Od zdjęcia do plotki, czyli szambo

News plotkarski wart jest każdej ceny. Czasem, żeby go zdobyć, trzeba się ostro namęczyć. Czytając na plaży kolorowe gazetki, pomyślmy więc cieplej o pracownikach tabloidów...
Czasem zaczyna się od zdjęcia. Na nim jakiś celebryta siedzi w knajpie i rozmawia z kobietą.

Fot. Michał Dembiński/East News
Jeśli patrzą na siebie i nie dają sobie otwarcie po buzi, trzeba coś dopisać. On zapewne ma ciche dni z żoną numer trzy, o miłości do której zapewniał niedawno na łamach poczytnego tygodnika.
Ona to jego wielbicielka. Jeśli kobieta jest znana – ani chybi mają romans i to, co oglądamy, to śniadanie po burzliwej nocy w sypialni.
Nawet największa hiena potrzebuje jednak potwierdzenia newsa. I tu się zaczyna kołowrót. Bywa, że trzeba udać się pod dom celebryty i siedzieć tam do skutku. Czyli do jakiegokolwiek kompromitującego momentu.
Bywa, że trzeba zapukać do drzwi. I dostać drzwiami w twarz. W desperacji można spróbować poderwać rzeczonego delikwenta na jakiejś imprezie, porozmawiać z nim szczerze po pijaku i wyciągnąć z niego, co się da. Czyli że dawno nie spał z żoną, która go nienawidzi, bo ma już kochanka, a on tak naprawdę woli chłopców i ten cały jego image Casanovy to ściema – taka wersja jest najlepsza. Jeśliby ją zdobyć, trzeba iść do łóżka z obiektem badań. Co z tego? Prawda i konieczność spłaty raty hipotecznej wymagają poświęceń.
 Zawsze dowiemy się szczegółów z jego anatomii, które mogą okazać się bezcenne w naszej „dziennikarskiej” karierze. Czasem trzeba pomęczyć znajomych domniemanej pary, bo naczelny naciska, czas goni, a kreacji własnej już nie wystarcza.
Jeśli twardo odmawiają informacji, trzeba je wymyślić. Stąd „znajomi z planu”, „przyjaciółki” czy „osoby z otoczenia”. Jeśli to za mało, sięgamy po stałych informatorów: niespełnione aktorki, celebrytki, piosenkarzy. Po przejściu wszelkich łóżek, knajp i detoksów w mieście są żądni zemsty na niedobrym szołbizie, który nie dał im sławy i pieniędzy, a jedynie płonne nadzieje i upokorzenia. Oni są źródłem cennych informacji. Za parę złotych, kilka głębszych albo zaproszenie na imprezę, na którą nikt o zdrowych zmysłach już by ich nie zaprosił, powiedzą wszystko. Dosłownie.
Co z tego, że zdobywając te informacje, trzeba się trochę upodlić? Wysłuchać żalów, a często przetransportować pijanego delikwenta pod dom albo do szpitala. News wart jest starania się o niego. Alkohol, narkotyki i upodlenie się są wpisane w zawód „dziennikarza” tabloidów. Dokładnie tak, jak umorusana węglem twarz w zawód górnika. I nie ma w tym przesady.
Kiedy już z jednego zdjęcia zrobionego w knajpie mamy news na tzw. jedynkę o skrywanym romansie dzieciatego gwiazdora serialu, alkoholika i zapewne kryptogeja, którego trzecia żona ma kochanka, z piosenkarką, którą znajomi z pracy nazywają pieszczotliwie „suką bez talentu”, możemy iść na wódkę. To realia angielskie. W książce „Cena plotki” opisane zostały bez upiększeń przez byłą tabloidową dziennikarkę.
Co do polskich realiów – wystarczy zmienić imiona, kraj i jest dokładnie tak samo. To takie samo szambo i brukowe realia. Pomyślmy o tym, czytając na plaży kolorowe gazetki.