Polska gola! Polska gola!

Takiego alertu w dziejach polskiego show-biznesu jeszcze nie było. 
w konkursie na polski przebój Euro 2012 wzięło udział 120 wykonawców. 
Za nuty i instrumenty chwycili nie tylko debiutanci, ale też starzy estradowi wyjadacze: Maryla Rodowicz, Feel, Stachursky, Lombard czy Wilki. 
wygrał absolutny outsider.

Grupa Jarzębina ze wsi Kocudza na Lubel
szczyźnie, złożona z miejscowych gospodyń, z piosenką „Koko Euro spoko"... Werdykt był demokratyczny – laureata wyłonili widzowie w głosowaniu SMS-owym. I od razu rozpoczęła się publiczna debata o guście albo raczej bezguściu muzycznym Polaków. O piosenkę spierali się intelektualiści na łamach opiniotwórczych gazet oraz w radiowych i telewizyjnych programach publicystycznych. Czyżby trwająca trzy minuty, łatwo wpadająca w ucho piosenka była takim wydarzeniem?

Hipiska w bananówie

Konia z rzędem temu, kto słyszał, by z okazji szczęśliwych dla Polaków mistrzostw świata w 1974 r. w Niemczech kibice zagrzewali naszych do boju szlagierem „Futbol!" Maryli Rodowicz. Rockandrollowy numer bardziej nadawał się do tańca niż do chóralnych śpiewów, zaś tekst autorstwa Jonasza Kofty był ironiczną impresją na temat futbolowej gorączki. Podczas występu Maryli na płycie stadionu olimpijskiego w Monachium wokalistce towarzyszyli tancerze w strojach ludowych. Ona sama, z rozpuszczonymi włosami, w spódnicy bananówie, z gitarą, śpiewająca drapieżnym głosem po polsku i niemiecku, bardziej przypominała hipiskę niż dziewczynę spod Łowicza. – Chciano wysłać w miarę atrakcyjny skład na koncert otwarcia mistrzostw świata i padło na mnie. Zaśpiewałam tak, jak czułam, po swojemu – wspomina artystka.

Do muzycznych osiągnięć niemieckiego mundialu zalicza się także śpiewana przez Andrzeja Dąbrowskiego piosenka „A ty się bracie nie denerwuj". Rythm and bluesowy kawałek pamiętany jest zwłaszcza dzięki proroczej wizji wygranego meczu z Włochami oraz wokalnego udziału piłkarzy. Orły Górskiego melorecytują w jednej ze zwrotek: „Piłka nie jest okrągła, piłka jest kanciasta". Kibice dopatrywali się w tym nie tylko refleksji nad niedolą futbolistów, ale także traktowali jako zapowiedź przestrzelonego karnego, którego cztery lata później w meczu z Argentyną zepsuł Kazimierz Deyna, największy technik w dziejach polskiego futbolu.

Tak czy owak – w Niemczech piłkarze dostroili się do poziomu reprezentowanego przez artystów. Orły Górskiego zagrały futbol nowoczesny, widowiskowy, inteligentny i o mały włos nie awansowały do finału turnieju.

Podobnie rzecz miała się osiem lat później. Sukcesom biało-
czerwonych na mistrzostwach w Hiszpanii sekundowała piosenka „Tajemnica mundialu" Stefana Rembowskiego, finezyjnie wykonana przez Bohdana Łazukę. „Entliczek, pentliczek, co zrobi Piechniczek" – wyliczał aktor. Śpiewał o nieprzewidywalności futbolu i związanych z nią rozterkach kibica. Potem następowało cudowne wyciszenie w rytmie bossa novy: „Uliczkę znam w Barcelonie, w uliczkę wyskoczy Boniek/i słychać będzie na stadionie/brawo Polonia, brawo ten pan". Piosenka powstała trzy miesiące po tym, jak as naszej drużyny trzema pięknymi golami w stolicy Katalonii pogrążył faworyzowanych Belgów.

Recepty na przebój

Wszystkie trzy kompozycje wiodły jednak żywot radiowy, telewizyjny i fonograficzny. Na meczach reprezentacji śpiewano natomiast co innego. W połowie lat 70. na stadionach zadomowił się utwór „Polska gola!" – pokłosie akcji Andrzeja Zaorskiego i Włodzimierza Korcza z Zespołem Wokalnym Teatru na Targówku (obecnie Rampa). Do dziś jest to jedyna rdzennie polska przyśpiewka pojawiająca się na meczach naszej reprezentacji. Inne śpiewane są na melodie importowane z zagranicy na czele z kubańską „Guantanamerą", a od kilku lat – anglosaskim szlagierem „Go West". Ciekawa jest zwłaszcza popularność tego drugiego hitu, wylansowanego najpierw przez formację Village People, a potem przez Pet Shop Boys, sztandarowe zespoły nurtu gejowskiego. W środowisku piłkarskim i kibiców homoseksualizm, najdelikatniej rzecz ujmując, ciągle bowiem stanowi temat tabu. Dlaczego jednak „Polska gola!", a nie „Futbol" Rodowicz czy „Entliczek, pentliczek" bądź „Do boju Polsko!"?

– Piosenka piłkarska powinna być maksymalnie prosta, pogodna, mieć wyraźny rytm – wyjaśnia Maryla Rodowicz. Zdaniem Elżbiety Zapendowskiej, jurorki w konkursie na polski przebój Euro 2012, idealna melodia futbolowego przeboju jest łatwa do zaśpiewania dla każdego, ale niebanalna. Krytyk muzyczny Hubert Musiał uważa, że piłkarski hit ma być energetyczny. – Mile widziane są odwołania do piosenek stadionowych i ich aparatu wykonawczego. Czyli śpiewy kibiców w refrenach, wyklaskiwanie, dźwięki gwizdka i głos komentatora. Przykład? „Waka Waka" Shakiry. Z piłką piosenkę łączy praktycznie tylko to, że utwór był oficjalnym hymnem ostatnich mistrzostw świata w RPA. Równie dobrze mogłaby towarzyszyć rozgrywkom szachowym – dodaje.

Marcin Staniszewski, lider zespołu Beneficjenci Splendoru, dziennikarz muzyczny, dopowiada, że w piosenkach futbolowych obowiązuje sztywny kanon. Słownictwo musi odwoływać się do wartości patriotycznych, symboliki godła, flagi narodowej, walki z przeciwnikiem. Powinno też nawiązywać do poczucia wspólnoty, przeżywania w grupie oraz emocji i adrenaliny, które buzują na trybunach. Ścisłe reguły obowiązują też w muzyce, która – jeśli ma być przebojem – powinna być uśredniona, tak by zanucił ją statystyczny Kowalski. Staniszewski przekonał się o tym na własnej skórze. Napisał piosenkę na Euro 2012, ale koncern fonograficzny, który ją u niego zamówił, zażądał poprawek. – Najpierw zrobiłem drapieżny kawałek w konwencji punkowej, po czym musiałem go mocno wygładzić – wspomina.

Leć orle, leć (i nie wracaj)

Większość plebiscytowych piosenek na Euro 2012 z grubsza spełnia wytyczne nakreślone przez krytyków. Niestety, ich melodyka jest banalna do bólu, a teksty ociekają pseudopatriotyczną retoryką. Produkcji niektórych wykonawców z zaplecza muzycznego mainstreamu trudno słuchać bez trzymania się za brzuch ze śmiechu. Oto próbka twórczości Kapela Angela: „Leć nasz, orle, leć/naszej Polsce daj się w górę wznieść/nie boimy już się was/bo za duża siła w nas/Każdy chciałby nasze barwy mieć/lecz na próżno wasza chęć/Orzeł biały jest od setek lat/kibic kocha cały czas".

Największym rozczarowaniem okazała się jednak piosenka Maryli Rodowicz. Pompatyczną i wtórną balladę „Dalej orły", dzieło duetu Seweryn Krajewski i Wojciech Młynarski, dzielą lata świetlne od bezpretensjonalnego „Futbolu". Po pierwszej damie polskiej piosenki, doświadczonym kompozytorze i wybitnym tekściarzu można było się więcej spodziewać.

Podobnie jak po Wojciechu Kordzie, legendzie polskiego big--beatu, który w swojej piosence odkrywa przed słuchaczami „epokowe" prawidła: „Futbol co cztery lata rozgrywany/gdy każdy z nas jest zwariowany/bo to fenomen jest".

W pewnym sensie można więc zrozumieć widzów typujących piosenkę „Koko Euro spoko". Jej refren jest cytatem z innej przyśpiewki, wykonywanej przez Jarzębinę, opowiadającej o kawalerze wysiadującym jaja. Znudzeni bezbarwną popową konfekcją, zaserwowaną przez gwiazdy, żeby zagrać na nosie show-biznesowi, zagłosowali na gospodynie wiejskie.

Jaka piosenka, taka...

Na wylansowaniu przeboju Euro 2012 można nieźle zarobić. Głównym źródłem dochodów są koncerty, a lato i wczesna jesień to apogeum festynów miejskich oraz wiejskich. Zarobki od 35 tys. zł za koncert zarezerwowane są dla największych gwiazd, jak Budka Suflera, Bajm, Lady Pank czy Perfect. Jarzębina nie ma co liczyć na takie gaże, ale jeśli reprezentacja Smudy pokaże się z dobrej strony, to panie z Kocudzy staną się najbardziej rozchwytywanym polskim zespołem tego lata.

Prawdziwe kokosy może natomiast zbić niemiecka piosenkarka Oceana, której utwór „Endless Summer" UEFA ogłosiła oficjalnym hymnem Euro 2012. Co prawda utrzymana w karaibskich rytmach piosenka raczej nie powtórzy sukcesu „Waka Waka" Shakiry (płyta z hitem sprzedała się w ośmiu milionach egzemplarzy), bo tamten utwór już na starcie miał globalny zasięg i reklamę, ale i tak jest o co walczyć. Dla wokalistki, którą dwa lata temu mogliśmy oglądać w polskiej edycji „Tańca z gwiazdami", to życiowa szansa na międzynarodową karierę. Nam pozostaje satysfakcja, że teledysk do piosenki nakręcono m.in. na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Jest jeszcze kwestia zależności między jakością piosenki a grą biało-czerwonych. Mundial w Korei, podczas którego jedenastkę Beenhakkera do boju zagrzewał tenor Marek Torzewski, przegraliśmy z kretesem. Gdyby wyrokować o szansach naszych zawodników na podstawie „Koko Euro spoko", 
to możemy spodziewać się wszystkiego.