Odważni i romantyczni

– Bez wrażliwości ludzie będą pracować dobrze. Ale nie świetnie. Nie będzie zapierających dech w piersiach prezentacji, zaskakujących klienta pomysłów i trudnych rozmów, z których urodzi się nowe. Bez wrażliwości w biznesie nie widzę możliwości uzyskania wspaniałych efektów pracy – przekonuje psycholog i trenerka Joanna Chmura.

Dlaczego „robienie biznesu" nie kojarzy się z wrażliwością?

Kusi mnie, by zażartować i odpowiedzieć, że to... pomyłka poznawcza. Przecież biznes jest wrażliwością!

Jak to?

Gdybyśmy mieli zdefiniować wrażliwość, to składałyby się na nią trzy elementy. Po pierwsze – radzenie sobie z niepewnością, po drugie – podejmowanie ryzyka, i po trzecie – wystawienie się na działanie emocji. Przecież niemal to samo dzieje każdego dnia w biznesie.

Wrażliwość bardziej kojarzy się ze sztuką...

To dlatego, że trudno ją zmierzyć, więc biznes nie mógł jej w naturalny sposób włączyć w swoje realia. Żeby coś nas przekonało, musimy to osadzić w języku, nadać ramy, definicję, która do nas przemówi. Na szczęście psychologia to właśnie taki język i wreszcie pokazujemy światu, że wrażliwość ma sens. W biznesie również.

Czyli można połączyć wrażliwość z biznesem i w dodatku mieć z tego zysk?

Oczywiście, już mamy przykłady takich autentycznych biznesów. Choćby Jessica Alba, znana hollywoodzka autorka. Przed kilku laty została mamą i stała się bardzo czujna na to, co otacza jej dziecko. Chciała je przede wszystkim chronić od złego. Zauważyła, że środki chemiczne, pieluszki, pokarm mogą być toksyczne. A produkty, które sprzedają się jako numer jeden, bezpieczne nie są. Zaczęła gromadzić wiedzę, by mądrze wybierać. Po pewnym czasie doszła jednak do wniosku, że jako matka nie powinna mieć wątpliwości co do rzeczy, które podaje swoim dzieciom. Postanowiła więc, że założy firmę, w której wszystko będzie transparentne, szczere, nieszkodliwe, a do tego estetyczne. Nazwała firmę Honest (z ang. szczery). Wiedziała, że nie zna się na wielu rzeczach, w tym na prowadzeniu firmy. Zaczęła więc zapraszać ekspertów z różnych dziedzin do współtworzenia Honest i dalej się uczyła. W wywiadach podkreśla, że początki były trudne. Również dlatego, że niewiele osób traktowało ją poważnie. Wiara w sens tego, co robi, odwaga, a także ogromna chęć rozwoju połączona z pokorą i otwartością na krytykę zaprowadziły ją na tegoroczną okładkę magazynu „Forbes" z tytułem „America's richest self–made Women".  Również w Polsce pojawia się coraz więcej publikacji o budowaniu autentycznego biznesu – chociażby najnowsza publikacja Anny Piwowarskiej „Autentyczność przyciąga".

Dlaczego dzieje się tak właśnie teraz?

Mamy do czynienia z kryzysem na rynku szkoleń. Krążenie wokół potrzeby zwiększenia w pracownikach zaangażowania, elastyczności, innowacyjności i kreatywności, budowania zaufania, chęci korzystania z informacji zwrotnej. To wszystko okazuje się... bezcelowe. Nie uda się tego załatwić w jeden, dwa dni warsztatowe, jak sobie życzą tego działy HR i menedżerowie. Bo brak zaangażowania, niska motywacja, niewychodzenie z pomysłami czy strach przed udzielaniem informacji zwrotnej mają swoje przyczyny – i nie jest to wcale brak umiejętności. Tylko praca z przyczynami, a nie objawami zewnętrznymi, daje szansę na zmianę. Do tego jednak potrzebne są właśnie wrażliwość, odwaga. I trochę czasu.

Nieco więcej niż cztery godziny w miejscu pracy?

O wiele więcej!

Ludzie nie chcą już uczyć się tego, jacy mają być? Wolą wiedzieć, jak ze swoją wrażliwością stać się lepszym pracownikiem?

Tak właśnie jest. Czeka nas nowy etap w branży szkoleniowej. Pracownicy, zespoły i całe przedsiębiorstwa miały już wszystko, więc szukamy czegoś nowego, skutecznego – tak mówi wiele firm, z którymi współpracuję. Rozumiem tę potrzebę, bo stymulowanie rozwoju musi wykraczać poza to, co znane. Tyle tylko że do tej pory szukaliśmy tych bodźców „na zewnątrz". Taka droga daje oczywiście „jakieś" efekty, na „jakiś" czas. Jeśli jednak chodzi nam o naprawdę dobre efekty, to przyszedł czas na rozwój tego, co jest w nas.

Ludzie wrażliwi mają dosyć wyśrubowanych oczekiwań?

Wszyscy jesteśmy wrażliwi i – na szczęście – rośnie w nas samoświadomość. Ciągnie nas do autentyczności i życia w zgodzie ze sobą, z tym, co jest istotne, a co nie jest. Ciągnie nas, bo chcemy być blisko tego, co rozumiemy i przy czym czujemy się bezpiecznie. W biznesie – tym bardziej. Lubimy autentycznych klientów, opiekunów w bankach, agentów ubezpieczeniowych, prawników czy lekarzy, którzy przed nami nie udają. Mówią prawdę i możemy na nich polegać. Niedawno uczestnicy warsztatów powiedzieli mi wprost, że produktów i systemów można się nauczyć samemu – nie trzeba wielkich szkoleń. Ale żeby mądrze pracować z kolegą czy klientem, trzeba ciągłej pracy nad sobą.

Co dla nich było wyznacznikiem autentyczności i bycia sobą w biznesie?

Przede wszystkim umiejętność otwartej i „ludzkiej", a nie biznesowej rozmowy. Ona pozwala budować zaufanie, autorytet, tworzy 
relacje. Sprawia, że ludzie chcą mieć z nami kontakt. Autentyczność to po prostu mówienie, w co się wierzy, co naprawdę myśli. 
Na kluczowe pytanie : „Po czym poznać, że ktoś jest szczerzy?", 
dostaję odpowiedź: „Nie wiem, to po prostu czuć".

Autentyczność jest niemierzalna?

Tak, a mimo wszystko wiemy, że istnieje. Biznes to relacje. Najlepiej, gdyby były autentyczne.

Koniec z pokerowymi zagraniami, twardymi negocjacjami i wprowadzaniem przeciwnika w błąd?

Według mnie – tak. Wrażliwość to źródło wszystkiego, co ważne w naszym życiu. W życiu prywatnym to początek wszystkiego, za czym tęsknimy, czyli miłości, zaufania, szczęścia, spełnienia. A w pracy? Innowacja, komunikacja, kreatywność, zaangażowanie, motywacja – wszystkie one biorą swoją siłę właśnie z wrażliwości. Bez uznania jej wartości i rozwijania osiągane w pracy efekty nie przeskoczą pewnego progu. Ludzie będą pracować dobrze, ale nie świetnie. Nie będzie zapierających dech w piersiach prezentacji, zaskakujących klienta pomysłów na usługi, gotowości wchodzenia w konflikty i trudnych rozmów, z których urodzi się nowe. Nie będzie, bo nie będziemy do końca sobą. Bez zgody biznesu na wrażliwość nie widzę możliwości uzyskania wspaniałych efektów pracy.

Tylko czy wrażliwość może być zyskowna?

Są branże, które żywią się innowacjami. Ich istnienie zależy od tego, jak bardzo kreatywni i twórczy będą ludzie. Media, farmacja, przemysł filmowy, design – wszystkie zależą od pomysłowości. Jak mieć w swoich szeregach ludzi, którzy nie boją się wychodzić poza ramy tego, co jest? To proste – trzeba stworzyć im odpowiednie środowisko pracy.

Co to znaczy: odpowiednie?

Takie, które będzie promowało wymyślanie rzeczy nietuzinkowych, w którym nie będzie wyśmiewania i oceniania (bo to jest największy zabójca innowacyjnych myśli).

Przypomina mi się Elisabeth Holmes, najmłodsza, bo 30–letnia, milionerka na świecie. Jej pomysł na biznes, który zrewolucjonizuje rynek badań krwi, wziął się z tego, że jako dziewczynka mocno przeżyła śmierć swojego wuja.

Ona także, jak niemal każdy z nas, boi się igieł. Czy może być lepszy przykład, w jaki sposób przekuć wrażliwość w siłę? Często słyszę opowieści, że ktoś kilka nocy przygotowywał na prośbę szefa prezentację nowej usługi – i zrobił to nietypowo, atrakcyjnie i merytorycznie. Szef po jej odebraniu wycedził jedynie zdawkowe „dziękuję". Czy temu pracownikowi w przyszłości będzie się chciało dawać z siebie więcej, niż musi? Rozumiem realia korporacji – wiem, że czasem tak trzeba. Chodzi tylko o klarowną informację zwrotną i o te trzy słowa więcej. Chodzi o wyjaśnienie, że „to świetne i odważne, ale być może odbiorcami są ludzie, do których trafi prezentacja w starym stylu albo ten format odciągnie uwagę od sedna, więc zostaniemy przy starym". Niech to będzie cokolwiek, co doceni wrażliwość włożoną w daną pracę i jednocześnie uzasadni konieczność zmiany.

Jakie pytania o wrażliwość powinien zadać sobie szef zespołu?

Lider zespołu powinien zacząć od pracy nad sobą. A to oznacza uruchomienie swojej wrażliwości. Ignorowanie jej powoduje, że człowiek nie jest w pełni sobą. Nie jest autentyczny, a ludzie to czują. Zespół będzie więc na tyle otwarty, na ile otwarty jest lider. Ludzie na tyle będą wychodzić z swoimi innowacyjnymi pomysłami, na ile przyzwala na to ich lider. To banalnie proste. I ogromnie trudne.

Czym grozi odrywanie się od swojej wrażliwości?

Brene Brown, najsłynniejsza amerykańska badaczka wrażliwości, autorka programu „The 
Daring Way TM", ostrzega: „Jeżeli nie nauczymy się świadomie sięgać po swoją wrażliwość– będziemy narażeni na wstyd i strach". Nie będziemy sobą, bo będziemy się bać, że ktoś odkryje naszą niekompetencję. Dlatego tak wielu ludzi, nie tylko w biznesie, chowa się za tarczą perfekcjonizmu, pracoholizmu. Albo za używkami. Dlaczego? Aby nie dać poznać otoczeniu, że coś jest dla nich trudne (a powinno być łatwe), powoduje niepokój (a przecież mamy być przebojowi, pewni siebie, radośni, którym wszystko przychodzi łatwo i szybko). W ten sposób pielęgnuje się także niefortunny trend, który już zbiera szerokie żniwo – trend nieomylności. Często na sali szkoleniowej słyszę, że „z odwagą to ja akurat nie mam problemów". Tyle tylko że odwaga rozumiana w potocznej odsłonie ma się w biznesie rzeczywiście całkiem dobrze. Ryzykowne inwestycje, negocjacje, a po godzinach – zaliczenie dystansu Ironmana, skoki spadochronowe, wspinaczka. A co z przyznaniem się do błędu, przeproszeniem zespołu za złą decyzję, pójściem po podwyżkę, zadzwonieniem do klienta po raz czwarty? Co z taką odwagą?

Czy wrażliwość człowieka robiącego interesy różni się bardzo od wrażliwości – powiedzmy – muzyka rockowego?

To ta sama wrażliwość, tylko dotyczy innych obszarów. W każdej z nich chodzi o pokazanie siebie, gdy nikt nie daje gwarancji na to, że się powiedzie. Ale uwaga! Nie chodzi tu o epatowanie łzami, wzruszenie i burze emocji. Chodzi o wartość, która w naszym środowisku będzie traktowana jako siła, a nie słabość.

To chyba największy mit dotyczący wrażliwości.

Tak. Mamy być dzielni, silni, wytrzymali. Nie możemy przyznawać się do porażek. Bzdura. Człowiek nie jest zero–jedynkowym tworem. Ma wątpliwości, dylematy, trudne decyzje do podjęcia i nie zawsze wie, co przyniesie dany wybór.

Tylko czy jesteśmy już gotowi na wrażliwość w biznesie?

No właśnie: czy chcemy mieć odważnych pracowników? Takich, którzy udzielą konstruktywnej informacji zwrotnej? Powiedzą, że coś im się nie podoba, że mają inną propozycję. Albo takich, którzy z wyrozumiałością podejdą do siebie i swoich szefów? Mam nadzieję, że odpowiedź na to pytanie brzmi – tak. Już czas.