Piękni, nowi, czterdziestoletni

Wiesz już sporo o sobie i o świecie? Czujesz energię, dobrze wyglądasz, potrafisz mówić „nie"? To może oznaczać, że masz 40 lat!

„Nie mam pojęcia, jak do tego doszło". Taki wpis na portalu społecznościowym zamieścił aktor Maciej Stuhr (tylko w ostatnich miesiącach weszły dwa filmy z jego udziałem: „Excentrycy" i „Planeta singli"). A obok zdjęcie, na którym trzyma znak drogowy z ograniczeniem prędkości do 40 kilometrów. Minę ma nietęgą. Jest to jednak kolejna kreacja, puszczenie oka w reakcji na tzw. zmianę kodu. Aktor bowiem ma temat przepracowany. Wcześniej wyznał w jednym z wywiadów, że miniony rok był jednym z najtrudniejszych w jego życiu. Pracował 350 dni, po kilkanaście godzin, na pięciu planach i w teatrze. Rzucił palenie, trenuje, próbuje wrócić do formy. Na czterdziestkę zrobił sobie prezent: zaczął nowy etap, wziął drugi ślub. Twierdzi, że w wieku 40 lat ma większą wiarę w życie...

Dziewczyny i chłopcy

Czterdziestka to nowy trend. Dowód? Osoby rozpoznawalne, z gwiazdami na czele, coraz chętniej opowiadają o tym, że oto właśnie zmieniły kod na czwórkę z przodu. Modne stało się przeprowadzanie z tej okazji życiowego bilansu, najlepiej w okładkowym wywiadzie. Tak było z wokalistką Justyną Steczkowską czy aktorkami Joanną Brodzik i Małgorzatą Kożuchowską. Aktorka i reżyserka Maria Seweryn przed czterdziestką zrewolucjonizowała swoje życie: weszła w nowy związek (szeroko komentowany przez prasę bulwarową) i zaszła w trzecią ciążę. Czwórkę z przodu mają: Agnieszka Dygant, Joanna Orleańska, Katarzyna Bujakiewicz. Okrągłe urodziny obchodzą też aktorzy Krystian Wieczorek i Jan Wieczorkowski, wydawałoby się – wieczni chłopcy. Zdobywcy Oscarów, Leonardo DiCaprio i Bradley Cooper, skądinąd złoci chłopcy Hollywood, też niedawno zostali 40–latkami.

Dawniej symbolem tego wieku był inżynier Karwowski z kultowego serialu „Czterdziestolatek". Czytaj: człowiek stateczny, posiadający rodzinę i koniecznie tzw. kryzys wieku średniego. Określenie „wiek balzakowski" (za słownikiem PWN) dotyczyło kiedyś każdej 40–letniej kobiety. Teraz jubilaci często po raz pierwszy zostają rodzicami, wkładają obszarpane dżinsy (mimo wysokich stanowisk), robią tatuaż, uprawiają ryzykowne sporty. W mediach pełno jest rankingów pod hasłem: „Najseksowniejsze gwiazdy po czterdziestce" i „Dwadzieścia gwiazd, które urodziły dziecko po czterdziestce", „Założyli biznes po czterdziestce i odnieśli sukces". Czym zatem jest nowa czterdziestka? Dla społeczeństwa, mediów, a nawet przemysłu? Co zmieniło się w jej postrzeganiu?

– Faktycznie, granica przesunęła się na pewno o 10, a nie wiem, czy nawet nie o 20 lat do przodu. Między innymi dlatego, że w pewne stabilizacje wchodzimy z opóźnieniem: małżeństwo, dzieci, własne M – mówi psycholog i trenerka biznesu Anna Kędzierska (po czym, niepytana, podaje z dumą swój wiek: 42 lata). – Tendencję tę widać przede wszystkim w dużych miastach. Żyjemy w totalnie innych czasach. Od dzieciństwa mamy więcej możliwości rozwoju, nauki, doświadczania rzeczywistości i smakowania świata. Współczesny 40–latek nie ma czasu na siedzenie przed telewizorem. Po pierwsze, szkoda mu czasu, a po drugie, to nie jest w modzie! W średniowieczu przeciętna długość życia wynosiła 40 lat. My dziś mamy w tym wieku jeszcze połowę życia przed sobą.

Ciekawość

Mecenas dr Beata Gessel–Kalinowska vel Kalisz, ekspertka w dziedzinie arbitrażu, transakcji fuzji i przejęć oraz prawa handlowego, założycielka kancelarii Gessel, żartuje, że prowadzi trzy życia. Polskie, brytyjskie i francuskie. W Oksfordzie od niedawna mieszka. Prowadzi badania naukowe nad systemem prawa polskiego i brytyjskiego. Została też członkiem arbitrażowego sądu międzynarodowego w Paryżu i jeździ tam co dwa tygodnie. A do Warszawy wpada co miesiąc, na parę dni i przy okazji nie omija Tatr. Energią mogłaby obdzielić niejednego nastolatka. Po czterdziestce zrobiła doktorat, a z okazji pięćdziesiątki – zaczęła habilitację. – Wyjazd do Oksfordu przygotowywałam od kilku lat, rozmawiałam o tym ze wspólnikami – opowiada. – W Anglii, w bazie danych, na hasło „sprzedaż udziałów" wyskakuje kilkaset wyroków, w Polsce zaledwie kilkanaście. Dlatego wyniki moich analiz są ciekawe nie tylko dla mnie, ale i dla całej kancelarii. Wiedza, którą zdobywam, pomaga mi też lepiej pełnić funkcję arbitra.

Podczas czterdziestki była tak rozpędzona, że nie miała specjalnych przemyśleń. – A teraz nagle mnie oświeciło, że nadeszła najlepsza dekada w moim życiu! Patrzę na nie z dystansem, pewnym bagażem doświadczeń. Mam pewność siebie, jakiej nie miałam nigdy wcześniej, a jednocześnie jestem w pełni sił. Nadal chodzę po górach, uprawiam sporty, cieszę się życiem. Jak będzie w kolejnej dekadzie? Proszę do mnie zadzwonić – śmieje się mecenas. Jej zdaniem dokonała się duża zmiana pokoleniowa w postrzeganiu czterdziestolatków. – Punkt ciężkości się przesuwa. 40–latka nie jest już matroną z chustką na głowie. W moim przypadku ciekawość życia sprawia, że czuję się młoda. To ona zawiodła mnie do Oxfordu. Zawsze mnie ciekawiło, co jest za miedzą. I za kolejną też.

Świadomość

Dla wokalistki, autorki tekstów i muzyki Natalii Kukulskiej to ważny rok. Jubileuszowy: 40. urodziny, 30 lat od dziecięcego debiutu fonograficznego oraz 20 od dorosłego. – Największym prezentem będzie mój koncert urodzinowy w warszawskiej Stodole, a także nowa płyta, nad którą pracujemy razem z mężem i muzykami. Tuż po moich urodzinach zaszyjemy się w studiu nagraniowym w górach. Dzieci zostaną w domu, z babcią – opowiada.

Przed trzydziestką miała poczucie, że oto skończyło się bycie dziewczyną. – A teraz wiem, że nadchodzi czas pełni mojego życia! Dojrzewam do tego, aby nie patrzeć na siebie przez pryzmat wieku, choć przyznam, że pojawiają się pewne pytania: co dalej? Obserwuję przyjaciółki, które mają po 50 lat, i to nie są starsze panie, tylko dziewczyny... Choć czterdziestka z perspektywy moich dzieci to wciąż dużo – śmieje się artystka. Wspomina ojca, kompozytora Jarosława Kukulskiego, który wrócił kiedyś ze szkolnego zjazdu przerażony. Koledzy z klasy zachowywali się jak starcy. – Myślę, że w przypadku artysty, który nie popada w rutynę, tylko ciągle pobudza się do wysiłku, to działa odmładzająco. W mojej branży panie wyglądają młodziej także dzięki zabiegom estetycznym. Ja z nich nie korzystam, bo nie mam w sobie zgody na sztuczne zatrzymywaniu czasu. Mnie bardziej chodzi o postawę w życiu: o pracę nad sobą i rozwój, o to, żeby nie zwapnieć.

Kukulska świadomie wycofała się z pierwszego planu. Jej twórczość ewoluowała, nie jest masowa. – Po wydaniu pierwszej płyty byłam w euforii, wpadłam w wir. Trasy, programy, wywiady? – proszę bardzo. Kilka dni temu odmówiłam pojawienia się na okładce znanego magazynu z córką. Dziennikarka zapewniała, że ludzie na to czekają, ale ja nie żyję dla oczekiwań innych. Moja droga jest coraz bardziej świadoma. Najważniejsze są rodzina i tworzenie muzyki. Pracuję na zaufanie publiczności. Opowiadanie o prywatności nie wypełni sal koncertowych – dodaje. Nie chce odcinać kuponów. – Mogłabym ruszyć w trasę z największymi przebojami, swoimi albo mamy. To dałoby, nie bójmy się tego powiedzieć, szybki pieniądz. Ale nie sprawi mi satysfakcji. Pewnie, że miewam szare myśli, kryzysy. Zastanawiam się, czy podołam. Ale kiedy zaczynam tworzyć, czuję, że to cel mojego życia.

Bezpieczeństwo

– Dla mnie razem z czterdziestką zaczął się etap, w którym przestałem żyć z dnia na dzień – mówi Dariusz Brzeziński, szef firmy Fit and eat, trener gwiazd i dietetyk, wielokrotny mistrz Polski w kulturystyce i fitnessie, razem z żoną Joanną autor programu „Brzezińscy trenują". – Jestem spokojniejszy, nawet przy prowadzeniu auta. Kiedyś kochałem sportowe, teraz wolę wygodne i bezpieczne terenówki. Przed czterdziestką podjąłem z żoną decyzję o tym, że wyprowadzimy się z miasta. Mieszkamy nad Zalewem Zegrzyńskim, tutaj się regenerujemy i wychowujemy dzieci.

Brzeziński został pierwszy raz ojcem w wieku 24 lat (ma dziś dorosłą córkę), a po raz trzeci – przed rokiem. – Rodzina jest moją motywacją. Nie mam czasu na zatrzymanie. Nadal czuję się silny. Jako tata zyskałem jednak więcej cierpliwości, dystansu i zrozumienia. Lepiej zarządzam czasem. Wożę średniego syna na akrobatykę, a kiedy on trenuje, biegam po okolicy.

Niedawno pojawił się u niego klient. 40 lat, 130 kg. „Muszę się za siebie wziąć, źle się odżywiam, syn na mnie patrzy, daję mu zły przykład". – Takich ludzi szanuję! Nigdy nie jest za późno na zmianę – przekonuje Dariusz. – Czterdziestka to czas, kiedy możemy wyglądać najlepiej. Spójrzmy na gwiazdy. Halle Berry, która ma cukrzycę, wygląda zjawiskowo. Jest tylko jeden warunek: trzeba o siebie zadbać kompleksowo. Tak jak ona.

Brzeziński jako trener przygotowuje wielu aktorów, m.in. Borysa Szyca do roli w filmie „Wojna polsko–ruska" czy Pawła Małaszyńskiego do serialu „Misja Afganistan". Pracował też dwa razy z polską kadrą triatlonistów. Wyzwania dają mu życiowy napęd, nie pozwalają zgnuśnieć. – W biznesie czterdziestka jest błogosławieństwem – dodaje. – Dzięki wieloletniej obserwacji klientów zyskujesz doświadczenie i nie popełniasz tych samych błędów. Jedynym kryterium, które nas wyklucza, jest niemoc, ciężka choroba, ale nigdy wiek!

Dystans

Kiedy aktorka, choreograf, reżyser dźwięku Anna Iberszer miała 30 lat, jej kariera nabrała tempa: grała w spektaklach (w Teatrze Narodowym i u Krystyny Jandy), serialach, tańczyła flamenco 
i tango argentyńskie, tworzyła choreografię. Podjęła współpracę 
z Institute of Democracy w Waszyngtonie, przez cztery lata jeździła na Kubę, pomagając dysydentom i tajnym organizacjom opozycyjnym. Przy okazji jednej z wypraw została aresztowana i... zabroniono jej powrotu na wyspę. – Przez ostatnie trzy lata wychowywałam dziecko i pracowałam mniej niż kiedyś. Kilka miesięcy przed czterdziestką miałam trudny moment. Skończyłam grać w spektaklu i w serialu „Ranczo". Przez moment czułam, że to może być koniec mojej działalności artystycznej. Po czterdziestce ciężej zdobyć rolę. Co dalej? – przyznaje. Ania rozmawiała o swoich rozterkach z mężem, aktorem Tomaszem Drabkiem. – On „przechodził" czterdziestkę trzy lata temu. Miał ponure myśli, ale w dniu urodzin zrozumiał, że odtąd już niczego nie musi. Udowodnił sobie tak wiele, że teraz chce żyć po swojemu. To pomogło także mnie – dodaje. Wkrótce niemal w jednym momencie dostała trzy propozycje. Trasa flamenco, praca nad dwoma spektaklami: premiery w tym roku.

Zawsze była typem prymuski. Najlepsze oceny, stypendia. – Ale dotykał mnie strach, że coś może nie wyjść. To zaczęło mi doskwierać na scenie. A przecież sztuka musi być wolna od troski o osąd innych! Przez lata jednak, także dzięki pomocy psychologów, udało mi się przepracować problem nadmiernej ambicji. Już wiem, że ona potrafi być killerem sukcesu!

Wspomina moment, kiedy koleżanka artys