Nowi klasycy prężą muskuły

Kim jest nowy polski klasyk sztuki? Doskonale radzi sobie w obiegu międzynarodowym, wystawia bez kompleksów w prestiżowych galeriach świata, dostaje propozycje kuratorowania największych artystycznych imprez.

Nowy polski klasyk wszedł w konflikt z artystyczną publicznością, co zwykle nazywa się w Polsce skandalem. Zwykle naraził się, podważając narodowe mity bądź dokonując operacji na zbiorowej pamięci historycznej. Statystycznie ma około czterdziestki, studiował na warszawskiej ASP. Jego prace są w kolekcjach londyńskiego Tate Modern lub nowojorskiego MoMA. Może coś namalować lub wyrzeźbić, ale raczej tego nie robi. Woli kręcić filmy albo realizować tzw. projekty – rodzaj sztuki, który może oznaczać robienie dosłownie wszystkiego, od instalacji z balonów, po dyskotekę. Występuje jako krytyk władzy – zarówno tej instytucjonalnej, jak i rozumianej jako opresyjna siła tradycji. Jednocześnie nowy klasyk jest owej władzy sojusznikiem i podopiecznym. Cieszy się dobrą pozycją na rynku sztuki, wspierają go publiczne instytucje kultury, wystawia w narodowych galeriach, takich jak Zachęta czy CSW Zamek Ujazdowski.

Artura Żmijewskiego i Piotra Uklańskiego łączą status nowych klasyków i zima, podczas której pokażą w Warszawie swe retrospektywy. Poza tym dzieli ich prawie wszystko. Pierwszy wierzy, że sztuka będzie zmieniać rzeczywistość, ostatnie Biennale Sztuki w Berlinie zamienił w wielką polityczną demonstrację. Drugi swoimi pracami i wypowiedziami podważa raczej skuteczność ideologii i wytrzymałość symboli. Pierwszy traktuje sztukę śmiertelnie poważnie, drugi często drażni publiczność grubym żartem. Jeden z ostatnich projektów mieszkającego w Nowym Jorku Piotra Uklańskiego polegał na przygotowaniu platformy na Paradę Puławskiego. Obok wielkiego orła zrobionego z białych balonów (bujał się w rytmie muzyki dub) Piątą Aleją jechali też Miss Polonia, weterani wojenni i harcerze śpiewający przy krzyżu. Ci ostatni mieli na platformie sztuczne ognisko i zieloną wykładzinę imitującą trawę. Śpiewali „Płonie ognisko i szumią knieje", a na brzozowym krzyżu zamiast Jezusa zawisła podobizna Matki Boskiej Częstochowskiej. Pierwszy podróżuje po świecie, tworząc cykl filmów pt. „Demokracje", dokumentujące różnorodne przejawy politycznej aktywności w przestrzeni publicznej. W ten sposób powstał zbiór krótkich dokumentów z przebiegu protestów, wieców, parad, które artysta śledził w Europie (m.in. w Polsce, msza w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie), ale również w Izraelu i na Zachodnim Brzegu Jordanu. Drugi też kręci, ale raczej przewrotny „Summer Love". Zdjęcia powstały nie na ulicach wielkich miast, ale w bezpiecznych plenerach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, a w obsadzie występują takie gwiazdy jak Val Kilmer, Bogusław Linda czy Katarzyna Figura. Film reklamowany był jako „pierwszy polski western".

Paradoksalnie łączy ich akceptacja dla zasad rynku, który rządzi światem sztuki. Dla absolwenta słynnej Kowalni jest on szansą na utrzymanie się twórców i gwarantem uniezależnienia od państwa. Tworzący na Greenpoincie Uklański związany jest z Gagosian Gallery, największą komercyjną galerią świata, która ma swoje oddziały w Paryżu, Londynie, Atenach, Rzymie, Hongkongu. Galeria reprezentuje takich tuzów jak Anselm Kiefer, Takashi Murakami, Henry Moore czy Pablo Picasso.

Zachęta, która 12 lat temu gościła „Nazistów", wysmaganych szablą przez Daniela Olbrychskiego, pokaże wystawę „Czterdzieści i cztery". Artysta nie chce odcinać kuponów, przywiezie nowe prace, w tym monumentalną tkaninę, cykl fotografii „Pornalikes" oraz instalację „Polska Über Alles". Artysta przemieni jedną z neoklasycystycznych sal Zachęty w rodzaj wielkiej macicy skonstruowanej z podwieszonych farbowanych tkanin. Powstała w ten sposób „jaskinia" posłuży jako tło dla fotografii i obrazów – między innymi z ostrużyn ołówków, ceramicznych mozaik.

Tytuł to informacja o tym, ile lat skończy artysta w trakcie trwania ekspozycji – informacja świadomie egotyczna, będąca też odniesieniem do „kryzysu wieku średniego". „Czterdzieści i cztery" jest także aluzją do słynnego poetyckiego proroctwa Adama Mickiewicza, zapowiadającego nadejście wskrzesiciela narodu.

Wystawa Artura Żmijewskiego w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski to pierwsza prezentacja jego prac po zakończeniu ważnego kuratorskiego projektu, jakim było 7. Biennale Sztuki Współczesnej w Berlinie w 2012 r. Pokaz składa się z około 50 filmów z lat 2007–2012. Porusza takie wątki jak: otwieranie sztuki na innych, rezygnacja z artystycznej jakości na rzecz współuczestnictwa, upolitycznienie kultury i polityka obywatelska oraz sztuka jako narzędzie doraźnego działania, pozbawione ambicji zajmowania sobą uwagi przyszłych pokoleń, które będą miały inne problemy do rozwiązania niż my.

Zarówno Żmijewski, jak i Uklański próbują, każdy na swój sposób, dobrać się do kondycji współczesnego człowieka. To samo robi w teatrze Maja Kleczewska. „Bracia i siostry" w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu będzie – dokonaną wspólnie z Łukaszem Chotkowskim – adaptacją „Braci Karamazow" Dostojewskiego, „Trzech sióstr" Czechowa i „Na dnie" Gorkiego. To opowieść o ludziach, którzy próbują odnaleźć się w sytuacji po katastrofie. Z resztek starego świata starają się odbudować rzeczywistość, ale do tego, co było, nie można już wrócić. Z chaosu wyłania się nowy porządek. – Ta literatura odsłania dla nas wciąż żywy, realny szczególnie w XXI w., lęk przed światem, gdzie problemem nie jest brak odpowiedzi na pytania: dlaczego i po co? Problemem jest brak pytań – twierdzą autorzy.

Piotr Uklański

Czterdzieści i cztery

Zachęta, Warszawa, do 17 lutego

Artur Żmijewski

Centrum Sztuki Współczesnej, Warszawa, do 24 lutego

Bracia i siostry, reż. Maja Kleczewska,

Teatr im. Jana Kochanowskiego, Opole, premiera 12 stycznia