Po co zajmować się sztuką?

– Sztuka rejestruje historię, przemiany, rewolucje. Konfrontuje się z filozofią, poglądami politycznymi, nauką, religią. Żadnej sfery naszego życia nie pozostawia bez komentarza. Sztuka dawna to klucz do zrozumienia przeszłości, sztuka współczesna to zwierciadło teraźniejszości – mówi Ania Muszyńska, założycielka i prezes Fundacji Promocji Sztuki Współczesnej.

Po co dzisiaj komu sztuka? Kolekcjonerowi – wiadomo, ale tak zwanemu zwykłemu obywatelowi?

Ogólnie mówiąc, sztuki potrzebuje każdy z nas. Co prawda inaczej historyk sztuki, inaczej kolekcjoner, a jeszcze inaczej amator. Jednak siła kreacji i inspiracji sztuki, mnogość wypowiedzi i ich różnorodność właściwie od wieków jest nieprzerwanie fascynująca. Sztuka rejestruje historię, przemiany, rewolucje. Konfrontuje się z filozofią, poglądami politycznymi, nauką, religią. Żadnej sfery naszego życia nie pozostawia bez komentarza. Sztuka dawna to klucz do zrozumienia przeszłości, sztuka współczesna to zwierciadło teraźniejszości. Po prostu nie sposób się bez niej obejść, jeżeli w jakimkolwiek stopniu interesuje nas otaczająca rzeczywistość.

Na wystawie Ryszarda Winiarskiego w Spectra Art Space, którą można oglądać do stycznia 2017 roku, zobaczyłam zdjęcia z lat 70. Zostały zrobione w Holandii, gdzie na wernisaż Polaka przyszły tłumy. Widzowie, wśród nich m.in. staruszka, grają w gry, skonstruowane przez Winiarskiego. To ideał obcowania ze sztuką, jeśli trafia ona do masowego odbiorcy?

Zarówno wydarzenie, które poruszy lub skłoni do refleksji jedną osobę, jak i np. słynna wystawa Mariny Abramowić w MOMA w Nowym Jorku, którą odwiedziło rekordowe 500 tys. gości (w internecie performance artystki śledziło około 800 tys. ludzi dziennie), ma niepodważalną wartość. W Polsce nie funkcjonuje pojęcie masowości w kontekście sztuki. Jesteśmy na początku drogi, należy zastanowić się, jak dotrzeć do szerszej publiczności. W 2007 r. zorganizowałam projekt społeczny, który trwał ponad rok – Art Cube. Dlaczego o tym wspominam? To była wielopoziomowa akcja, która miała pobudzić potrzebę kontaktu ze sztuką. Wymyśliłam „produkt", który będzie kolekcjonerski i dostępny. Powstało 12 obiektów, do których stworzenia zaprosiłam artystów, mających różne spojrzenia na sztukę m.in.: Agnieszkę Kalinowską, Zbigniewa Liberę, Karola Radziszewskiego. Poszczególne Art Cube'y umieszczałam w 12 galeriach publicznych, w różnych miastach Polski. Dopóki nie zebrało się całej kolekcji, pojedynczy obiekt funkcjonował jedynie jako gadżet. Kolekcjonowanie to nie zbieractwo, to wielowątkowy obszar aktywności, który wytwarza się wokół pożądanego „przedmiotu". To poznawanie ludzi, instytucji związanych ze sztuką, nawiązywanie kontaktów, a przede wszystkim zdobywanie wiedzy. Ktoś, kto nie mógł przyjechać na kolejną odsłonę Art Cube'a, np. z Warszawy do Gdańska, mógł pomyśleć: „Hm, zaraz, przecież ja mam kolegę czy ciotkę w Trójmieście, zadzwonię do nich i poproszę, aby poszli". I wtedy mamy sytuację, gdzie po pierwsze odnawiają się kontakty, a po drugie – kierujemy kolejną osobę w stronę sztuki. Podczas akcji zbieraliśmy komentarze uczestników projektu na specjalnie stworzonej ku temu platformie internetowej. Dzięki nim wiem, że wiele takich zdarzeń miało miejsce. Okazuje się, że takie pojedyncze działania są w stanie obudzić rzeczywiste zainteresowanie. Tak więc jest to do zrobienia.

Ale czyja to rola? Żeby nas tej potrzeby kulturalnej nauczyć?

Proces oswajania ze sztuką trwa latami, wymaga wielkiego zaangażowania, otwarcia się na nowe. Podstawą jest edukacja od najmłodszych lat. Chodzi o wyrobienie nawyku uczestnictwa w sferze kultury. Młody człowiek powinien naturalnie dorastać w kontakcie ze sztuką, po porostu traktować ją na równi z innymi możliwościami spędzenia wolnego czasu. Muzeum czy galeria nie będą potem dla nich obcym miejscem, ale przyjaznym, inspirującym.

Mam wrażenie, że większość dorosłych Polaków na hasło „muzeum" zaczyna ziewać. Mają nieciekawe wspomnienia: nudne szkolne wycieczki itd.

Tego nie da się zmienić od razu i wszędzie. Z ogromną radością odnotowuję wszystkie inicjatywy z zakresu edukacji kulturalnej, które najczęściej firmują organizacje pozarządowe. Ale i same muzea coraz intensywniej pracują nad swoją ofertą. Przykładem może być Muzeum Narodowe w Warszawie. Instytucja tętniąca życiem, pełna atrakcji dla całej rodziny, z programem rozpisanym właściwie na każdy dzień roku. Podobnie jest z innymi: Zachęta, CSW Zamek Ujazdowski również mają bogaty program wydarzeń towarzyszących. Oferta jest różnorodna, osoby prowadzące kompetentne, dynamiczne, z pasją. Gwarantuję, nie ma tam miejsca na nudę. Poza tym pamiętajmy, wizyta w muzeum nie musi trwać trzech godzin. Wchodząc, nie jesteśmy zobowiązani do przejścia przez wszystkie sale. Niestety, zdaję sobie sprawę, że ten optymizm dotyczy tylko dużych miast...

Sami wiążemy sobie kulturalny sznur na szyi. Ilu rodziców zabierze dziecko do galerii, ale nie handlowej, tylko sztuki?

Wiem, że w powszechnej świadomości sztuka kojarzona jest z obszarem niezrozumiałym, trudnym, a nawet skandalizującym. Przez to wielu ludziom wydaje się, że sztuka to nadobowiązkowa dziedzina życia. Jak będę mieć czas, to pójdę do teatru, na wystawę – planują. Powtórzę: nie trzeba być doświadczonym odbiorcą, aby korzystać z możliwości kontaktu ze sztuką. Jestem dobrej myśli, wierzę, że weekendową wycieczkę do galerii handlowej można zastąpić wizytą w galerii sztuki.

Pomyślałam o rzeźbie Papieża Jana Pawła II, autorstwa Maurizio Cattelana, przygniecionego meteorytem, która wzbudziła wiele kontrowersji w Polsce. Jakie jeszcze dzieła wywołały dyskusje?

W ostatnich latach kilka dzieł sztuki wywołało w Polsce społeczną „awanturę" zamiast konstruktywnej dyskusji. Przykłady są świetnie znane, wielokrotnie przywoływane. Sztuka komentuje aktualne problemy, zmusza do refleksji. Tym samym ma prawo drażnić. Naturalnie, zdarza się, że użyte środki czy treści, są na pierwszy rzut oka szokujące. Instytucje, w których te realizacje były wystawiane, wyrażały pełną gotowość do podjęcia dialogu, w wyniku którego widz zostałby wyposażony w narzędzia ułatwiające zrozumienie problemu. Sztuka nie może tkwić w mentalności XIX–wiecznej, skoro tworzą ją ludzie tu i teraz.

A jaka jest główna różnica w stosunku do przeszłości, w obszarze sztuki?

Za przykład niech posłuży jeden z pierwszych przedstawicieli sztuki nowoczesnej – Francesco Goya. Wywrócił do góry nogami myślenie o sztuce. Choć jego rola sprowadzała się do bycia nadwornym portrecistą oraz malarzem scen rodzajowych, to jednocześnie posłużył się malarstwem do krytycznej oceny otaczającego go świata. To samo myślenie mamy u romantyków, później u wielkich skandalistów, jakimi byli realiści. Rozmawiałyśmy o skandalach. Słynny obraz „Babie lato" Józefa Chełmońskiego został wyrzucony z wystawy w Zachęcie w 1872 r., gdyż został uznany za niegodny miana sztuki. Wyraźna zmiana nastąpiła u progu I dekady XX w., kiedy pełnoprawnie pojawiła się abstrakcja. Do tego momentu, za każdym razem – nawet jak to był kubizm, futuryzm, ekspresjonizm, surrealizm – wszystko opierało się na przekształceniach figuracji. W tym czasie Kazimierz Malewicz maluje czarny kwadrat na białym tle, obraz abstrakcyjny. Artyści bowiem równolegle poszukują tego, co pojawia się w teoriach filozoficznych, etycznych, a jest poszukiwaniem idei. Idee są wieczne, niematerialne, nie podlegają zmianom. Stworzenie języka, który współcześnie komunikuje idee, jest możliwe właśnie dzięki abstrakcji. Dziś pewnie rzeczy wydają się oczywiste, ale kiedy Rembrandt stworzył grę świateł i cieni, a one stały się pretekstem do opowieści mistycznej, to było w jego czasach zupełnie nieoczywiste, nowatorskie. Każdy ważny moment w sztuce polega na przekroczeniach, często trudnych do zaakceptowania przez współczesnych. Dlatego sztuka wciąż istnieje w awangardzie kreatywności, stoi na pierwszym froncie.

Czy pani też osobiście najbardziej ceni współczesny nurt, którym zajmuje się w Spectra Art Space?

Sztuka to ogromny obszar, który wyzwala wiele emocji, ciekawości, w związku z tym trudno jest ograniczać się wyborem. Naturalnie, im bardziej jest się otwartym na „nowe" w sztuce, tym bardziej nasze zainteresowania ewoluują, dojrzewają. Pozostanie w jednym miejscu jest niemożliwe. Jeżeli miałabym się odnieść do kolekcji Anny i Jerzego Staraków, czyli klasyki polskiej sztuki II połowy XX w., najbliższe są mi wątki przełomu lat 60. i 70. ze szczególnym uwzględnieniem sztuki konceptualnej.

Zauważam zdrowy snobizm na sztukę. Paru moich znajomych zaczęło kupować fotografie, grafiki młodych twórców.

Miło to słyszeć, choć nie jest to jeszcze powszechna praktyka... Chodzi o to, żeby ludzie nie bali się doskonalić w dialogu ze sztuką. Nie trzeba być milionerem, żeby zostać kolekcjonerem. To mit. Znam sporo młodych ludzi, pasjonatów, którzy kupują dzieła swojego pokolenia. To rzeczy dostępne, tylko warto się na nie otworzyć. Nie trzeba być ekspertem, wystarczy sympatia do sztuki. Michał Borowik, młody kolekcjoner, który jest uważany za jednego z najciekawszych w Polsce, a jego zbiory doceniają prestiżowe organizacje na świecie, zawodowo nie jest związany ze sztuką. Ciekawym przykładem jest również legendarna już dziś kolekcja Dorothy i Herberta Vogel, małżeństwa, które skromnym budżetem na przestrzeni 50 lat stworzyło jedną z najważniejszych kolekcji sztuki konceptualnej i minima artu.

Jeśli ktoś marzy, aby kolekcjonować sztukę, co powinien zrobić?

Skierować swoje kroki do miejsc zajmujących się profesjonalnie sztuką, przede wszystkim regularnie korzystać z programów galerii i muzeów. Odwiedzać galerie prywatne, a tam rozmawiać z kuratorami, artystami. Najważniejsze jest to, żeby jak najwięcej oglądać, szukać, czytać, budować swoją wrażliwość. Śledzić aukcje – to pozwoli nam obserwować ceny poszczególnych artystów. Kolejnym krokiem są międzynarodowe targi sztuki, takie jak Art Basel w Bazylei, czy Frieze w Londynie. Dodatkowo można konsultować swoje wybory z osobą, która profesjonalnie zajmuje się budowaniem kolekcji. Pamiętajmy jednak, że ostateczna decyzja zakupu działa należy do nas.

Co powie pani tym, którym wydaje się, że są zbyt daleko od sztuki, aby ją zrozumieć?

Gwarantuję, że jeśli zaczną przygodę ze sztuką, to nigdy się z niej nie wyzwolą, tak duże jest to przeżycie, dające wielką satysfakcję. Nie ma co się wzbraniać przed czymś, co uwalnia przyjemność na tak wielu poziomach. Pokutuje mit, że w galeriach siedzą nadąsane panie albo aroganccy panowie, patrzący z wyższością na kogoś, kto zadaje pytania. Otóż w obszarze tak wielowątkowym jakim jest sztuka, nie ma złych pytań! Odpowiedzi zbliżą nas do rozpoznania problemów, poszerzą naszą wiedzą, rozbudzą ciekawość.

Najtrudniejszy projekt artystyczny, który pani stworzyła?

Najtrudniejsze są te, które jeszcze przed nami. Przywołam realizację, która była dla mnie wówczas dużym wyzwaniem. „Piętra sztuki", przeprowadzone w 2003 r., w surowym