Reset biznesmena

Tu nie ma komórek, laptopów i pośpiechu. Za sobą zostawia się wszystko to, co stanowi codzienność życia na pełnych obrotach. Coraz więcej zapracowanych, wypalonych zawodowo menedżerów i przedsiębiorców poszukuje duchowego resetu. Odnajduje go w pustelniach, 
za klasztornymi murami. Odpoczynek w miejscach odciętych od świata pozwala lepiej zrozumieć siebie i innych.

– Mój pierwszy pobyt w Tyńcu był bardzo trudny. Nie dlatego, że musiałem oddać telefon czy odciąć się od internetu. Najtrudniejsza była konieczność konfrontacji z samym sobą. Z myślami, które staramy się zepchnąć w głąb świadomości, ale z którymi i tak kiedyś musimy się zmierzyć. To było bolesne doświadczenie, ale nie odczuwałem smutku – mówi Piotr Jeute, prezes spółki Promark. W biznesie jest od 1988 r., a to oznacza życie pod presją i w wiecznej gonitwie. Zajmuje się dostawą i serwisem sprzętu znakującego towary w niemal każdej branży handlu. By firma odniosła sukces, musiał zaangażować się bez reszty. W pewnym momencie powiedział dość. Na 40. urodziny zafundował sobie tygodniowy pobyt w klasztorze ojców Benedyktów, w niemal całkowitym odosobnieniu.

Podobnie było z Pawłem Kochankiem, właścicielem hurtowni w Busku–Zdroju. Po 20 latach prowadzenia biznesu, nierzadko użerania się z kontrahentami i pracownikami, znalazł się na zakręcie. Praca, która kiedyś dawała satysfakcję, zaczęła męczyć. Drażniło go podpisywanie dziesiątek faktur, wyszukiwanie nowych klientów i nerwowe spoglądanie w kalendarz, by nie przegapić terminów opłat. W końcu zdecydował się na tygodniowy pobyt w Ośrodku Apostolskiej Trzeźwości w Zakroczymiu. Na miejscu zastał kilkanaście osób – głównie przedsiębiorców i kierowników. Łączyło ich poczucie, że znaleźli się na emocjonalnym dnie. – Ten wyjazd pozwolił mi bez emocji, z dystansu spojrzeć na siebie. I zacząć pracę nad sobą – wspomina Paweł Kochanek. Teraz regularnie bierze udział w spotkaniach w ramach warsztatów „Wreszcie żyć – 12 kroków ku pełni życia". W ośrodku prowadzone są warsztaty dla osób z różnego rodzaju uzależnieniami, ale też nastawionych na rozwój duchowy. Można również przyjechać, by spędzić kilka dni w milczeniu.

Czterdziesto–, pięćdziesięciolatki, które prowadzą firmy, robią kariery w korporacjach czy agencjach reklamowych, coraz wyraźniej odczuwają potrzebę duchowego resetu, wyciszenia. Zwykły urlop już nie wystarcza, by odpocząć i na dłużej naładować baterie. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na spędzanie kilku, czasem kilkunastu dni w całkowitym odizolowaniu, np. w klasztorze czy pustelni. – Można powiedzieć, że to grupa exclusive. Dla nich liczy się autorefleksja i konfrontacja z własnymi wartościami. To ludzie, którzy znają intelektualny smak „odjazdu ze stacji biznes" i doceniają jego wartość – mówi dr Leszek Mellibruda, psycholog biznesu.

Milczenie i praca

Smak duchowego resetu poznają z pewnością goście klasztoru Ojców Benedyktów w Lubiniu. Tych, którzy tu zawitają, czeka surowy zakonny reżim. Dzień zaczyna się o 5.30 medytacjami i modlitwą, dopiero o godzinie 8 można zjeść skromne śniadanie. Później trzeba zaangażować się w pracę i kolejne modlitwy. Pobyt przebiega w ciszy, bo preferowane jest zachowanie milczenia (całkowite podczas posiłków) lub rozmowa prowadzona szeptem. Ale jak mówi Piotr Jeute, życie duchowe rodzi się w ciszy. Według podobnych schematów biegnie czas u mniszek w Złoczewie czy u cystersów w Wąchocku.

Ci, dla których klasztorny rygor to zbyt duże wyzwanie, mogą się wybrać do Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach. W przepięknym, odnowionym m.in. ze środków unijnych kompleksie zakonnym można odizolować się bez konieczności brania udziału w modlitwach. – Przyjeżdżają do nas ci, którzy na co dzień pracują na wysokich obrotach, nadzorują, zarządzają. To prezesi ogromnych przedsiębiorstw, ale też aktorzy czy ludzie mediów. Pojawiają się, gdy uświadomią sobie, że jeśli nie powiedzą sobie „stop", jeśli nie zmienią czegoś w życiu, to się pogubią – mówi ks. Wiesław Kowalewski, dyrektor Pustelni.

Jednym z nich był Krzysztof Zawadzki (38 lat). Pracuje w kopalni przy dozorze ruchu, a to oznacza olbrzymi stres i odpowiedzialność za bezpieczeństwo ludzi. Za pierwszym razem spędził w Złotym Lesie 12 dni. W pokoju bez telefonu, dostępu do internetu czy telewizji. Teraz przyjeżdża co kilka miesięcy, choć pobyty są krótsze i częściej szuka towarzystwa osób pracujących czy – jak on – wypoczywających w Pustelni. – To miejsce idealne, by wszystko przemyśleć, poukładać sobie w głowie. Człowiek wraca jak uskrzydlony i jednocześnie z takim wewnętrznym spokojem – zapewnia.

Jacek Olszewski, coach biznesowy, zauważa, że takie odizolowanie się od świata daje możliwość zajrzenia w głąb siebie. – Każda forma bycia samemu ze sobą, wykraczania poza gonitwę za wynikami daje coś wartościowego. To oczywiście nie musi być pobyt w klasztorze, ale takie miejsce sprzyja refleksji – zastrzega.

Dr Mellibruda podkreśla, że ten czas nie oznacza bezczynności. Przeciwnie. Dla osoby, która zawęża swoje życie do sfery zawodowej, filozofia aktywnego wyciszenia oznacza konieczność przestawiania się na inny tryb funkcjonowania. To nie przychodzi łatwo. Dlatego wiele osób wybiera wyjazdy, podczas których może skorzystać z pomocy przewodnika duchowego, psychologa, księdza albo wziąć udział w grupowych warsztatach. – Tu nie chodzi o odpoczynek jako taki, lecz o dążenie ku pewnym wartościom. Nie jest to narcystyczne zajmowanie się sobą, lecz wykraczanie poza własny egoizm – podkreśla dr Mellibruda. – Daje satysfakcję, poczucie wytchnienia. A co najważniejsze – lepszego pojmowania siebie i sensu tego, co się robi, a więc i życia.

Na turnus terapeutyczny połączony z treningiem umiejętności menedżerskich można się wybrać do opactwa w Tyńcu. Warsztaty, które prowadzą ojcowie benedyktyni oraz osoby świeckie, nastawione są na handlowców, biznesmenów. Uczą nie tylko tego, jak złapać oddech w natłoku zajęć, ale także jak być liderem zespołu, dopingować biernych pracowników do kreatywnego działania czy jak zrozumieć mechanizmy rządzące psychologią zespołu i sposoby praktycznego i etycznego jej wykorzystania. Na rekolekcje i warsztaty dla menedżerów, które prowadzi o. Włodzimierz Zatorski w Tyńcu, zawsze jest więcej chętnych niż miejsc.

– Spotkania opierają się na regule św. Benedykta. Choć dokument ma 1,5 tys. lat i dotyczy zarządzania klasztorem, jego główne założenia są wciąż aktualne i mają zastosowanie we współczesnych przedsiębiorstwach. Uczą, jak dbając o własną duchowość zadbać o pracowników. Dają też konkretne wskazówki, jak zarządzać ludźmi nie tylko poprzez pryzmat liczb, raportów, ale zauważając ich indywidualny i zespołowy potencjał – mówi Jacek Olszewski, którego warsztaty (m.in. „Akademia menedżera. Jak być skutecznym liderem zespołu") są w stałej ofercie ojców benedyktynów. – Tyniec poleciłbym każdej osobie, która ma poczucie, że zatraca się w pracy, kosztem życia prywatnego. Może doświadczyć tu samotności, choć nie jest na nią skazana.

Tylko dla wybranych

Ci, dla których Tyniec nie brzmi wystarczająco egzotycznie, mogą wybrać się do Indii, Tajlandii czy Indonezji. Te kierunki od kilku lat wybierają spragnieni duchowego resetu biznesmeni i menedżerowi z Zachodu. To właśnie oni na nowo odkryli korzyści z czasowego odcięcia się od doczesności. Wyprawa do aśramy joginów, buddyjskiego klasztoru czy hinduistycznej świątyni to ich inwestycja w odnowę psychiczną i emocjonalną. Gdzie odnajdą spokój? Np. w północno–zachodnich Indiach 
– w miejscowości Dharamsala, gdzie mieści się klasztor Dalajlamy. Duchowe spa znajdują się w Luang Prabang (Laos), Pai (Tajlandia), Katmandu (Nepal) czy Ubud na indonezyjskiej wyspie Bali. Za duchowy relaks w tych miejscach trzeba jednak słono płacić. Ceny za dobę zaczynają się od kilkudziesięciu, a kończą na kilkuset dolarach (dla porównania w Pustelni Złotego Lasu pokój jednoosobowy kosztuje 70–85 zł, a w opactwie w Tyńcu od 65 do 135 zł). W czasie dwu–czterotygodniowego pobytu nie można liczyć na taryfę ulgową – pobudka o 4–5 rano, całodniowe medytacje, ograniczona możliwość rozmowy z innymi, dieta oparta na warzywach i owocach, pokoje przypominające jednoosobowe cele, zakaz kontaktu z osobami spoza ośrodka. Przy tego rodzaju wyjazdach trzeba być jednak ostrożnym, bo – jak podkreśla Jacek Olszewski – tak mocne przeżycie nie jest dla każdego. Ludziom przyzwyczajonym do pracy na wysokich obrotach trudno nagle zrezygnować z aktywności. – Oni po prostu potrzebują bodźców. Jeśli zbyt radykalnie odetną się od wszystkiego, i to na dłuższy czas, mogą sobie z tym nie poradzić – zauważa psychoterapeuta.

Pamięta o tym także ksiądz Kowalewski. – Jeśli pracuje się 16 godzin na dobę, to nie można szybko przestawić się na 16 godzin nicnierobienia – tłumaczy. Dlatego w Pustelni Złotego Lasu zawsze dba się o to, by przyjeżdżający mieli możliwość – jeśli chcą – zajęcia się czymś. Nawet jeśli jest to tylko zwyczajna jazda rowerem, spacer po lesie czy praca w ogródku.

Do takiego wyjazdu trzeba dojrzeć. Wysłanie na emocjonalny detoks pracoholika, który nie jest przekonany do takiego urlopu, mija się z celem. – Kilka lat temu pracowałam tak intensywnie, że znalazłam się na krawędzi. Wycieńczona psychicznie wybrałam się za namową rodziny do samotni. Zero rozmów z innymi. Nawet posiłki dostawałam do pokoju. Miałam być tydzień. Wróciłam po trzech dniach. Nie wytrzymałam – przyznaje Anna (rocznik 1968), właścicielka firmy transportowej rozwożącej towar po całej Europie. Ta praca wymaga twardej ręki.

Ci, którzy w poszukiwaniu duchowego resetu nie chcą rzucać się na głęboką wodę, mogą wybrać wczasy łączące wypoczynek z nauką technik relaksacyjnych. Podczas kilkudniowych warsztatów „Trenuj umysł razem z ciałem" czy „Letniej odnowy duchowej" organizowanych w Zamku Międzylesie można się m.in. dowiedzieć, jak walczyć ze stresem, wyciszyć umysł, nauczyć podstaw jogi czy medytacji. Zestresowani i przemęczeni uczestnicy kursów opanowują też sztukę prawidłowego oddychania. – Zaczęliśmy organizować takie zajęcia, bo zauważyliśmy, że zarówno pracownicy korporacji, jak i ci, którzy mają własny biznes, w pewnym momencie kariery zawodowej po prostu tego potrzebują – mówi Hanna Adamiczka, współorganizatorka warsztatów w Zamku Międzylesie.

Cisza, która zmienia życie

Co dają urlopy za klasztorną furtą? Nie tylko chwilowe wyciszenie i relaks. Ich ślad pozostaje na dłużej, bo zwykle staje się początkiem stopniowej przemiany. A pierwszy wyjazd nie jest ostatnim. Do Pustelni Złotego Lasu regularnie przyjeżdża Grażyna Olbryś, bo – jak mówi – pobyt tam odmienił jej życie. Urlop z dala od zgiełku współczesnego świata przekłada się nie tylko na jej życie prywatne, ale także zawodowe. – Pracuję na kierowniczym stanowisku. Kiedyś moje relacje z podwładnymi były złe, na siłę forsowałam swoje decyzje i często spotykałam się z ich oporem. Wyjazd był dla mnie lekcją pokory, dziś inaczej traktuję ludzi. Do pracy idę z przyjemnością, a nie jak na bitwę – mówi.

Tak samo było w przypadku Pawła Kochanka. Poszukiwanie siebie i udział w warsztatach rozwoju duchowego wpłynął na sposób prowadzenia biznesu, relacje z kontrahentami i pracown