Sezon na topless

Długa maska, miejsce na dwie osoby, krótki tył, składany dach. Tę koncepcję ćwiczyło wielu producentów, 
ale tylko Mazda podbiła milion serc.

Gdyby ktoś mnie spytał, jakie samochody lubię najbardziej, odpowiedziałbym, że kabriolety. Nie dlatego, że są specjalnie szybkie, ale dlatego, że jazda nimi to przyjemność, bo jednocześnie obcuję z maszyną i z otaczającą mnie przyrodą. Za kierownicą MX–5 zapomina się o troskach codzienności. Z jednej strony to auto dla samolubnych, bo nie da się nim podwieźć grupy znajomych na imprezę. Z drugiej strony – kierowcy MX–5 częściej się uśmiechają i inni ten uśmiech odwzajemniają. Ten samochód na pierwszy rzut oka wydaje się irracjonalną zachcianką, ale po paru kilometrach okazuje się, że nie można było wybrać lepiej.

Do takich wniosków już wiele lat temu doszedł dziennikarz motoryzacyjny Bob Hall. To on przekonał szefów Mazdy, że warto stworzyć samochód, który będzie jak brytyjski roadster. Koncepcja prosta jak drut – silnik 
z przodu, napęd z tyłu, dwa miejsca pośrodku. Z tą różnicą, że w przeciwieństwie do brytyjskich konstrukcji z lat 60. i 70. japoński roadster ma być niezawodny.

Od pomysłu do wprowadzenia samochodu na rynek minęło ponad 10 lat, ale w końcu w 1989 r. Mazda pokazała światu pierwszą generację ważącego poniżej tony roadstera MX–5 – zbudowanego w myśl filozofii jinba ittai, czyli jedności konia z jeźdźcem.

Zgodnie z założeniem samochód miał być tak lekki, jak to możliwe, spełniać globalne wymogi bezpieczeństwa, mieścić dwie dorosłe osoby i mieć idealnie rozłożoną masę – po 50 proc. na tył i przód. Do tego zaawansowane zawieszenie, aby zapewnić stabilność 
i przyczepność. Od 1989 r. Mazda wyprodukowała ok. 1 mln 
egzemplarzy MX–5, co czyni ten model najlepiej sprzedającym się roadsterem na świecie.

Niedawno do sprzedaży weszła czwarta generacja MX–5. Gabarytami i wagą zbliżona jest do oryginału 
– to niemałe osiągnięcie w świecie, w którym kolejne modele tyją i rosną w każdym kierunku. Świeża MX–5 jest od swojej poprzedniczki ciaśniejsza, ma mniejszy bagażnik, mniejszy bak, ale dzięki diecie zasięg pozostał niezmieniony.

Ma też nowy silnik z rodziny SkyActiv, który w dużym uproszczeniu zachowuje się, jakby miał kompresor. Tzn. ciągnie od dołu, przez co samochód jest o wiele bardziej użyteczny w codziennym miejskim ruchu. Poprawiono też zawieszenie, które nie dobija na nierównościach, ale doskonale je tłumi. Jest trochę za miękkie na jazdę po torze, ale naturalnym środowiskiem MX–5 są kręte drogi, na których można wykorzystać doskonałe właściwości jezdne. Mały roadster połyka zakręty z taką prędkością, z jaką odważy się jechać kierowca.

Aby w pełni cieszyć się jazdą topless, warto zainwestować w ogrzewane fotele. Mazda MX–5 ma wydajne ogrzewanie, ale dodatkowe grzanie w plecy przydaje się w chłodniejsze dni. Bo tym samochodem chce się jeździć nie tylko przy idealnej pogodzie. Wystarczy odpiąć klamrę domykającą dach do przedniej szyby i odrzucić dach do niewielkiego schowka za kabiną pasażerską. Cała operacja trwa sekundę. A potem zaczyna się przyjemność.