Pieniądz nigdy nie śpi

Ponad 20 oddziałów na całym świecie. Od niedawna także w Polsce. Dzięki nim światowy rynek leży dosłownie u naszych stóp, bez wychodzenia z domu. – O ile tylko nauczymy się z nim obchodzić – ostrzega Maciej Jędrzejak, szef Saxo Bank Polska.

Niedawno w neonie reklamującym bank przepaliła się żarówka. Trzeba było go zdjąć i oddać do naprawy. Z tego powodu warszawska siedziba Saxo Banku dla osoby idącej Nowym Światem w kierunku placu Trzech Krzyży była prawie niewidoczna. – Zainteresowani i tak dobrze wiedzą, gdzie nas szukać. 30 tys. instrumentów, 160 par walutowych, dostęp do większości istotnych giełd świata. Cały globalny rynek dostarczony klientowi lokalnie, za pomocą zaawansowanych technologii – tłumaczy ideę duńskiego banku Maciej Jędrzejak, dyrektor zarządzający Saxo Bank Polska.

Montevideo, Hongkong, Warszawa

Polska placówka działa od półtora roku. Mieści się w warszawskiej kamienicy na kilkudziesięciu metrach kwadratowych. Codziennie przy komputerach pracuje tu grupa specjalistów, którzy Forex mają w małym palcu. Dzwonią do nich ludzie nie tylko z Polski, ale z całego świata. Obowiązuje żelazna zasada: choćby nie wiem co, po trzech sygnałach każdy telefon musi zostać odebrany. – Po drugiej stronie może czekać rozemocjonowany gracz, który w tej sekundzie potrzebuje odpowiedzi – mówi Jędrzejak. Pomaga w tym system, który wyłapuje, z jakiego kraju dzwoni klient, i przekierowuje do miejsca, w którym na pewno będzie pracownik mówiący w jego języku.

Saxo Bank zrodził się w Kopenhadze, w głowach dwóch osób: Kima Fournaisa i Larsa Seiera Christensena. To było 21 lat temu. Nieco później ci sami panowie zorientowali się, że Internet będzie najlepszym medium do komunikacji między klientem a rynkiem finansowym. – Bywa, że otwierając rachunek maklerski albo konto, jesteśmy ograniczeni do konkretnej grupy produktów. I gdybyśmy, na przykład, oprócz inwestycji w akcje chcieli też zagrać na surowcach, musielibyśmy zawierać umowę z innym bankiem. My skupiamy wszystkie instrumenty globalnej gospodarki na jednej platformie – mówi Maciej Jędrzejak.

Takie rozwiązanie istniało już 20 lat temu, ale wtedy korzystały z niego głównie banki inwestycyjne. – Teraz może się nim posłużyć przeciętny Schmidt, Jones czy Kowalski, z nie do końca przeciętnym kontem – dodaje.

Altruizm? W przypadku banku chodzi o zimną kalkulację. Już blisko 25 proc. aktywów w zarządzaniu Saxo Bank pochodzi z tego regionu Europy. A wartość aktywów polskich klientów stale rośnie. Na koniec 2011 r., w stosunku do poprzedniego roku, był to skok o 93 proc.

Klucz do bram tego banku jest wart 10 tys. dol. (tyle wynosi minimalna kwota wpłaty). Sam klucz jednak na niewiele się zda. Bo, jak przekonują w Saxo Bank, każda działalność inwestycyjna powinna posiadać zdroworozsądkowy margines. Dlatego, by w pełni korzystać z oferty banku, trzeba mieć na start około 100 tys. dol.

Pierwszy krok to oczywiście podpisanie umowy. Później, gdy klient przeleje środki, na jego komputerze zostaje zainstalowana platforma z narzędziami do poruszania się po globalnym rynku. W tym momencie zaczyna podejmować samodzielne decyzje. Siedząc na przykład w wilii w Konstancinie, może zainwestować w rynek południowoafrykański. Bo na przykład chce postawić na tamtejszy przemysł wydobywczy. – Wybieram więc takie spółki z giełdy w Johannesburgu, a jednocześnie sprzedaję akcje technologicznej spółki notowanej w Ameryce – podaje przykład Jędrzejak.

Mit debiutanta

Czy polscy klienci Saxo Bank wyróżniają się czymś szczególnym? Odpowiedź brzmi: tak. Jesteśmy bardzo skoncentrowani na rynku walutowym i na produktach opartych na kontraktach różnicowych, czyli CFD. Wiele osób bazuje na relacji euro do dolara. To rynek bardzo lubiany przez spekulantów, głównie za swoją płynność. Spekulantów rozumianych jednak zgodnie z definicją sięgającą okresu międzywojennego. Czyli osoby, które kupują tanio, a sprzedają drogo.

Stara szkoła bankowości bazuje 
na czysto pragmatycznym podejściu: to klienci płacą nasze pensje. Musimy więc dbać o to, by nam zaufali.

Jesteśmy też bez porównania ostrożniejszymi inwestorami niż Azjaci i, co już mniej oczywiste, Czesi. – Nasi klienci szukają pomysłów głównie na rynku azjatyckim. I nic dziwnego, bo Europa na jego tle jest skostniała. To skansen. Również w zestawieniu z rachityczną dziś giełdą w Stanach Zjednoczonych rynek azjatycki i tamtejsze spółki rozwijają się bardzo agresywnie. Nie skupiamy się również na warszawskiej giełdzie. Nie dlatego, że nie ma przed nią perspektyw. Przeciwnie, jest oceniana wysoko. Jednak płynność tego rynku, z punktu widzenia globalnych graczy, jest po prostu za mała. Najwięksi polscy inwestorzy, którzy wykładają miliony euro, szukają szansy gdzie indziej – zdradza Jędrzejak. I opowiada historię jednego z klientów Saxo Banku, który w odpowiednim momencie postawił na obligacje rządowe krajów Południa. Dziś te papiery traktowane są jako produkt o bardzo wysokim ryzyku i niskiej stopie zwrotu. Jednak kupione i sprzedane w odpowiednim czasie pozwoliły osiągnąć ponadprzeciętne zyski.

Dzienne obroty światowego rynku walutowego Forex sięgają kilku bilionów dolarów amerykańskich. Rynek czynny jest 24 godz. na dobę, poza weekendami. Czyli od otwarcia giełdy w Sydney o godz. 8 rano tamtejszego czasu do zamknięcia handlu w Nowym Jorku w piątek o godzinie 17. – Dawno temu, gdy byłem jeszcze młodym dilerem, wysypiałem się tylko w weekendy. Ale to przesada. Profesjonalny trader musi być przede wszystkim zdrowy – przekonuje Maciej Jędrzejak.

W sieci popularność zdobył niedawno blog niedoszłego maklera: 3 x Forex. Autor opisuje tam trzy powody, dla których daruje sobie grę na światowym rynku. I wylicza: bo to strata zdrowia, czasu i pieniędzy. – Ten człowiek ewidentnie oczekiwał cudów. Bo inwestowanie nie ma nic wspólnego z hazardem. To przede wszystkim ciężka praca nad sobą połączona z odkrywaniem wewnętrznych pokładów cierpliwości – przekonuje Jędrzejak. I być może dlatego statystyki są tak bezwzględne. 95 proc. osób, które wchodzą na światowy rynek walutowy, traci na nim. – To mit, że szczęście sprzyja debiutantom. Nikt nie przeżyje skoku na główkę do pustego basenu.

– Kiedyś zrywałem się bladym świtem i śledziłem doniesienia międzynarodowych stacji telewizyjnych. Patrzyłem na paski, na notowania. Ale tak można przetrwać góra kilka miesięcy. I skończyć w szpitalu z zawałem serca. Choć gwarantuję, że nie są to najgorsze scenariusze, jakie widziałem w tej branży – mówi prezes Saxo Bank Polska. On miał w życiu sporo szczęścia. Trafił na tradera, który doświadczenie zdobywał na twardym amerykańskim rynku. Ten człowiek powiedział mu: rynek jest i będzie. Okazje na rynku – też. Nie daj się zwariować!

Niektórzy wypijają hektolitry napojów energetyzujących. Inni po godzinach szaleją w sportach ekstremalnych, by dać upust nagromadzonym emocjom. Są i tacy, którzy się zagalopowali. Takich historii w tym środowisku, niestety, nie brakuje. – Ja znalazłem oparcie w rodzinie i pasjach. Raz na pół roku staram się przełączyć na tryb wakacyjny. Ale nawet wtedy muszę dbać o swoich klientów, o firmę – opowiada Maciej Jędrzejak. I wspomina, jak kiedyś zdarzyło mu się mieć kłopoty z zasięgiem na Dominikanie. Ten wyjazd kosztował go majątek, bo łącza internetowe są tam najdroższe na świecie. A wyjazd zbiegł się w czasie z otwieraniem placówki Saxo Banku w Polsce. Innym razem wypad z biura do raju mógł się zakończyć piekielną awanturą. Wszystko przez to, że żona zarezerwowała im miejsce w egzotycznym hotelu. Obiekt słynął z tego, że przebywający tam biznesmeni mogli odpocząć od natłoku informacji, od pracy. Krótko mówiąc, hotel dbał o to, by goście byli poza zasięgiem. – Pacyfik, cisza. Lazur miesza się z błękitem. A ja zacząłem pobyt od walki z menedżerem hotelu, by udostępnił mi Wi-Fi. Dopiąłem swego, ale patrzono na mnie trochę jak na wariata – wspomina ze śmiechem.

(Nie) być jak Gekko

Czy w tym biznesie obowiązują zasady? „Rekiny finansjery", francuski film z 1958 r., porusza ten temat. A Olivier Stone blisko 30 lat później w „Wall Street" nie pozostawia już złudzeń: ten świat nie ma zasad. Michael Douglas jako Gordon Gekko jest zimny, wyrachowany i bezwzględny. – OK, te filmy po części opierają się na faktach. Ale maklerzy i finansiści nie są złem wcielonym. Nie każdy jest jak Gekko – protestuje Jędrzejak. Bardzo dba o swój kręgosłup moralny. Są zachowania, na które nigdy by sobie nie pozwolił. Chociażby relacje między bankierem a klientem. Ktoś słaby moralnie będzie myślał o jednej transakcji obliczonej na wielki zysk w krótkim czasie. Takiego bankiera nie interesuje, czy klient przetrwa. – Tymczasem stara szkoła bankowości bazuje na czysto pragmatycznym podejściu: to klienci płacą nasze pensje. Musimy więc dbać o to, by nam zaufali – mówi. I pokazuje swój wizytownik: – To jest mój osobisty sukces. Nie brakuje w nim wizytówek, które dostałem jeszcze w 1996 r. Do dziś w każdej chwili mogę wybrać numer starego klienta bez obawy, że rzuci słuchawką.

Wszystkie fazy księżyca

Maciej Jędrzejak w Szkole Głównej Handlowej doktoryzował się z Forexu. – Wtedy wydawało mi się, że odnajdę Świętego Graala. Że uda mi się stworzyć narzędzie, które w pełni zautomatyzuje proces zawierania transakcji. Marzyłem, że w przerwie między kolejnymi podróżami, gdzieś pod palmami, będę klikał zlecenia w telefonie – wspomina.

Szukał więc niestrudzenie związku między giełdą a... fazami księżyca. Profesorowie pytali, czy wszystko z nim w porządku. Przypominali, że jest na uczelni ekonomicznej. – A ja chciałem udowodnić, że fazy księżyca wpływają na nasz nastrój, a w konsekwencji na zachowanie. Wychodziłem z założenia, że działaniami rynkowymi steruje psychologia – mówi.

I tak dochodzimy do sedna tego fachu: jeśli pierwsza transakcja na giełdzie jest ze stratą, podobnie kolejna, to lepiej się wstrzymać. W wielu bankach obowiązuje niepisana zasada, że gdy trader ma kłopoty, robi sobie przerwę na lunch, kawę. Cokolwiek. W tym czasie nikt nie każe mu zawierać transakcji.

Jędrzejak stara się integrować środowisko inwestorów. Na wzór dilerów, którzy w Polsce trzymają się razem. Przez pewien czas był nawet zwyczaj, że spotykali się raz w miesiącu w klubie. I gdy któryś tracił pracę, to zamiast wysyłać CV, prościej było pójść na takie spotkanie. Koledzy nigdy nie zostawiali człowieka na lodzie. Dlatego teraz, jako prezes Saxo Banku, chce stworzyć podobne miejsce dla klientów, profesjonalnych traderów. Tak by mogli wymieniać się doświadczeniami. Takie rozwiązanie sprawdza się w Moskwie. Wokół tamtejszej placówki Saxo Banku skupili się inwestorzy. Już nie przeciętni Rosjanie, ale jeszcze nie oligarchowie. Mają zaprzyjaźniony lokal, w którym prowadzą bogate towarzyskie życie. Ci najlepsi są w Rosji celebrytami. Mają nawet swoje programy na Rossija 24.

Od kiedy na świecie pojawił się syn, Maciej Jędrzejak nie lubi zostawać w pracy po godzinach. Tym bardziej, gdy chłopiec poszedł do szkoły. Choć z