Skandynawski design w najlepszym wydaniu

Reprezentacyjny samochód, którego wnętrze nie wygląda jak pałacowa biblioteka? Nie ma co oglądać się na Niemców, bo Szwedzi mają najgorętszą premierę tego roku. Oto Volvo S90.

Przez lata Volvo kojarzyło się z kanciastą 240–ką. W latach 80. 240 urosło do serii 700, a potem do serii 900. Pod koniec lat 90. marka wprowadziła na rynek modele S80 i V70. Dwie generacje S80 przetrwały 18 lat. Z perspektywy czasu był to paskudny samochód, który zyskuje ostatnio popularność na rynku wtórnym, bo pierwszą generacją z polskiego salonu można dziś jeździć już za 20–30 tys. zł. Czyli za 10 proc. ceny przyzwoicie wyposażonego nowego S90.

Volvo S90 zadebiutowało na początku 2016 r. na targach w Detroit. Długa maska, szeroki grill, reflektory z ledowymi światłami do jazdy dziennej w kształcie przewróconej litery T – marka nazywa to młotem Thora. Optycznie wydłużony bok. Linia okien jest poprowadzona wysoko w stosunku do dachu, więc S90 wydaje się być bardzo długie, ale jednocześnie lekkie. W rzeczywistości wymiary auta zbliżone są do Mercedesa Klasy E.

Chromowane końcówki wydechu z daleka dodają Volvo mocy. Widzi się taki samochód i myśli, co też on musi mieć pod maską. Ale pod maską jest 4–cylindrowy diesel, w tym wypadku o mocy 190 KM. Zaletą i wadą nowej skalowalnej architektury Volvo jest to, że wszystkie silniki – benzynowe i wysokoprężne – mają teraz 4 cylindry i różnią się tylko mocą.

Za sprawą wysoko poprowadzonej linii okien można odnieść wrażenie, że siedzi się bardzo nisko za kierownicą. Niemal pionowa deska rozdzielcza to wrażenie potęguje. Podobno w tak zaprojektowanych samochodach podświadomie czujemy się najbezpieczniej.

Wnętrze – skóra i drewno – jest o wiele nowocześniejsze niż w Mercedesie Klasy E. System inforozrywki jest identyczny jak w XC90. Dostajemy duży, dotykowy tablet, który steruje wszystkimi funkcjami samochodu.

S90 wyposażone jest w system Pilot Assist, który wspomaga kierowcę podczas jazdy w ruchu miejskim i autostradowym. Jeśli samochód widzi linie oddzielające pasy ruchu i inny pojazd z przodu, jest w stanie za nim podążać. Nie do tego stopnia, żeby samemu pokonywać ostre zakręty, ale na tyle, żeby w korku w mieście lub na drodze szybkiego ruchu odciążyć kierowcę.

Nawet ze 190–konnym dieslem w ruchu miejskim S90 jest żwawe. To po części zasługa 8–stopniowej skrzyni biegów, a po części trybu sportowego. Do miasta jest on zbędny, a w trasie przy wyższych prędkościach różnica jest nieznaczna. Przy wyższych prędkościach czuć zadyszkę 4–cylindrowego silnika. 8,2 s od zera do setki to o prawie sekundę wolniej niż Klasa E, która – uwaga! – jest też od S90 o jakieś 100 kg lżejsza.

Ale niezależnie od prędkości Volvo S90 jest ciche i komfortowe. Hamulce skuteczne. Do tego dużo miejsca dla pasażerów z tyłu, 500–litrowy bagażnik (niestety płaski, z niewielkim otworem). Volvo S90 jest przepięknym i bardzo wygodnym samochodem. W przeciwieństwie do ewoluujących co parę lat Audi, BMW i Mercedesów, Szwedzi wprowadzają zmiany rzadko, za to duże. I dlatego jeśli chce się kupić stylowe auto inne niż wszystkie, trzeba szybko ustawić się w kolejce po Volvo.