Sarah z antypodów

Jak wielu australijskich artystów muzycznych, zespołów, wokalistek i kompozytorek powszechnie znamy w Polsce?

Oczywiście na myśl przychodzi od razu gwiazda Kylie Minogue i być może jej siostra Dannii, niektórzy mogą pamiętać o pochodzeniu wokalistki Dead Can Dance Lisy Gerard czy bardzo popularnej teraz Sii Furler lub wręcz przypomnieć sobie znaną w latach 80. Olivię Newton John. Przemknie też oczywiście przez głowę Michael Hutchens i INXS oraz jeszcze ewentualnie formacja Midnight Oil czy Men at Work. I na tym koniec.

Dlatego też muzyczną uwagę warto zwrócić na tę kobietę – Sarah Blasko, urodzoną 40 lat temu w Sydney artystkę o różnorodnych talentach. Właśnie nagrała swój piąty autorski album „Eternal Return", który został wydany w Australii pod koniec zeszłego roku, a swoją polską premierę miał na początku marca. Jej poprzednie płyty, takie jak choćby „As Day Follows Night" z 2010 r. czy znakomity, wydany w 2012 r. album „I Awake", zostały dostrzeżone i uznane przez krytykę muzyczną i fanów nie tylko na rodzimym kontynencie, gdzie kilkakrotnie zostały nagrodzone Arią, czyli australijskim odpowiednikiem Grammy.

Porównywana czasami do kanadyjki Feist i z racji tembru głosu do wspomnianej już Olivii Newton–John, tworzy przepiękny, oryginalny, akustyczny, melancholijny pop. Natychmiast przykuwa uwagę charakterystycznym, niepokojąco rozmarzonym głosem oraz pozorną i uzależniającą prostotą aranżacji, która potrafi się przerodzić w rozbudowaną i patetyczną w dobrym znaczeniu tego słowa minisuitę. Znakomitym tego przykładem jest choćby poprzedni album „I Awake", który Sarah nagrywała w Szwecji i Bułgarii, cudownie łącząc swoją australijską osobność ze skandynawskim chłodem i brzmieniową ascezą, z żywiołem bułgarskiej orkiestry symfonicznej, jazzową rytmiką i bardzo poruszającymi osobistymi tekstami.

Najnowszy album współprodukowany przez Sarah i zatytułowany „Eternal Return" przynosi zaskakującą nową jakość w twórczości artystki. Blasko do swojego akustycznego instrumentarium dołożyła fascynację retrobrzmieniem syntezatorów z lat 80. i takimi artystami jak Gary Numan, Soft Cell, Talking Heads z jednej strony oraz Dianą Ross czy nawet Michaelem Jacksonem z drugiej. Ale trudno na tej świetnej płycie doszukiwać się bezpośrednich nawiązań do wymienionych muzyków i brzmień modnych ostatnio lat 80. Nic z tych rzeczy. To 10 absolutnie autorskich, skromnych, delikatnych, bardzo poetyckich i szczerych, oczywiście melancholijno–nostalgicznych utworów, podskórnie i nienachalnie pulsujących synthpopem o humanistycznym brzmieniu. To bardzo epicka w prawdziwym znaczeniu tego słowa opowieść o miłości, zaczynająca się od klaustrofobicznego, niespokojnego „I Am Ready", przechodząca przez wyrafinowane i symboliczne „I Wanna Be Your Man", subtelnie przebojowe „I'd Be Lost" czy „Only Love", po ponadczasowy „Luxurious" czy błyskawiczny klasyk „Say What You Want". Płyta „Eternal Return" to znakomity przykład autorskiego współczesnego elektropopu na najwyższym poziomie, którą Sarah Blasko ponownie potwierdziła swój kompozytorski talent, klasę wykonawczą i producencką. Bezdyskusyjnie polecam.

„Eternal Return" Sarah Blasko