Stalowe magnolie

Odczarowują podwórka warszawskiej Pragi. Katarzyna Ożóg i Magdalena Walenczak–Allain w zniszczonej kamienicy przy Stalowej stworzyły hotel i restaurację. Dziś to miejsce przyciąga biznesmenów i artystów z całego świata, którzy czują się tam jak w domu. A one mają apetyt na więcej.

Przyjaciółki, które o własnym biznesie marzyły już na studiach. – Od początku między nami zaiskrzyło, ale każda z nas poszła w swoją stronę. Ja, po latach pracy w konsultingu, prowadziłam własny bar sałatkowy. Magda zajęła się sprowadzaniem win oraz nieruchomościami. Któregoś dnia powiedziała mi jednak o niesamowitym miejscu, w którym można by otworzyć hotel. Odpowiedziałam: super, świetny pomysł. I zaczęłyśmy działać – wspomina Katarzyna.

Na początku był hostel

Zaczęło się od tego, że w 2005 r. Magdalena Walenczak-Allain namówiła swojego dobrego znajomego Philippa Burela, przedstawiciela rodzinnej spółki Real Estate Invest Polska, by zainwestował w zakup blisko stuletniej kamienicy na warszawskiej Pradze. Bo choć dzielnica miała nie najlepszą reputację i słynęła raczej z odrapanych podwórek, ona widziała w niej potencjał. Stare mury i podwórkowe zapomniane kapliczki. – Kawałek przedwojennej Warszawy, który znajduje się bardzo blisko nowoczesnego centrum. Ta dzielnica jest wyzwaniem, bo wiele jeszcze jest w niej do zrobienia. Na szczęście miasto przekazuje środki na rewitalizację kamienic. Pojawia się też sporo nowych inwestorów – mówi Magdalena Walenczak-Allain.

Remont ruszył w 2009 r. Wcześniej trzeba było uporządkować sprawy formalne związane z lokatorami, a przede wszystkim – poszukać dla nich mieszkań zastępczych. To wymagało czasu. Tym bardziej że priorytetem spółki, która kupiła budynek przy Stalowej 52, był remont innej kamienicy w Poznaniu.

Pewnie dlatego od samego początku niewiele osób wierzyło w powodzenie projektu. – Znajomi odradzali nam inwestowanie w tej części Warszawy. Bo szemrana okolica, trudne sąsiedztwo – przyznaje Magda. Remont zakończyły w 2012 r., założyły własną spółkę, która wynajmuje kamienicę, a na trzeciego wspólnika wzięły Philippe'a Burela.

Metamorfoza za milion

Do prowadzenia działalności nie potrzebowały specjalnych certyfikatów, tylko pieniędzy i hotelowego know-how. Tylko i aż, bo tego ostatniego akurat im brakowało. Zaczęły się uczyć na własną rękę. By nadrobić braki, chodziły na kolejne szkolenia, na których poznawały tajniki zarządzania w branży hotelarskiej.

W końcu ruszyły z... hostelem. Wydawało im się, że praski adres przyciągnie przede wszystkim artystów, studentów i backpakersów. Do dyspozycji gości były głównie wieloosobowe pokoje z piętrowymi łóżkami, a także kilka dwuosobowych pokoi. Wiele rzeczy robiły samodzielnie – od zarządzania kosztami przez zorganizowanie systemu rezerwacji, PR, sprzedaż i marketing po pracę w recepcji i ścielenie łóżek.

Po pół roku działalności hostelowej było jasne, że pokoje dwuosobowe cieszą się znacznie większym powodzeniem niż wielkie sale. Wspólniczki doszły do wniosku, że hostel trzeba przekształcić w hotel. Zaczął się remont, pilnowanie kolejnych ekip i przygotowywanie restauracji – wszystko przy stale funkcjonującym obiekcie. – Bardzo dużo energii włożyłyśmy w to, by nasi goście, których miałyśmy cały czas, nie mieli poczucia, że znajdują się na środku placu budowy 
– wspomina Katarzyna. Meble z hostelu spisały na straty. Szesnaście pokoi wyposażyły na nowo – każdy w innym, ciekawym pod względem designu klimacie. Stworzyły też salę konferencyjną, restaurację z menu inspirowanym kuchnią francuską i piwami z polskich małych browarów, doposażyły budynek w windę. Metamorfoza, która zaowocowała powstaniem ApartHotelu i ArtBistro, kosztowała ok. 1 mln zł.

Nocne Polek rozmowy

Pracowały po 14, 16 godzin dziennie. Wieczorem wracały do domu, kładły dzieci spać. A same o 23 siadały do komputera i dzwoniły do siebie, by ustalić zadania na następny dzień. Zdarzały się stresujące momenty. Choćby noce, gdy dzwoniła recepcja z informacją, że nie działa pompa i nikt nie wie, co z tym fantem zrobić. Ten czas nie był łatwy ani dla nich, ani dla ich rodzin. 
– Przede wszystkim dlatego, że na początku próbowałyśmy być samowystarczalne. Dopiero z czasem, gdy pojawiły się restauracja i sale konferencyjne, przekazałyśmy zarządzanie innym. Tym bardziej że mamy pomysły na kolejne projekty – tłumaczy Katarzyna Ożóg.

Odkąd zatrudniają menedżera hotelu i dwóch menedżerów restauracji, ich rozkład dnia jest lżejszy. Chociaż i tak na Stalowej są od 9 rano do wieczora.

We wrześniu zeszłego roku wystartowały z Fundacją Praską, która prowadzi dla tamtejszych dzieci darmowe lekcje języka angielskiego oraz organizuje inne formy spędzania wolnego czasu, np. spacery ornitologiczne. W ten sposób angażuje się w działania kulturalne i społeczne dzielnicy.

Prace dzielą projektowo. Świetnie się dogadują, kłócą rzadko. Najwyżej długo dyskutują... – Nie mamy ścisłego podziału obowiązków. Ważne decyzje konsultujemy ze sobą na bieżąco – mówią. I zaraz dodają, że wzięły się do bardzo trudnego biznesu. W ciągu dwóch i pół roku działalności miewały chwile zwątpienia, szczególnie w słabym sezonie. Na szczęście sprzyjają im okoliczności. – Warszawa nadal ma zbyt małą bazę hoteli w standardzie trzygwiazdkowym. Przybywa też turystów, którzy potrafią docenić niepowtarzalny charakter naszego miejsca. Nie konkurujemy z hotelami sieciowymi, tylko z butikowymi, o wyższym standardzie – podkreśla Katarzyna.

Jadą goście, jadą

Na frekwencję nie narzekają. Przez jakiś czas promowały hotel na portalach rezerwacyjnych. Teraz całą uwagę skupiają na budowaniu własnej bazy i bezpośrednim dotarciu do klientów. Przynosi to efekty, na kilka tygodni do przodu mają już pełne obłożenie. W ciągu roku do ApartHotelu przyjeżdżają głównie biznesmeni, którzy w Warszawie podpisują kontrakty i prowadzą rozmowy z klientami. W wakacje przeważają turyści z całego świata, nawet z odległej Australii czy Nowej Zelandii. – Mamy spore grono gości, którzy odwiedzają nas regularnie. Chwalą sobie restaurację i wydarzenia artystyczne: comiesięczne wernisaże i czwartkowe koncerty na żywo – mówią. Bo właścicielki praskiego hotelu wystawiają młodą sztukę. Chcą oswoić z nią ludzi, a przy okazji dać szansę artystom na zaprezentowanie swoich prac.

Niedawno ruszyły z Akademią Kompetencji Stalowa 52 
– praktycznymi szkoleniami skierowanymi do osób chcących założyć restaurację czy hotel. Z doświadczenia wiedzą, że taka oferta szkoleniowa nie jest bogata. Chcą tę lukę wypełnić i pomóc innym w starcie zawodowym. Przy okazji to świetny sposób na promocję miejsca, o którym siłą rzeczy robi się coraz głośniej w branżowym środowisku. Bo w ApartHotelu biznes i świat artystyczny doskonale się uzupełniają. W jego wnętrzach organizowane są sesje zdjęciowe, wywiady i autorskie spotkania. Przy okazji robienia materiału o warszawskiej Pradze jako jednym z tzw. growing places do hotelu na Stalową zawitał „New York Times".

Pełne entuzjazmu mają więc apetyt na więcej. Właśnie rozglądają się za kolejną kamienicą. Najlepiej przy Stalowej.