Rodin i Dunikowski 
w polu widzenia

Wakacje w muzeum – leniwe, mało interesujące? Nie tym razem. W warszawskiej Królikarni czeka bowiem propozycja, która wielbicieli sztuki może zelektryzować. To dzieła dwóch wybitnych rzeźbiarzy – Auguste'a Rodina i Xawerego Dunikowskiego – i kobieta jako ich motyw przewodni.

Nie ma ważniejszego rzeźbiarza na początku XX w. niż Rodin, Dunikowski to zaś bez wątpienia jedna z najważniejszych indywidualności polskiej sztuki zeszłego stulecia. Siła przygotowanej wystawy leży jednak nie w podobieństwach, ale w różnicach pomiędzy pracami artystów. Widzimy ich oryginalność i artystyczne osobowości. Dunikowski na początku kariery wyraźnie inspirował się Rodinem. Polski rzeźbiarz nie krył podziwu dla francuskiego mistrza, ale szybko ukształtował swój styl. Poszukiwał duchowego wyrazu poprzez statyczne kompozycje, nierzadko dekoracyjne i uproszczone. U Rodina dominuje dynamika i zmysłowość. Poprzez fizyczny wymiar swoich rzeźb potrafi oddać targające człowiekiem emocje i jego wewnętrzne rozterki.

Porównanie ich twórczości poprzez przedstawienia kobiet pokazuje te różnice dobitnie. Tak jak dla Dunikowskiego kobieta jest inspiracją, tak dla Rodina – obiektem pożądania. Wchodząc na wystawę, widzimy dwie prace. „Ewa" wyjęta z „Bramy piekieł" Rodina to pramatka ludzkości, ale też kusicielka, sprawczyni upadku mężczyzny. „Kobiety brzemienne" Dunikowskiego to dawczynie życia, monumentalne i nieugięte w swoim posłannictwie. Polski artysta dużo częściej sięgał po temat macierzyństwa, obaj zafascynowani byli mistycznością kreacji człowieka. U Rodina częściej znajdujemy prace o erotycznym charakterze. Szczególnie dobrze widać to w jego rysunkach, które na początku zeszłego wieku budziły takie oburzenie.

Obaj rzeźbiarze byli też malarzami. Kiedy patrzymy na akty Dunikowskiego, są one zachowawcze, prawie akademickie. Przykładem malarstwa Rodina jest jego „Autoportret". Został umieszczony w jedynej części wystawy, gdzie nie dominują kobiety, ale własne wizerunki artystów. Tutaj znajduje się ważny trop ekspozycji. Kobiety mogły być najczęstszym tematem prac obu artystów, ale nigdy nie zdominowały ich twórczości, nigdy nie były sensem ich życia. Łączyło ich podobne rozumienie sztuki jako posłannictwa, obaj mieli poczucie swojej wyjątkowości.

Wystawa daje jeszcze jedną możliwość poznania obu rzeźbiarzy, a właściwie relacji łączących ich z kobietami. Pokazuje obraz Rodina otoczonego modelkami, kochankami i przyjaciółkami oraz Dunikowskiego – dużo bardziej dyskretnego w tym temacie. Ich najsłynniejsze związki przeszły do historii, w obu przypadkach z uczennicami. Związek z Rodinem okazał się dla Camille Claudel tragiczny, nie dał jej możliwości rozwoju talentu. Inaczej potoczyły się losy Sary Lipskiej, partnerki Dunikowskiego, która z powodzeniem kontynuowała karierę.

Wystawę kończą dwa portrety artystów autorstwa ich uczennic. Nie zapominajmy jednak, że wśród licznych związków Rodina jeszcze jeden odegrał szczególną rolę. Skromna krawcowa Rose Beuret towarzyszyła mu przez 53 lata. To ona na kilkanaście dni przed swoją śmiercią została panią Rodin, artysta umarł kilka miesięcy później. Kuratorka wystawy Ewa Ziembińska cztery lata temu przypomniała nam twórczość Sary Lipskiej. Teraz pokazuje kobietę w wielu wcieleniach – jako kochankę, matkę, córkę, przyjaciółkę i modelkę. Cieszy bardzo, że wystawa po prezentacji w Warszawie zostanie przeniesiona do Krakowa, gdzie w Kamienicy Szołayskich będzie ją można oglądać jesienią.

„Rodin/Dunikowski. Kobieta w polu widzenia", Królikarnia,Warszawa, do 18 września, 
Muzeum Narodowe w Krakowie – od 8 października