach, udają bliskich krewnych Godzilli albo krasnoludków. Punktem kulminacyjnym jest parada przebierańców, która ośmiesza rząd, polityków i wszystko, co można ośmieszyć. Bo szalony karnawał w Maastricht daje okazję, by zrzucić maskę i być sobą.

Kapsztad, RPA

Mieszkańcy Kapsztadu mówią o tym karnawale Coon Carnival („Karnawał Kolorowych"), ale w