Selfie: Anna Jagodzińska

W modelingu nikt mnie nie rozpieszczał. Musiałam radzić sobie sama i... dawałam radę. Dlatego nie rozumiem, gdy ktoś mówi, że coś go przerasta - opowiada Anna Jagodzińska, światowej sławy polska top modelka. Pracowała dla największych domów mody, niedawno postanowiła zostać również bizneswoman. Stworzyła restaurację Think Love Juices & Vegan Foods. - To nie chwilowy kaprys celebrytki. Zainwestowałam pieniądze, na które sama zapracowałam.

Jaką jesteś szefową?

Wyrozumiałą, ale do czasu.

Zabrzmiało groźnie.

Nie miałam takiego zamiaru. Po prostu nie łączę spraw zawodowych z prywatnymi. Wybaczam ludziom potknięcia, ale jeśli czuję, że ktoś nie daje z siebie stu procent, to wolę się rozstać. W pracy nie trzeba się przyjaźnić.

Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Pamiętasz takie momenty w swoim życiu?

Bywało ciężko. Sesja, na którą biegłam zaraz po podróży samolotem z Nowego Jorku do Australii. Noce spędzone na przymiarkach przed pokazem, gdy zwyczajnie nie miałam już siły. Zdarzało się, że płakałam w poduszkę ze zmęczenia... Ale niespecjalnie chcę o tym mówić, bo niczego nie żałuję, nie narzekam. To były moje wybory. Szybko dotarło do mnie, że w tym świecie przetrwają wyłącznie ci, którzy naprawdę chcą zrobić karierę. A to oznacza zdolność do dużych poświęceń i profesjonalizm na każdym kroku. Na umówione spotkanie zawsze szłam więc przygotowana. Modeling nie jest przygodą na jeden sezon. Jest pracą, która wymaga szacunku wobec innych i siebie. To, jak pracuję podczas sesji, jak potrafię się zmienić... W budowaniu sukcesu wszystko ma znaczenie. Dziś tę wiedzę wykorzystuję również w restauracji.

Zdarza ci się przechodzić koło stolików i zaglądać ludziom w talerze?

Czasem, kiedy mam pewność, że nikt mnie nie rozpozna. Ale to dla mnie dość stresujące.

Dlaczego?

Patrzę, czy goście jedzą, czy im smakuje. Gdyby nie smakowało, odebrałabym to bardzo osobiście. Dlatego wchodzę do restauracji tylnymi drzwiami, a barmani już pamiętają, by nie witać się ze mną głośno. Cenię swoją anonimowość. Gdy nie mam za dużo papierkowej roboty, lubię usiąść przy barze i słuchać, co goście mówią o smoothies, sałatkach, zupach. To cenne lekcje.

No to przejdźmy do konkretów: tajskie tofu bolognese, makaron ryżowy, limonka, kolendra, sezam. A na deser brownie z batatów. Brzmi pysznie.

A jak smakuje! Brownie jest moim absolutnym „number one". Batat to wyjątkowe warzywo. Dostarcza organizmowi dużo energii, nie powoduje skoków poziomu cukru we krwi.

Dużo wiesz na temat odżywiania. To efekt lat spędzonych w modelingu?

Gdy się za coś biorę, nie lubię działać na pół gwizdka. Pracując jako modelka, przez lata nauczyłam się doskonale rozpoznawać wpływ odżywiania na moje samopoczucie i, rzecz jasna, na wygląd.

Byłaś dla siebie królikiem doświadczalnym?

Przeszłam różne diety. W wielu początkowych wypaliłam się, byłam nimi wyczerpana, pragnęłam odmiany. Stąd pojawiła się we mnie potrzeba świadomego szukania smaków, znalezienia złotego środka. Ale określenie „królik doświadczalny" ma dla mnie negatywny wydźwięk. Zawsze staram się mieć pozytywne nastawienie do życia i przekonanie, że działam w zgodzie ze sobą.

Wydajesz się taka czarno–biała.

Słucham swojej intuicji. Mam w sobie silny instynkt przetrwania, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Zarówno w pracy modelki, jak i ostatnio – w roli bizneswoman.

I właśnie ta intuicja podpowiedziała tobie, by otworzyć restaurację?

Od zawsze wiedziałam, że nie chcę być tylko modelką, ale rozwijać się, pracując nad innymi projektami. Jest w tym pewien paradoks: gdy otworzyłam swoje bistro, zyskałam świeży punkt odniesienia, nabrałam zdrowego dystansu do modelingu. Restauracja to praca 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Wyznaczam sobie cele i je realizuję krok po kroku. Również dzięki ludziom, którzy pracują na sukces Think Love Juices & Vegan Foods tak samo ciężko jak ja. A także dzięki mamie, która bierze na siebie ciężar prowadzenia restauracji, gdy wylatuję na sesję.

Zostawiasz biznes tylko zaufanym ludziom?

Tak, zaufanie jest najważniejsze. Restauracja nie jest chwilowym kaprysem celebrytki, to ciężki kawałek chleba. Zainwestowałam w nią własne pieniądze, na które sama zapracowałam. Kosztowała mnie też sporo emocji.

Strachu też?

Pytasz, czy się bałam? Czy pomysł wypali, czy ludzie polubią to miejsce? Oczywiście, że miałam takie myśli. Ale – znowu – przydało się moje wcześniejsze doświadczenie. W modelingu zaczynałam jako 15–letnia dziewczyna. Pamiętam emocje, gdy wylądowałam w Osace. Wtedy nie znałam jeszcze języka angielskiego. Zgubiłam się, idąc do agencji. Wielkie miasto, setki obcych twarzy i świadomość, że dom zostawiłam gdzieś daleko. Gdy półtora roku temu otwierałam restaurację, też zaczynałam od zera i musiałam dużo się nauczyć. Jedno się nie zmieniło: każde działanie traktuję jako inwestycję w siebie. Dlatego starannie planuję budżet i nie wydaję ponad stan, a także wiem, jak ważny jest team work. Doceniam ludzi, którzy na tej drodze służyli mi radą, dodawali otuchy i od których mogłam się wiele nauczyć.

Mówisz teraz jak bizneswoman, która spędza długie godziny nad kosztorysami. Stałaś się nią?

Jestem nią już od lat. Musiałam nią być, odkąd zaczęłam pracować na własny rachunek jako modelka. Moje 178 cm wzrostu, sylwetkę i twarz można uznać wyłącznie za kapitał początkowy. Tylko ode mnie zależało, jaki zrobię z niego użytek. Modeling nauczył mnie negocjacji, zarządzania czasem i pieniędzmi. Pracuję z różnymi ludźmi, bardziej doświadczonymi w branży, którym czasem trzeba powiedzieć „nie". Asertywność jest tu bardzo ważną cechą, ale jednocześnie trzeba być elastycznym, szybko dostrzegać szanse i równie szybko podejmować decyzje. Ten biznes nie lubi próżni. Jednego dnia jesteś tu, a następnego praca rzuca cię tysiące kilometrów dalej. Jeśli będziesz tylko bezwolną owieczką, przepadniesz.

Trafiłaś na okładkę amerykańskiego „Vogue'a", byłaś twarzą kampanii Calvin Klein, Oscar de la Renta, reklamowałaś zapachy Prada, Tom Ford czy Dolce & Gabbana. Ktoś spyta: skoro osiągnęłaś w modelingu tak wiele, po co ci dodatkowe zajęcie?

Nie lubię szufladkowania ludzi. Realizuję swoje pasje i wykorzystuję możliwości, jakie dostrzegam, angażując w to swoje doświadczenie. Robię to, bo chce. „Chcę" – to słowo mnie napędza.

O modelingu powiedziałaś: w tym biznesie wszystko się zmienia z godziny na godzinę. Restauracja jest chęcią usystematyzowania czegoś w życiu?

Na szczęście mam dziś ten komfort, że w każdej chwili mogę powiedzieć: stop, przerwa, wysiadam. Zapracowałam na swoje nazwisko, zbudowałam renomę. Nie muszę się obawiać, że za pięć minut nikt nie będzie o mnie pamiętał. Ale fakt, dziewczyn, nowych twarzy jest coraz więcej, a media społecznościowe zaczynają rządzić rynkiem. Kierują się bezwzględnymi prawami. Followersi, lajki, osoby obserwujące... Te statystyki zamazują często rzeczywisty obraz portfolio czy urodę.

Masz dość?

Modeling to moje naturalne środowisko, bardzo dobrze się w nim czuję. Uwielbiam jednak uciec w naturę, pobyć sama ze sobą. Lecz wystarczy weekend na kanapie, by zaczęło mnie nosić. Mówię sobie wtedy: wystarczy, let's do something.

Wracasz więc do Warszawy i... Stajesz czasem za barem?

Oczywiście. Nie wyciskam jednak soków, częściej siedzę w biurze, sprawdzam rachunki, planuje, realizuję pomysły ze swoim zespołem.

Kontrolujesz?

Tak.

Bywasz bezwzględna?

Ja bym powiedziała – wymagająca i konsekwentna. Tego nauczyło mnie życie, w modelingu nikt mnie nie rozpieszczał. Musiałam radzić sobie sama i dawałam radę. Dlatego nie pojmuję, gdy ktoś mi mówi, że coś go przerasta. Taki człowiek pielęgnuje w sobie niemoc. Nie rozumiem ludzi, którzy przychodzą do pracy odfajkować kilka godzin. Zaangażowanie to podstawa. Szukam osób, które chcą i potrafią więcej. Szefowa mojej kuchni nie tylko genialnie gotuje, ale też robi świetne zdjęcia potraw. Ma talent, którym dzieli się potem na naszej stronie internetowej.

A ty? Próbujesz, smakujesz, mieszasz?

Tak, a gdy nie ma mnie na miejscu, codziennie z szefową kuchni wymieniamy się inspiracjami. Jesteśmy sezonową restauracją, więc kartę zmieniamy co cztery miesiące. Niedawno mieliśmy panel sałat.

Panel sałat?

Zebraliśmy się całym teamem – ja, menadżerowie, pracownicy kuchni, barmani – i testowaliśmy różne sałaty. Które nam smakują, które włączyć do menu, a które odrzucić.

„Kochaj mnie" – to nazwa twojego ulubionego soku z jarmużem. Dlaczego „kochaj mnie"?

Bo jarmuż jest genialny, ale pachnie... cóż, jest takim śmierdziuszkiem. W efekcie bywa niedoceniany. Ale w menu są też: „Ananasowa rozkosz", „Szczęśliwa siódemka", „Matka natura"...

Kto wymyślał te nazwy?

Ja. A teraz wprowadzamy „Sałatkę Ani". To moje danie, bardzo proste, które mogę jeść codziennie. Awokado, orzechy, sałata. Wszystkie składniki, łącznie z dressingiem, osobno poukładane na talerzu.

Wiesz, że gdy opowiadasz o restauracji, śmieją ci się oczy?

Bo to jest moje dziecko, którym lubię się chwalić. Gdy jestem na sesji, rozmawiam z innymi modelkami, fotografami, stylistami. Mówię im: „I own a vegan bistro". I, naprawdę, serce pęka mi z dumy.

Teraz we Wrocławiu otwiera się kolejna restauracja Think Love Juices.

Sukces bistro w Warszawie stał się inspiracja do stworzenia systemu franczyzowego. Pierwsza franczyza będzie właśnie we Wrocławiu. Jestem niesamowicie dumna, że ten pomysł został dobrze odebrany przez środowisko biznesowe.

Bijesz się o klienta?

Na pewno nie chcę się bić o tytuł „kolejnej znanej postaci z szeroko pojętego show–biznesu, która postanowiła sprawdzić się w gastronomii". Proponuję zdrową kuchnię i w ten sposób namawiam ludzi, by nieco zmienili swoje myślenie o diecie. Zamiast jednego mięsnego posiłku – pełnowartościowy sok, smoothie, danie wegańskie. Nie chodzi o to, by każdy, kto do nas przyjdzie, z miejsca został weganinem (jak ja) czy wegetarianinem, ale o to, by zamiast słodkiej bułki czy gazowanego napoju sięgnął po coś zdrowego. Wolę stwarzać zdrowe nawyki niż mnożyć ograniczenia. Skończyłam niedawno nowojorską szkołę – Institute for Integrative Nutrition. Dzięki niej zostałam Health Coachem (co można przetłumaczyć jako „trener zdrowego stylu życia"). Nie tylko pogłębiłam swoją wiedzę o dietach i walorach prawidłowego odżywiania. Poznałam również negatywne strony przemysłu spożywczego i farmaceutycznego.

I co teraz zrobisz z tą wiedzą?

Bardzo banalnie to zabrzmi, ale jeśli będziemy wciskać w siebie wyłącznie bułki, to w końcu taką bułką się staniemy. Dlatego trzeba wyrabiać w sobie zdrowe nawyki, jednocześnie pamiętając, że jesteśmy bardzo indywid