Pisarze z napisów końcowych

Nic Pizzolatto to najgorętsze nazwisko na giełdzie amerykańskich seriali od 2014 r., kiedy to przebojem sezonu był jego „Detektyw" („True Detective") wyprodukowany dla stacji HBO ze znakomitymi rolami Matthew McConaugheya oraz Woody'ego Harrelsona.

Pizzolatto był pomysłodawcą, scenarzystą, a także producentem serialu. Druga seria, z Colinem Farrellem w roli tytułowej, miała różne recenzje, lecz nie nadszarpnęło to statusu świetnie zapowiadającego się autora.

Do polskich księgarń trafia właśnie zbiór opowiadań Pizzolatta zatytułowany „W drodze nad Morze Żółte". Książka była jego debiutem wydanym w 2006 r. I choć rozpoczęła jego błyskotliwą karierę, nie jest to zbiór wybitnych nowel. Ich największy atut stanowi duszny klimat i aura przytłaczająca bohaterów. To postacie z prowincjonalnej Ameryki, kobiety pracujące w sklepach na kasie lub bezrobotni mechanicy i stróże. Każda z postaci chciałaby wyrwać się z rzeczywistości, uciec od przytłaczającego życia, pracy, rodziny. Szukają zapomnienia w używkach, adrenalinie lub bezcelowych wędrówkach pustymi ulicami.

W 2010 r. ukazała się w USA kolejna książka Nica Pizzolatta – powieść kryminalna „Galvestone", wydana po polsku w 2014 r. Potem były już seriale. Najpierw scenariusze do pojedynczych odcinków „Dochodzenia" („The Killing"), później nadszedł czas sukcesów z „Detektywem". Obecnie Pizzolatto pisze scenariusz do filmowego remake'u „Siedmiu wspaniałych", a do 2018 r. ma także podpisany kontrakt z HBO na kolejny projekt telewizyjny.

Równocześnie z opowiadaniami „W drodze nad Morze Żółte" ukazuje się w polskich księgarniach powieść innego scenarzysty, tym razem europejskiego. „Ofiara bez twarzy" szwedzkiego autora Stefana Ahnhema to dobrze skrojony skandynawski kryminał. Opowiada o śledztwie w prowincjonalnej miejscowości, w której postrach sieje seryjny morderca.

Ahnhem to scenarzysta telewizyjny z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem. Pracował m.in. przy serialu o komisarzu Wallanderze. Teraz zadebiutował z sukcesem jako powieściopisarz, co scenarzystom zdarza się rzadko.

Transfery w kierunku telewizja–literatura udają się rzadziej niż odwrotne. W Polsce na literackim polu nie udało się zaistnieć nawet najwybitniejszym scenarzystom, jak choćby Maciejowi Maciejewskiemu (seriale „Glina" i „Wataha"), którego kryminalna powieść „W piekle lepiej być nikim" z 2011 r. zyskała umiarkowane recenzje i przeszła bez echa. Częściej to jednak literaci awansują na scenarzystów, jak wspomniany Pizzolatto czy inny znakomity amerykański pisarz Dennis Lehane. W Polsce podobną drogę przebył Zygmunt Miłoszewski. Najpierw stał się rozpoznawalnym powieściopisarzem. Potem jego książki były stopniowo przenoszone na ekran („Uwikłanie" w 2011 r. i „Ziarno prawdy" w 2014 r.) 
Ostatnio zaistniał jako scenarzysta, pisząc serial „Prokurator" wyprodukowany w ubiegłym roku przez Telewizję Polską. Zyskał wysokie noty i nie będzie to zapewne jego ostatnia produkcja telewizyjna.

Swoją przygodę z serialami dopiero rozpoczyna inny ciekawy pisarz Jakub Żulczyk. Właśnie trwa produkcja serialu kryminalnego „Belfer" kręconego przez TVN dla koncernu Canal+, do którego Żulczyk napisał scenariusz. Poza tym razem z reżyserem Krzysztofem Skoniecznym pracuje nad scenariuszem adaptującym do formuły serialu jego powieść „Ślepnąc od świateł". Książka była hitem wśród czytelników i docenili ją krytycy.

W czasach kryzysu czytelnictwa seriale to dla pisarzy świetna okazja, by zaistnieć, a także by zarobić poza wydawnictwami i prasą. Na dodatek współpraca filmowców, producentów i literatów przywodzi na myśl złote czasy polskiego filmu. To właśnie bliskość literatury i filmu była jednym ze źródeł sukcesów polskiego kina. Warto trzymać się tej formuły, według której polskie filmy i wysokobudżetowe seriale powstają pod okiem najlepszych powieściopisarzy w kraju.

„W drodze nad Morze Żółte", Nic Pizzolatto

„Ofiara bez twarzy", Stefan Ahnhem