Perfect storm

Oczywiście, że w życiu trzeba mieć szczęście. pechowcy osiągają niewiele. Ale szczęściu trzeba umieć pomóc. bo ono naprawdę sprzyja lepszym.

Amerykanie mają takie wyrażenie – „perfect storm". To sytuacja, w której w jednym miejscu i jednym czasie zbiegają się rozmaite czynniki, które z punktu widzenia rachunku prawdopodobieństwa zbiec się nigdy nie powinny. Takim perfekcyjnym sztormem w historii Polski był np. rok 1989.

Wielu moich znajomych uważa, że sukces w biznesie czy mediach to taki właśnie perfekcyjny sztorm. Trzeba mieć znajomości, trzeba mieć wykształcenie, trzeba wreszcie mieć szczęście. Sam opowiadam, że w „Gazecie Wyborczej" zacząłem pracować 23 lata temu dzięki mojemu psu, który na spacerze zaprowadził mnie do powstającej właśnie redakcji. Często wmawiamy sobie, że nie odnieśliśmy sukcesu, bo nie znamy odpowiedniej osoby albo nie mamy rodziców, którzy nam na początku pomogli, albo nie mieliśmy tego jednego łutu szczęścia. To przeważnie nie jest jednak cała prawda.

W rzeczywistości, by odnieść sukces, musimy sobie przede wszystkim pomóc sami. Szczęście jest tu bardzo przydatne, ale – jak pisze w tym numerze „Sukcesu" Krzysztof Jendrzejczak – równie ważne są samozaparcie, żelazna wola i wiara w samego siebie. Taki był Steve Jobs, tacy są Julia Marcell i Andrzej Grabowski, z którymi w tym numerze rozmawiamy. Taki jest Jonathan Ive – człowiek, dzięki któremu iPhone i iPad wyglądają, i taki też jest prezes T-Mobile Miroslav Rakowski.

Sam opisuję w tym numerze po raz pierwszy ujawnianą w pełni i prawdziwą operację wyciągnięcia przez polski wywiad oficerów CIA z Iraku w 1990 r. Bohaterów tej nieprawdopodobnej historii wbrew pozorom z Marcell, Rakowskim, Grabowskim, Ive'em i innymi bohaterami tekstów w tym numerze „Sukcesu" wiele łączy – wszyscy oni bardzo ciężko pracowali na to, by wokół nich wytworzył się ów perfekcyjny sztorm.