Profilerka bestsellerów

„Lampiony" to już trzecia książka z serii przygód Saszy Załuskiej – policyjnej profilerki, która zajmuje się rekonstrukcją portretów psychologicznych przestępców na podstawie zebranych dowodów i informacji o sposobach ich działania. To właśnie dzięki oryginalności bohaterki Katarzyna Bonda wybiła się do pierwszej ligi kryminału.

Oczywiście Bonda to nie pierwsza Polka pisząca prozę kryminalną (wystarczy przypomnieć niedoścignioną Joannę Chmielewską), to ona jednak zrobiła ostatnio największą karierę i jako pierwsza udowodniła, że męscy autorzy niekoniecznie muszą mieć w tym gatunku monopol.

Katarzyna Bonda zaczynała od dziennikarstwa, pracowała w kilku redakcjach. Na fali popularności kryminału postanowiła jednak spróbować swoich sił w prozie gatunkowej. Kiedy debiutowała w 2007 r. książką „Sprawa Niny Frank", Marek Krajewski wydawał właśnie czwarty tom przygód Eberharda Mocka. W tym samym roku Zygmunt Miłoszewski opublikował swój pierwszy książkowy hit „Uwikłanie". Podobnie było z Marcinem Wrońskim, który w 2007 r. rozpoczął cykl o komisarzu Maciejewskim z przedwojennego Lublina. Bonda nie zrobiła kariery tak szybko jak oni. Na swój czas musiała jeszcze poczekać.

Z początku opowiadała historie o mężczyznach. Głównym bohaterem jej powieści był psycholog policyjny Hubert Meyer. Pierwszą książkę, w której śledztwo prowadziła kobieta, Bonda wydała dopiero w 2014 r. i właśnie ta decyzja sprawiła, że pisarka odniosła sukces.

Od początku w swych książkach stawiała na wiarygodność policyjnego warsztatu i realizm. W związku z tym cały czas dokształcała się kryminalistycznie, m.in. współpracując z Bogdanem Lachem, jednym z pierwszych profilerów policyjnych w Polsce. Razem z nim wydała książkę „Zbrodnia niedoskonała" w 2008 r. Skorzystała też z jego doświadczenia, tworząc postać psychologa Huberta Meyera, a później profilerki Załuskiej.

Dzisiaj Bonda jest jedną z wielu autorek kryminałów, ale nadal pozostaje najbardziej wyrazistą i najpopularniejszą. Potrafiła zbudować swoją rozpoznawalną markę, korzystając z charakterystycznego nazwiska i urody. Zawsze występuje w długich rozpuszczonych blond włosach i mocnym makijażu. Zdarzają jej się ostre, kontrowersyjne wypowiedzi. Kiedy wyznała, że ma w życiorysie ciemną kartę – spowodowała wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym – zamiast potępienia wzbudziła jeszcze większą ciekawość czytelników. Ostatnio zabłysnęła szeroko cytowanym wywiadem o Żołnierzach Wyklętych. Wszystkie elementy – być może zupełnie niewykalkulowane – sprawiły, że Bonda jest dzisiaj jedną z najpopularniejszych pisarek w Polsce. Dowodzi tego choćby sprzedaż jej dwóch ostatnich powieści w nakładzie powyżej 200 tys. egzemplarzy, co jak na polskie warunki jest zawrotnym wynikiem.

Akcja premierowych „Lampionów" rozgrywa się w Łodzi. Katarzyna Bonda portretuje to miasto w duchu niedawnej wypowiedzi Bogusława Lindy, który określił Łódź mianem „miasta meneli". Bo właśnie od zabójstwa jednego z bezdomnych rozpoczyna się ta kryminalna opowieść.

Za Saszą Załuską ciągnie się dyscyplinarka i problemy, których narobiła sobie jeszcze w Hajnówce na Podlasiu. Można było o nich przeczytać w poprzedniej części serii pt. „Okularnik". Na dodatek profilerkę wciąż ściga demon alkoholizmu oraz strach przed utratą praw rodzicielskich nad córką.

Czy „Lampiony" potwierdzają lansowany przez wydawnictwo status „królowej polskiego kryminału"? Pod względem warsztatu nie można powiedzieć, żeby Bonda przerastała Gaję Grzegorzewską czy Martę Guzowską. Są w „Lampionach" momenty przydługie i jak na kryminał zbyt nużące. W fabule też dostrzec można nieprzekonujące rozwiązania i postacie szeleszczące papierem. Jednak jeśli ktoś ma w sobie na tyle zuchwałości, by tytułować się „królową kryminału", to może faktycznie na to zasługuje? Jak głosi uliczna mądrość – jak sobie nie weźmiesz, to nikt ci nie da.

„Lampiony", Katarzyna Bonda