Pudełko godne Warhola

126 na 124 milimetry, grubość mniej niż pół centymetra. Nigdy mniej, nigdy więcej. Wyobraźmy sobie, że renesansowi mistrzowie – wszyscy, co do jednego – musieliby tworzyć na płótnach tego samego formatu. I jak tu przy takim ograniczeniu pracować na jakość? A jednak graficy tworzą w ten sposób świetne projekty. Okładki polskich płyt.
Mają mniej niż 30 lat, akademicką przeszłość i otwartą głowę. Bartek Arobal (rocznik 1984) rysuje kredkami. Fakt, brzmi to mało poważnie, ale za to jego skomplikowane, linearne ilustracje ozdobiły teksty większości polskich kolorowych pism i były bazą dla plakatów m.in. Teatru Dramatycznego w Warszawie.

Bartek Arobal, wł. Bartek Kociemba (rocznik 1984). Próbował studiować politologię i filozofię, pracował jako kelner i model. Dziś mówi o sobie „ilustrator”. Zaczęło się od rysunkowego bloga. Arobal za Katarzyną Kozyrą powtarza: marzenia w sztuce się spełniają. Publikował swoje rysunki m.in. w „A4”, „Cafe”, „Dik Fagazine”, „Machinie”, „Exclusivie”, „The Cut”. Autor kultowego jelenia z płyty Moniki Brodki „Granda”. Fot. Karol Grygoruk
Ilustracje Arobala nie mają ram, łamią zasady perspektywy, wykorzystują przenikające się płaszczyzny. Ten surrealistyczny charakter przypadł do gustu jednej z najbardziej utalentowanych wokalistek młodego pokolenia. W otrzymaniu zlecenia na okładkę Arobalowi pomogły trochę przypadek i fakt, że w Warszawie nie ma zbyt wielu miejsc, w których można się bawić wieczorem.
– Odebrałem telefon i usłyszałem miły kobiecy głos. Okazało się, że to Monika Brodka, która właśnie kończy nagrywanie nowej płyty i chciałaby, żeby na okładce i w książeczce znalazły się moje ilustracje. Bardzo się ucieszyłem. A chwilę później ze wstydem zacząłem się zastanawiać, czy ma to związek z tym, że jakieś trzy lata wcześniej podczas imprezy w klubie w ramach wygłupów rozdawałem ludziom moje wizytówki i jedną wręczyłem właśnie jej.
O tym epizodzie wolałbym raczej zapomnieć. Ale niezależnie od tego, czy to rzeczywiście ta wizytówka zdecydowała o powierzeniu mi zadania, czy nie, zaproszenie mnie do projektu było w pełni świadomą i przemyślaną decyzją Moniki. Miało być dziko, etnicznie i rysunkowo. I były na to tylko trzy dni – wspomina Arobal.
Tak powstała okładka do „Grandy”. W powodzi kolorowych, fotograficznych okładek tę zauważa się od razu. Na białym tle umieszczono prosty rysunek jelenia z kolorowymi wstążkami na porożu, widać na nich pociągnięcia zwykłej szkolnej kredki. To drugi muzyczny projekt w portfolio rysownika, wcześniej była jeszcze okładka „Heavi Metal” grupy Fisz Emade, również chwalona przez krytyków na równi z muzyką.
Do tej współpracy Arobala również zaprosili sami artyści. To reguła – dobre graficzne okładki powstają z inicjatywy najbardziej zainteresowanych, czyli muzyków wydających płyty. Praca nad okładkami przypomina trochę dwustronne negocjacje, przebiegające na marginesie działań wytwórni muzycznych. Te ostatnie godzą się na współpracę z młodymi grafikami, ale raczej przyglądają się projektowaniu okładki, niż uczestniczą w procesie.

Kółka, kwadraty, brokat

Wojtek Domagalski jest zeszłorocznym absolwentem Wydziału Grafiki warszawskiej ASP, dyplomowy projekt realizował w pracowni prof. Lecha Majewskiego, legendy polskiego plakatu. Plakatową tradycję Domagalski uwspółcześnia i odmienia na różne sposoby. Właśnie realizuje cykl plakatów dla Warszawy, które będą popularyzować nieznane i zapomniane miejsca w stołecznym Śródmieściu.
Wojtek Domagalski (rocznik 1984). Zajmuje się grafiką wydawniczą, warsztatową, malarstwem, rysunkiem. Jego prace można było zobaczyć m.in. na wystawie zbiorowej 22. Międzynarodowego Biennale Plakatu„Złoty debiut im. Henryka Tomaszewskiego” (Galeria Salon Akademii, 2010) i na wystawieautorskiej „Tu” w galerii Posterpolex w Krako-wie (2010). Artystę zajmuje to, jak zawrzeć w logice obrazu logikę oglądanego świata. Fot. Izabela Staniewska
Projekty Wojtka, w tym również malarskie, działają anegdotą, formalnym skrótem, są mocno minimalistyczne. Domagalski potwierdza, że pewnie nikomu nie przyszłoby do głowy umieszczenie ich na pudełku z płytą, gdyby nie pomysł Piotra Roguckiego, wokalisty zespołu Coma, któremu zależało na wyjątkowym wizualnym opracowaniu jego debiutanckiej płyty „Loki – wizja dźwięku”. Tak powstał projekt oparty na motywie confetti.
Na szarym tle umieszczone zostały niewielkich rozmiarów symbole: kółka, wielokąty, kwadraty, przypominające kolorowy brokat. Ani jednej litery, nawet informacja o tytule płyty pojawia się tylko na naklejce na zewnętrznej folii.
– Okładka ta ma eksperymentalny charakter, co pewnie wynika z osobowości Piotra, który lubi nowe rozwiązania. Pomysł, żeby okładka nie zawierała żadnej typografii, a nazwa płyty widniała jedynie na grzbiecie, może wydawać się bardzo śmiały. Marketingowo to pewnie skok w ciemność. A jednak wytwórnia Mystic zgodziła się na tę koncepcję – tłumaczy Domagalski. Jego okładka również jest bardzo pozytywnie recenzowana w środowisku grafików, a także muzyków.
Młode projekty nie biorą się z próżni. To, co robią graficy na własną rękę, można by raczej nazwać zasypywaniem przepaści i powrotem do korzeni. O jakie korzenie chodzi?
Rosław Szaybo (rocznik 1933) – to nazwisko znane jest każdemu, kto chociażby pobieżnie przygląda się temu, co dzieje się na pudełkach muzycznych wydawnictw. Jego klasyczne projekty z ostatnich 30 lat wyszły zresztą poza format koszulek LP i płyt CD. Dwie odbite jak w lustrze litery A na płycie „Astigmatic” Krzysztofa Komedy, żyletka na albumie Judas Priest, kolorowe wzory jak z łowickiej wycinanki na okładce „Carnaval” Carlosa Santany – te obrazy weszły do katalogu błyskawicznych skojarzeń wizualnych z muzyką. Sam Szaybo w jednym z wywiadów opowiadał, że jego projektowanie to nie tylko forma, ale sposób myślenia.
– Uczę studentów patrzeć. Widzi pan ten mur? To nie tylko ściana, to też pęknięcia, gwoździe, zaprawa – mówił, tłumacząc wieloletnią pracę wykładowcy na warszawskiej ASP. Młodzi graficy wypierają się prostego odcinania kuponów od dorobku Szayby i mistrzów spod znaku polskiej szkoły plakatu.
– W żadnym z moich projektów – ani okładkowych, ani plakatowych, ani artystycznych – nie podążam utartymi ścieżkami. Nie chodzi o to, żeby kopiować gotowe rozwiązania, choćby najlepsze, tylko szukać własnej drogi – mówi Jarema Drogowski (rocznik 1984), projektant graficzny okładki „Listy Przebojów Programu Trzeciego”, autor plakatów dla Radiowego Domu Kultury Programu III Polskiego Radia, projektant miejskich interwencji w formie sitodruków nalepionych na mury. Ale mimo że młodzi graficy nie powielają patentów, praktykują podobne podejście do projektowania co ich mistrzowie z akademii. Używając języka Szayby: widzą nie tylko ścianę i gwoździe, ale też strukturę cegieł i wszystkie możliwe kolory tynku.

Lista, lista, lista!

Jarema Drogowski: – Kiedy Piotr Baron poprosił mnie o zaprojektowanie okładki do „Listy Przebojów Programu Trzeciego”, zrobiłem szybki okładkowy rekonesans.
Jarema Drogowski (rocznik 1984). Czyli Pan Jarema. Zajmuje się grafiką warsztatową, malarstwem, rysunkiem, plakatem, street artem, ilustracją, identyfikacją graficzną, projektowaniem stron internetowych, nauczaniem... Wykonuje duże, abstrakcyjne, najczęściej monochromatyczne masy, które rozkleja w przestrzeni publicznej. Można je spotkać m.in. w Warszawie, Londynie i Lublanie. Działalność w przestrzeni miejskiej jest tylko częścią jego twórczości artystycznej. Fot. Arkadiusz Wiedeński
Wyszło na to, że w Polsce zazwyczaj wypuszcza się coś, co estetycznie do razu przypomina przecenę. Złe zdjęcie na czarnym tle, poniżej nazwisko autora. Dlatego chciałem jak najbardziej skupić się na zobrazowaniu samego tematu. Mój projekt oparłem na przełożeniu procesu słuchania i dość abstrakcyjnej natury medium radiowego na obraz. Ostatecznie skupiłem się na haśle „nasłuchiwanie” i to oddałem w moim projekcie.
Tymek Jezierski (rocznik 1983), ilustrator, rysownik, autor okładki „The End” MEM & Wolfram wydanej przez niezależny label Lado ABC: – Projektowanie okładki płyty w pewnym sensie można porównać do projektowania okładki książki albo plakatu. Tu również chodzi o zilustrowanie pewnego materiału. Różnica polega na tym, jak głęboko się w niego wchodzi.
Nie da się zaprojektować okładki płyty bez wielokrotnego przesłuchania piosenek na niej. A ciężko mi sobie wyobrazić parokrotne czytanie książki od deski do deski przed pomyśleniem o jej okładce. Zwłaszcza w polskich warunkach, kiedy deadline jest zazwyczaj „na za tydzień” – dodaje.
Tymek Jezierski (rocznik 1983). Rysownik, ilustrator, plakacista. Jego prace pojawiają się systematycznie w polskich magazynach. Jest współautorem komiksu o powstaniu warszawskim i autorem plakatów koncertowych Klubokawiarni Chłodna 25. Ma na koncie także grafiki w przestrzeniach komercyjnych i apartamentach (KissMyWall). Nagrodzony w konkursie Chimera za okładkę magazynu „Architektura”. Zaliczany do 200 najlepszych ilustratorów świata („Lürzer's Archive”). Fot. Tomek Dubiel
Okładka narysowana przez Jezierskiego przypomina plątaninę lepkich macek. Zanim razem z Kamilem Antosiewiczem, muzykiem z MEM & Wolfram, wybrali ostateczną wersję, powstało kilka wariantów. – Większość z nich oparta była na motywach kosmatych stworzeń, insektów. Taki pomysł bezpośrednio wypływał z samej muzyki – ciężkiego, noise’owego grania.
To, że okładki to świetne medium artystycznej wypowiedzi, artyści głównego światowego obiegu wiedzą już od dawna. Andy Warhol dla Rolling Stones, Banksy dla Blur, Gerhard Richter dla Sonic Youth – to tylko niektóre ze spektakularnych przykładów artystów pierwszego garnituru, których wciągnęło projektowanie muzycznych okładek.
Na początku lipca gruchnęła wiadomość: Red Hot Chili Peppers jeszcze nie zaczęli nagrywać płyty, a już wiadomo, kto za