Powrót meblościanki

Francuskie rokoko, angielski styl chippendale, złocenia, pikowania, wygięte nóżki. Nie, temu stylowi już dziękujemy. Teraz chodzi o modernizm, epokę Gomułki. Najczęściej ulegają jej ludzie młodzi, wykształceni i dobrze zarabiający. PRL znają jedynie z opowiadań, nie mają z tym okresem emocjonalnych skojarzeń i potrafią docenić jego wzornictwo. W rezultacie meble, lampy, ceramika sprzed pół wieku przeżywają drugą młodość. Zyskały rangę cennych ant

Może słusznie, przecież była to epoka przemian na świecie – rozwoju technologii, podboju kosmosu i rewolucji obyczajowej. Wzornictwo nie pozostawało w tyle. To wtedy tworzyli genialni designerzy, np. Ray i Charles Eamesowie, amerykańskie małżeństwo. Pierwsi opracowali technologię wyginania sklejki. Wykorzystali ją do produkcji „szyn" usztywniających złamane kończyny weteranów wojennych. Potem tak samo formowanej sklejki użyli jako elementu konstrukcyjnego mebli. W rezultacie powstał fotel z podnóżkiem: Lounge Chair and Ottoman (1956 r.), produkowany do dziś, jeden z najważniejszych sprzętów w historii współczesnego wzornictwa.

Mrówka na trzech nogach

Krzesła z formowanego drewna i stalowych rurek zaprojektowane przez Eaemesów okazały się inspiracją dla Duńczyka Arne Jacobsena. Stworzył Ant, czyli Mrówkę (1952 r.). Mowa o łatwym do przenoszenia i składowania krzesełku, uznanym za arcydzieło połączenia funkcji i formy. Mało kto wie, że pierwsza Mrówka miała trzy nogi. Jacobsen przedstawił swój projekt firmie Fritz Hansen, ale ta odmówiła współpracy. Krzesła na trzech nogach? To się nie mieściło w głowie. Dopiero kiedy zapewnił, że sam je wszystkie wykupi (jeśli nie znajdą nabywców), przystąpiono do produkcji. Duńczycy pokochali Mrówkę. Była pierwszym krzesłem produkowanym w Danii na skalę przemysłową. Do dziś zachwyca płynnym konturem i lekkością, jest symbolem sztuki lat 50. Po śmierci Jacobsena powstała wersja Mrówki z czterema nogami. Dla niedowiarków.

Arne Jacobsen jest też autorem „klasyka klasyków", czyli fotela Egg (1958 r.). Zaprojektowany dla Hotelu Royal w Kopenhadze, z tworzywa oraz pianki poliuretanowej, w tamtych czasach był meblem niezwykle odważnym i oryginalnym. Okazał się ponadczasowy. Podobnie jak inny duński klasyk – krzesło Panton (1960 r.), wykonane z jednego kawałka plastiku, które od ponad 50 lat produkuje firma Vitra. Pierwszy model był daleki od ideału. Jego autor Verner Panton pracował nad nim jeszcze przez wiele lat. Ale nigdy nie zmienił formy swojego krzesła. Wykonane z polipropylenu pozostało bardzo wygodne i świetnie wygląda w każdym wnętrzu.

Muszelka z zagranicznej sklejki

W Polsce czasy odwilży po 1956 r. też okazały się złotym okresem designu. Paradoksalnie deficyt materiałów (a brakowało dosłownie wszystkiego) sprzyjał powstawaniu innowacyjnych i oryginalnych projektów. Profesor warszawskiej ASP Teresa Kruszewska, która odbyła praktykę w pracowni słynnego fińskiego projektanta Alvara Aalto, a potem współpracowała z legendarną Spółdzielnią Artystów Ład, wspominała w jednym z wywiadów: „Starałam się zrobić coś oryginalnego, szukałam nowych materiałów. Na świecie znano już tworzywa sztuczne, ale do Polski nie można było ich sprowadzać. Związek Radziecki zabronił. Sklejki też u nas nie było. Moje krzesełko Muszelka powstało z zagranicznej sklejki. Materiał był wdzięczny, pozwalał się formować, ale ja nie miałam odpowiednich maszyn. Wszystko musiałam robić ręcznie, to kosztowało ogromnie dużo wysiłku". Dziś krzesło Kuszewskiej można oglądać w prestiżowym niemieckim Muzeum Vitry.

Wszystko w jednym

Świat miał Eamesów oraz Roberto Mattę, który wymyślił meble modułowe Malitte składające się jak puzzle. A Polacy – Bogusławę i Czesława Kowalskich, poznańskich autorów meblościanki, symbolu nowego stylu życia i PRL–owskiej prosperity. W nowoczesnym bloku, a nie w starej kamienicy, wśród coraz większej liczby przedmiotów i sprzętów, na które szczęśliwy obywatel mógł sobie wreszcie pozwolić. W 1963 r., po serii nagród w konkursach, meblościankę wprowadzono do masowej produkcji. Prosta, ergonomiczna, innowacyjna. Idealnie dopasowana do „przeciętnych Kowalskich". W końcu zaprojektowali ją Kowalscy...

Tymczasem polscy designerzy zaczęli być stawiani w jednym rzędzie z innymi światowymi twórcami. Roman Modzelewski zaprojektował nowatorski fotel RM58, ze szklanego włókna i żywicy epoksydowej (1958 r.). Na model o organicznych, opływowych kształtach zwrócił uwagę słynny francuski architekt Le Corbusier. Polski projektant otrzymał nawet propozycję sprzedaży patentu, pojawiła się szansa na seryjną produkcję. Niestety, współpraca z Paryżem okazała się niemożliwa, do transakcji nie doszło. Za to w 2008 r. fotel Modzelewskiego kupiło Victoria & Albert 
Museum w Londynie i pokazało go na wystawie „Cold War Modern" jako ikonę designu.

Płucka z babcinego strychu

Niestety, wiele pomysłów Modzelewskiego nie wyszło poza fazę prototypów. Podobny los spotkał meble Jana Kurzątkowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich projektantów, założyciela Spółdzielni Artystów Ład. Nigdy nie weszły do seryjnej produkcji, można je znaleźć jedynie w zbiorach Muzeum Narodowego. Więcej szczęścia miała Maria Chomętkowska, która przebiła się do przemysłu. Jej projekty, np. znane krzesła Płucka, były powielane w tysiącach egzemplarzy. Warto rozejrzeć się po babcinych strychach i piwnicach, szukając także fotela 366 Józefa Chierowskiego, którego model powstał w 1962 r. w fabryce w Świebodzicach. Dzięki lekkiej, zgrabnej formie zdobył taką popularność, że produkowano go tam przez kilka dziesięcioleci. Z innych zakładów pochodzą jego mniej lub bardziej udane kopie. Siedzisko fotela ma trapezowy kształt, a nogi, zwężone ku dołowi i rozstawione na zewnątrz, tworzą ażurowy stelaż. Ważnym elementem są opływowe podłokietniki, odpowiadające estetyce tamtego okresu.

„Piękno na co dzień i dla wszystkich". To hasło ukuła Wanda Telakowska, legendarna szefowa Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, który w latach 60. kształtował gusta Polaków. Lekkie, wygodne meble stopniowo zastępowały ciężkie przedwojenne sprzęty. Wszyscy chcieli żyć nowocześnie.

Fresh vintage czy oryginał?

Zupełnie jak my dzisiaj. Pewnie dlatego tak chętnie sięgamy po przedmioty z tamtej epoki i znów zachwycamy się ćmielowską ceramiką, radiem Ramona, skuterem Osa czy gramofonem Bambino. Ich ceny w ostatnich latach gwałtownie pogalopowały. Łatwiej jest z meblami, bo wiele z nich przetrwało na strychach czy piwnicach. Rozwinął się rynek mebli po liftingu, inaczej nazywany fresh vintage, sporo firm, m.in. Refre Meblarnia, Button Design oraz RebelMebel, proponuje „mariaż oldskulu z nowoczesnością". Wznawia się też produkcję dawnych wzorów w ich oryginalnej formie. Np. na rynek wróciły porcelanowe figurki z Ćmielowa zaprojektowane przed laty przez Lubomira Tomaszewskiego, Hannę Orthwein, Wincentego Potackiego i Mieczysława Naruszewicza. Z kolei firma VZOR proponuje RM 56, 57 i 58, czyli fotele Modzelewskiego. Inni po prostu czerpią garściami ze stylistyki powojennych dekad. Echa lat 60. odnajdujemy dziś w nowoczesnych sprzętach AGD (Smeg, Kitchen Aid), we wzorach lamp, wazonów, dywanów, a nawet w ostatniej kolekcji Ikei – meblach Stockholm. Cóż, wymyślić coś nowego trudno, zresztą wszystko już było.