Przerośnięty kot

Dla ekologów są solą w oku, ale koncerny wiedzą swoje. Klienci chcą SUV–ów, nawet jeśli są bez sensu. 
Po Porsche i Maserati przyszedł czas 
na Jaguara i jego F–Pace.

Przez lata marka Jaguar kojarzona była z autami sportowymi oraz luksusowymi limuzynami. I z połączeniem cech obu rodzajów samochodów. Ale czasy się zmieniały, a wraz z nimi upodobania klientów, którzy zaczęli się domagać praktycznych rozwiązań. Jaguar próbował więc konkurować z niemieckimi markami premium, wprowadzając do gamy modelowej wersję kombi, najpierw w X–Typie, 
a następnie w XF–ie. Te się jednak nie przyjęły. Teraz przyszedł czas, by spróbować szczęścia z SUV–em. A właściwie z crossoverem.

F–Pace to konkurent BMW X3, Audi Q5 i – jak podkreśla Jaguar – Porsche Macan. Zwraca też uwagę, że to sportowy crossover. I faktycznie coś jest na rzeczy. Fotel kierowcy jest obudowany jak w myśliwcu. Zresztą oba miejsca z przodu są ciasne, mimo że F–Pace jest największym autem wśród jemu podobnych.

Układ kierowniczy, zawieszenie i napęd są tak skalibrowane, że prowadzenie tego przerośniętego kota daje mnóstwo przyjemności. Prowadzi się go bardziej jak sportowe kombi niż SUV–a. Przez większość czasu napędzana jest tylna oś F–Pace'a, a przód jest dołączany w razie potrzeby. Samochód jest wypychany z zakrętów, co daje poczucie lekkości. Układ kierowniczy jest precyzyjny, dobrze wyważony. Dotychczas poza Porsche Macan, które jest samochodem sportowym przebranym za SUV–a, najlepiej prowadzącym się autem w tym segmencie było BMW X3. Porsche nadal moim zdaniem daje najwięcej frajdy z jazdy, ale pod względem prowadzenia Jaguar zostawił BMW w tyle.

Pod maską 2– albo 3–litrowy diesel oraz 3–litrowy silnik benzynowy ze sportowego F–Type'a. Na razie F–Pace może mieć do 380 KM, 
ale Jaguar potwierdził niedawno jeszcze bardziej usportowioną wersję SVR z ponad 500–konną V8.

Do tego duży bagażnik (o ile nie wybierze się pełnego koła zapasowego), mnóstwo miejsca na tylnej kanapie, nowoczesny system multimedialny, który podobnie jak Google uczy się tras kierowcy i potrafi poprowadzić go inną drogą, żeby ominąć korki.

I jeszcze coś dla aktywnych: F–Pace'a można zamknąć i otworzyć za pomocą wodoodpornej bransoletki, którą nosi się podczas treningu zamiast zegarka. Kluczyk zostaje wtedy w samochodzie i nie ma obawy, że zgubisz go podczas joggingu po lesie.

Brzmi świetnie, ale jest pewien haczyk. Jaguary nie należą do samochodów tanich, a F–Pace jest o dobre 20 proc. droższy niż BMW czy Audi. Oczywiście przy finansowaniu tę różnicę da się ukryć, ale księgowemu nikt w ten sposób oczu nie zamydli. Jednak jeśli ktoś szuka samochodu ekskluzywnego, za 300–400 tys. zł kupi coś, czego jeszcze nie mają wszyscy.