Św. Agata od dzwonów

Agata Felczyńska, Ludwisarnia Felczyńskich, Taciszów

– W Unii Europejskiej 65 proc. firm to firmy rodzinne. W Polsce jest ich pewnie nieco mniej. W większości na ich czele stoją mężczyźni – mówi prof. Jan Klimek z SGH zajmujący się badaniem przedsiębiorczości. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na tradycje kulturowe, które to rolę lidera w rodzinnym biznesie wiążą z pierwiastkiem męskim. Ale według profesora to niejedyny powód. – Na prowadzonych przeze mnie zajęciach dla przedstawicieli firm rodzinnych zadałem pytanie pułapkę: kto lepiej zarządza, kobieta czy mężczyzna? Dodam, że na sali siedziały głównie kobiety. Większość wskazała na mężczyzn – wspomina. Dopytywane panie tłumaczyły, że domowe obowiązki nie pozwalają im wystarczająco skoncentrować się na firmie. – Nie ma żadnych badań, które wskazywałyby na lepsze umiejętności menedżerskie jednej z płci – podkreśla Jan Klimek. I dodaje, że na szczęście to przekonanie o męskim prymacie w biznesie powoli się zmienia. Zwłaszcza jeśli to właśnie córka przebija bystrością czy intelektem resztę rodzeństwa. – To się dzieje na całym świecie. Po 46 pokoleniach męskich zarządów najdłużej prowadzona firma na świecie, tradycyjny japoński hotel, przeszła w zeszłym roku w ręce kobiety – dodaje.

Zresztą i nad Wisłą wkrótce dojdzie do takiej historycznej sukcesji: gdy Zbigniew Felczyński z żoną Bogumiłą przejdą na emeryturę, historię sięgającego ponad 200 lat przedsiębiorstwa kontynuować będzie ich córka Agata. Jak twierdzi, rodzice nigdy jej nie zachęcali do związania się z produkcją dzwonów, choć nadali jej imię po patronce ludwisarzy, św. Agacie. Przyszła sukcesorka od dzieciństwa spędzała czas na zabawach w odlewni. Huśtała się na suwnicy, malowała dzwony gliną i podglądała mamę wykonującą zdobienia. Koniec końców dzwony i tak na nią „spadły". – Już od czasu studiów pracuję w naszym zakładzie. Wykonuję wszystkie prace, choć tych technicznych ciągle się uczę, obserwując naszych pracowników. Po studiach na AWF–ie poszłam na drugi kierunek – historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim – opowiada. Szlak przetarła jej mama, która nie bała się towarzyszyć mężowi na hali. – To był i jest bardzo męski świat. Ale mama przełamała opór pracowników, że przychodzi jakaś baba i ciągle od nich czegoś chce. Mnie jest już łatwiej – dodaje. Felczyńscy rocznie odlewają ok. 100 dzwonów. Trafiają one potem nie tylko do kościołów, ale też na misje prowadzone przez polskich duchownych. Do tego dochodzi jeszcze konserwacja zabytkowych egzemplarzy. I w tym właśnie specjalizuje się młoda ludwisarka. Jej dodatkową pasją jest dokumentowanie dziejów ludwisarni. – Moi przodkowie byli rzemieślnikami. Odbieramy zamówienie, robimy, wieszamy, dzwonimy. I tak od zlecenia do zlecenia. A ja chcę na to spojrzeć historycznie – przekonuje. To dlatego obowiązki związane z prowadzeniem firmy, w której pracuje wraz z rodzicami, łączy z pisaniem pracy doktorskiej. O dzwonach oczywiście.