Po prostu Garbage

Trudno w to uwierzyć, ale szkocko–amerykańska formacja Garbage z charyzmatyczną wokalistką Shirley Manson istnieje już ponad 21 lat.

W zeszłym roku zespół uczcił okrągły jubileusz międzynarodową trasą koncertową i specjalną luksusową reedycją debiutanckiego albumu zatytułowanego po prostu „Garbage", który sprzedał się na całym świecie w liczbie kilku milionów egzemplarzy, co i w tamtych czasach, i teraz jest rekordem niezwykłym.

Z perspektywy czasu zupełnie to jednak nie dziwi, bo płyta ta była i jest fenomenalna. Kto z prawdziwych fanów muzyki nie zna utworu „Queer", nie tańczył przy „Stupid Girl", „Only Happy When it Rains" albo nie oddawał się marzeniom przy genialnej balladzie „Milk"... Tym albumem zespół stworzony przez Butcha Viga, znanego i cenionego producenta muzycznego takich wielkich formacji lat 90. jak Nirvana, Smashing Pumpkins czy Sonic Youth, szturmem zdobył listy przebojów i serca fanów na całym świecie i wszedł na stałe do kanonu zespołów, które mają swoje niezaprzeczalne miejsce w historii muzyki i kulturze.

Na płytowym debiucie wykrystalizował się też charakterystyczny i oryginalny styl zespołu łączący rockowe instrumentarium z surową elektroniką, gdzie melodyjne, hipnotyczne ballady przeplatały się z punkowymi ostrymi riffami, a elementy techno z zimnym funkiem, industrialem i trip–hopem. A wszystko to okraszone dość mrocznymi tekstami, pisanymi przez arcyzdolną wokalistkę Shirley Manson o niesamowitej urodzie, uwodzącym głosie i osobowości, oraz oryginalnymi, niepokojącymi, surrealistycznymi wizualnie teledyskami.

Po tak mocnym wejściu na rynek Garbage kontynuował karierę. Popularność rosła, znaczona kolejnymi świetnymi płytami „Version 2.0" z 1998 r. i „Beautiful Garbage" wydanym w 2001 r. z takimi utworami jak „I Think I'm Paranoid", „Push it" czy „Androgyny". O wielkości i pozycji formacji świadczy też znakomita piosenka „The World Is Not Enough", którą Shirley Manson wraz z Garbage zaśpiewała na prośbę samego Davida Arnolda, twórcy muzyki do serii filmowej o agencie specjalnym Jamesie Bondzie, do 19. filmu o 007 pod tym samym tytułem.

Po roku 2001 nastąpił kryzys. Pojawiły się konflikty z wytwórnią, która oczekiwała od zespołu hiphopowych radiowych hitów. Świat pokochał garażowe proste brzmienia w stylu White Stripes i The Strokes. Garbage nieoczekiwanie wypadł z mainstreamu, no i ostatecznie po płycie „Bleed Like Me" z 2005 r. formacja zawiesiła działalność, chwilowo tylko powracając z wydaną już własnym sumptem w 2012 r. płytą „Not Your Kind of People".

Na szczęście dla fanów i muzyki rok 2016 to triumfalny powrót Shirley i Garbage do muzycznego świata w znakomitej formie świetnym szóstym wydawnictwem „Strange Little Birds". Jak mówi liderka, ta płyta ma więcej wspólnego z pierwszym albumem niż wszystkie pozostałe i jest powrotem do przestrzeni i wyobraźni debiutanta.

– „Strange Little Birds" to bardzo mroczna płyta brzmieniowo i merytorycznie. Jest bardzo synematyczna, filmowa w charakterze, to nie radosny, błyszczący, wesoły popowy album. To efekt czasów, w których żyjemy, dziwnych, chaotycznych pogmatwanych i zdezorientowanych – mówi o niej Shirley. – Myślę, że przy pierwszej płycie było podobnie. Wtedy też musieliśmy sobie radzić z wieloma konfliktami. Czuję, że my w Garbage nadal pozostajemy bardzo otwarci, wiele rzeczy nas ekscytuje, nie pozwalamy sobie na bycie cynikami. I to właśnie mam na myśli, mówiąc o przestrzeni w głowie debiutanta. Kiedy wchodzisz do studia nagraniowego i czujesz się tak, jakbyś nagrywał swoją pierwszą płytę, i myślisz, że jest to dla ciebie najlepsze miejsce na świecie – opowiada.

Garbage, „Strange Little Birds"