Świat ludzi z żelaza

Wyobraź sobie najgorszy wysiłek, z jakim kiedykolwiek miałeś do czynienia. Wyobraź sobie zmęczenie tak skrajne, że każdy dodatkowy ruch ciała wymaga nadludzkiej motywacji. Wyobraź sobie ludzi, którzy uparcie prą do przodu, chociaż ich organizm włączył już dawno czerwoną lampkę z napisem „tryb awaryjny".

Wyobraź sobie gigantyczny kocioł kilku tysięcy osób, które w tym samym momencie zaczynają płynąć w jednym kierunku, chociaż każda z nich wie, że przed nimi jest wiele godzin morderczej walki. Walki ze sobą, z przeciwnikami, z upałem, z wodą zalewającą usta i nozdrza, z kolarską trasą, która zdaje się nie mieć końca, z własnymi nogami, które po długiej jeździe na rowerze są niczym z waty.

Wyobraź sobie też satysfakcję, której nie da się porównać z niczym innym, kiedy wycieńczony, na czworakach, świadom, że dałeś z siebie wszystko, przekraczasz linię mety. Jeszcze kilka minut wcześniej kląłeś pod nosem, zastanawiając się, po co narażasz swój organizm na tak ekstremalne wycieńczenie. Teraz jednak jedyne, o czym myślisz, to termin kolejnych zawodów, w których znów będziesz mógł zmierzyć się z granicą swoich możliwości.

Znów odkryjesz swoje najgłębiej poukrywane emocje i tajemnice. Bo prawdę o sobie poznajemy, kiedy tętno zbliża się do ponaddźwiękowej prędkości 200 uderzeń serca na minutę. To wtedy okazuje się, jakimi jesteśmy ludźmi, jaki mamy charakter.

To jest właśnie świat triathlonu. Świat ludzi z żelaza, którzy w poszukiwaniu adrenaliny, endorfin i nowych wyzwań są gotowi pokonać siebie, swoje kompleksy, granice i najgorsze demony.

Każdy ma inną historię, różni się wiekiem i doświadczeniem. Każdy chce sobie coś udowodnić. Łączy ich jedno marzenie – występ w legendarnych mistrzostwach świata na Hawajach na trasie morderczego Ironmana.

Klasyczny dystans to 3,8 km pływania, 180 km na rowerze i na dokładkę maraton, czyli 42,1 km biegu. Wszystkie konkurencje po kolei, bez przerwy, w limicie czasu, który wynosi niewyobrażalne 17 godzin niekończącego się wysiłku.

To, co wyróżnia triathlon na tle innych dyscyplin, to otwarcie na ruch masowy. Zawodowcy stanowią zaledwie rozrusznik całego, gigantycznego mechanizmu, którego prawdziwym kołem zamachowym są tzw. Age Groups. To właśnie przeciętni z pozoru ludzie, bankierzy, prawnicy, nauczyciele, dziennikarze, biznesmeni, lekarze, stając na starcie ramię w ramię z profesjonalistami, są esencją tego sportu.

Na świecie liczba uprawiających triathlon rośnie w niebywałym tempie. Na wiele zawodów trzeba zapisywać się z rocznym wyprzedzeniem. Jeszcze dłużej trwają przygotowania. Największą nagrodą za kilkanaście miesięcy ciężkich i monotonnych treningów jest jedno zdanie, które usłyszy każdy dobiegający do mety: „Congratulations, you are an Ironman".

PS W sierpniu zawody na pełnym dystansie Ironman w limicie czasu ukończyła 82-letnia siostra zakonna Madonna Buder. Zrobiła to zresztą już po raz 45. w swojej triathlonowej karierze. Czy to nie inspiruje?

Maciej Dowbor jest dziennikarzem telewizji Polsat.