Od jutra bazgrolę

Różnicę w zarobkach da się zauważyć. Ale ważne są teraz inne rzeczy. 
– Czuję, że robię coś fajnego, twórczego, poza tym pomagam dzieciakom. I mam czas dla siebie, dla rodziny – mówi Anna Sawa, kiedyś menedżer w wielkich firmach. 
Porzuciła korporacje na rzecz... bazgrolenia.

– Tutaj wcale nie chodzi o talent, nie ma „ładnie" czy „nieładnie", bo słoń może być różowy i mieć zieloną trąbę! – uśmiecha się Anna Sawa, kiedyś piastująca wysokie stanowiska menedżerskie w poznańskich i warszawskich korporacjach, a od kilku lat współwłaścicielka Bazgroszytu. Prywatnie i zawodowo rysuje, bazgroli, tworzy. – Kredka to najprostsza zabawka, jaką można dać dziecku. Jedne z naszych najfajniejszych wspomnień z dzieciństwa to właśnie rysowanie, prawda? No więc ja bezkarnie to robię, teraz także z moim 5,5–letnim synkiem Jaśkiem.

Tak, „od jutra"

Kutno, lata 90. Anna chodzi do liceum, uczy się prywatnie języka angielskiego. Ale ma jeszcze drugie życie. Dom kultury i grupa teatralna „Od jutra". Ania recytuje, gra w spektaklach, występuje nawet w monodramie o Emily Dickinson, przeplatanym wierszami. Bierze udział w konkursach recytatorskich.Tworzy. – Jest we mnie duch kreatywności – opowiada. – Oczywiście, jak wiele osób z grup teatralnych po cichu myślałam o studiach aktorskich, ale ostatecznie wybrałam anglistykę w Poznaniu. Moja kreatywność nie zniknęła, tylko musiałam poczekać, aby się realizować w artystycznych dziedzinach.

Poznań, kilkanaście lat temu. Anna zaczyna pracę w dużej firmie jako asystentka i tłumaczka menedżera–obcokrajowca. – Był Afrykanerem, nie mówił słowa po polsku. Wiele mnie nauczył, dał sporą wolność zawodową. Wkrótce pojechałam do RPA na trzy tygodnie, aby przyjrzeć się systemowi sprzedaży, a potem wdrożyć go w firmie w Polsce – wspomina Anna. Potem przeniosła się do Warszawy, gdzie pracowała jeszcze w kilku dużych firmach, m.in.: TVN Style oraz nc+, zawsze na wysokich menedżerskich stanowiskach. Humanistka, rozwijała się w dziedzinie marketingu i komunikacji. Odpowiadała m.in. za część produkcyjną i komunikacyjną, za kampanie radiowe, telewizyjne i internetowe. – Dużo się działo, ale miło wspominam te czasy– przyznaje.

Kredzia do zadań specjalnych

Po kilkunastu latach pracy w korporacjach powoli zaczęła dojrzewać do zmiany. Poczuła, że chciałaby pracować nieco inaczej: bardziej niezależnie, kreatywnie. No i dla siebie. Był rok 2010, w jej życiu zaczął się czas zmian i wyzwań. – Wszystko się ze sobą zbiegło, prawdziwa rewolucja życiowa – opowiada Anna z uśmiechem. – Zostałam mamą. Jednocześnie razem z moim przyjacielem Krzysztofem, jeszcze ze studiów w Poznaniu, postanowiliśmy stworzyć coś, w czym oboje będziemy mogli się wyżyć artystycznie. Pamiętam, że byłam akurat na długich wakacjach w Hiszpanii, a Krzysztof podsyłał mi pierwsze wzory Bazgroszytów, czyli kreatywnych, edukacyjnych malowanek. Postanowiłam sobie, że po powrocie z urlopu rozstanę się z firmą, w której pracowałam.

W niedługim czasie Anna i Krzysztof (ojciec trójki dzieci) stworzyli serię edukacyjnych zesztów dla dzieci – Bazgroszytów. W zamierzeniu także jako sposób spędzania wolnego czasu z rodzicami, dziadkami. Z tego małego projektu w ciągu kilku lat zrodziła się cała platforma edukacyjna dla dzieci i rodziców: nauka (liczenia, alfabetu) i materiały edukacyjne poprzez zabawę. – W Bazgroszycie mówimy: ręka rysuje, główka pracuje. Udowadniamy tym samym, że wszystkiego nauczyć się można poprzez rysowanie, nawet języka angielskiego – mówi Anna.

Aby zarazić innych pasją rysowania, Ania i Krzysztof zaczęli prowadzić akcje społeczne, charytatywnie. Stąd wzięła się ich Fundacja Mówimy Obrazami. Wkrótce nawiązali współpracę ze świetlicami, szpitalami, przedszkolami i szkołami, zwłaszcza z mniejszych, biedniejszych środowisk, czy ze Stowarzyszeniem SOS Wioski Dziecięce. – Zrobiliśmy rodzaj konkursu, w którym można było wygrać zestawy kredek dla całej grupy dzieci wraz z naszą wizytą. I, nawet nieoczekiwanie dla nas, właśnie to było najpiękniejsze doświadczenie – mówi Ania. – Przyjeżdżaliśmy z wielkim kartonem kredek i z naszymi malowankami. Zakładałam pacynki, odgrywałam bohaterkę Kredzię, żyrafę, a potem wręczaliśmy wszystkim kredki. Pamiętam radość dzieci, jak na koniec spotkania biegły się do nas przytulać. Wyjeżdżałam z tych miejsc naładowana dobrą energią, z szerokim uśmiechem na twarzy. Tak naprawdę, choć obdarowywałam je kredkami, to one dawały mi najwięcej. Ich radość wzruszała czasami do łez. Wiem, wiem, ktoś powie: „A co oni takiego robią, kredki rozdają"... Ale my dajemy przede wszystkim tym dzieciom swój czas i uwagę. I pomysł na rozmowy, długie, niespieszne.

Przekonuje, że swoimi akcjami nie leczą dzieci. Robią to inni, w profesjonalny sposób. Ich mechanizm działania jest prosty: pomagają rozkręcić wyobraźnię. A ogromna radość dzieciaków to wspaniała nagroda. Zauważyła, że każde dziecko – niezależnie od tego, czy z miasta czy ze wsi, bogate czy biedne – kiedy tylko dostaje kredki, od razu zaczyna rysować. Najbardziej kreatywnym punktem wyjścia do działania jest... pusta kartka.

Suma doświadczeń

Wolność jest cudowna, uważa Ania, zwłaszcza od kiedy została mamą. Ale jednocześnie podkreśla, że korporacja nie jest żadnym złem wcielonym, jak utrzymuje wiele osób, które rzuciły etat. Ona sama do tej pory wykorzystuje niektóre kontakty i sumę zebranych tam doświadczeń.

Kiedy skończył się jej urlop macierzyński, firma namawiała Anię, aby wróciła, na nowych warunkach. – Ale ja byłam już w innym momencie życia – relacjonuje. – Nie ma się co czarować, finansowo jest trudniej. Różnicę w zarobkach da się zauważyć. Ale ważne są teraz inne rzeczy. Czuję, że robię coś fajnego, twórczego, poza tym pomagam dzieciakom, ich rodzicom. I mam czas dla siebie, dla domu.

Kilka dni temu. Anna i jej synek Jaś siadają na podłodze w mieszkaniu, obkładają się farbami. Przez kilka godzin tworzą obrazy, a na koniec podpisują się odciskami dłoni. To ich codzienność, tak spędzają wiele wolnych chwil.

Od zawsze kocha rysować, bazgrolić, tworzyć. Teraz sobie wreszcie na to pozwala, nie tylko jako mama, ale i jako połowa „bazgroszytowego" duetu. Z pasji uczyniła pomysł na życie. Dzięki temu sama nie rozstaje się z długopisem, ołówkiem, akwarelami. Przyznaje ze śmiechem, że podbiera synowi kredki. A on po powrocie z przedszkola oczywiście od razu to zauważa i woła: 
„O, nie, mamo! Znowu są nienatemperowane! Rysowałaś!".

Dom Ani przypomina szaloną pracownię. Po całym mieszkaniu porozkładane są mazaki, plansze, malowanki. Papier jest w każdym miejscu. Tak żeby był dostępny, pod ręką. – Czasem sięgam też po akwarele – dodaje Anna. – W Bazgroszycie stworzyłam więc coś w rodzaju malowanek na specjalnym papierze, z dołączonymi farbkami akwarelowymi. Moim kolejnym celem jest malowanie olejami. Oczami wyobraźni widzę siebie przed blejtramem.

Błysk w oku

Inspiracją do pracy i tworzenia jest dla niej w dużej mierze syn Jasiek. Chłopiec najchętniej tworzy abstrakcje, nawet po kilka jednego popołudnia! – Wszystkie nasze prace opisujemy, archiwizujemy, a niektóre oprawiamy i wieszamy na ścianę – opowiada z dumą Anna. – Czasami ofiarowujemy innym na święta czy urodziny. Bo czy są fajniejsze prezenty niż te autorskie?

Jest pewna: nie chodzi o to, jak pięknie narysujemy księżniczkę, żyrafę czy drzewo. Za tym wszystkim stoi większa filozofia: 
– Nie mam pojęcia, w jakim świecie nasz syn będzie żył za 20 lat, więc na co powinniśmy go przygotować? Ale jeśli zadbamy teraz o to, żeby był otwarty na zmiany i na ludzi, żeby był kreatywny, to on sobie poradzi w każdych warunkach. Twórcze myślenie jest nam potrzebne nawet przy rozwiązywaniu codziennych problemów. Nie chodzi o to, abyśmy wszyscy byli artystami!

Jak się zmieniła przez te kilka lat, kiedy odeszła z korporacji, zaczęła twórczo żyć i pracować? – Muszę być jeszcze bardziej zdyscyplinowana – odpowiada, a po namyśle dodaje: – Ludzie, którzy znają mnie od dawna, mówią, że błyszczą mi oczy. Czuję, że jest we mnie dużo pozytywnej energii, mam na co dzień wiele frajdy! Pewnie, że zarabiam mniejsze pieniądze niż kiedyś, ale za to sama wyznaczam sobie rytm pracy. I mogę tworzyć. Bezkarnie...