Oto historie prawdziwe. Niestety

Kiedyś o takiej akcji nie wiedzielibyśmy nic przez wiele lat. Dziś dostajemy film, który powstał w ciągu dwóch lat po zdarzeniu. W ścisłej współpracy z jego decydentami i uczestnikami.

Wszystkie filmy, które dziś prezentuję, opisują rzeczywistość. Pierwszy z nich jest niemal zapisem dokumentalnym. „Wróg numer jeden" opowiada o młodej oficer CIA, która przez lata ściga Osamę bin Ladena. Ostatnie pół godziny to szczegółowy, niemal fotograficzny opis ataku komandosów na dom Osamy w Pakistanie dwa lata temu.

Oczywiście nie wszystko jest tu prawdą – nawet główna bohaterka jest postacią stworzoną z kilku prawdziwych szpiegów. Ale niemal wszystko w tym filmie zdarzyło się naprawdę – opis morderczego zamachu potrójnego agenta Al-Kaidy na bazę CIA w Afganistanie jest odtworzony co do każdego gestu i kroku na podstawie zeznań tych, którzy ów zamach przeżyli.

„Gangster Squad" też opowiada prawdziwą historię kilku policjantów, którzy w opanowanym przez mafię Los Angeles lat 40. postanowili wziąć sprawy we własne ręce – za cichym przyzwoleniem komendanta policji. Fani Ryana Goslinga będą jak zwykle zachwyceni, ale są tu też Josh Brolin, Nick Nolte, a przede wszystkim Sean Penn. No i jak już jest normą w amerykańskim kinie – przepięknie odwzorowane garnitury z tamtych czasów.

„Newsroom" jest dziełem mojego ulubionego twórcy telewizyjnego w USA Aarona Sorkina (tego od „Prezydenckiego pokera"). Opowiada o fikcyjnym dzienniku telewizyjnym w fikcyjnej stacji TV w USA. Jest bardzo prawdziwym, choć oczywiście przejaskrawionym obrazem dzisiejszych mediów. Na szczęście dla nas, dziennikarzy, Sorkin nas lubi, więc i jego ocena jest, choć surowa, to jednocześnie empatyczna i nieco romantyczna. I bardzo dobrze.

Ostatni film, który polecam na lipcowe wieczory, nie jest ani romantyczny, ani empatyczny. Jest to wręcz zachęta co najmniej do upicia się do nieprzytomności po to, by zapomnieć o otaczającym nas świecie.

„Drogówka" Wojciecha Smarzowskiego opowiada o grupie policjantów z Warszawy, na co dzień zajmujących się łapaniem zbyt szybko jadących kierowców. Powiedzieć, że nie są aniołami, to mało – są skorumpowani i aroganccy, a łamanie prawa to dla nich żaden problem. Fragment o zabezpieczeniu pielgrzymki, a raczej o powrocie z niej, jest tak straszny, 
że naprawdę chcę, by był zupełnie nieprawdziwy.

Życie policjantów się skomplikuje, gdy jeden z nich zostanie zamordowany, a sprawą zajmie się wydział kontroli wewnętrznej. Jak zwykle u Smarzowskiego scenariusz jest ostry jak brzytwa, a Bartłomiej Topa gra główną rolę lepiej niż połowa hollywoodzkich gwiazd razem wziętych. No i fantastyczny Eryk Lubos, który zagrał tak, że jego postać przez większą część filmu szczerze nienawidziłem, bo pokochać ją w ostatniej scenie.

Czy „Drogówka" to obraz prawdziwy? Częściowo na pewno tak. Dla nas wszystkich będzie lepiej, jeśli to jednak część niewielka.