Noblistka i sekretarz

Funkcja sekretarza w świecie polskiej literatury jest specyficzna. Zwłaszcza Kraków szczególnie nastrajał twórców do korzystania z ich usług.

Wojciech Zemek sprawował tę funkcję wobec Stanisława Lema, dziś zajmuje się wydawaniem twórczości autora „Solarisa". Inna sekretarz to Agnieszka Kosińska, która niedawno wydała bardzo dobrą książkę wspomnieniową „Miłosz w Krakowie". Na co dzień jest kustoszką oprowadzającą gości po mieszkaniu noblisty przy ulicy Bogusławskiego w Krakowie. Podobnie jak Zemek zajmuje się także zagranicznymi wydaniami twórczości Czesława Miłosza oraz jego pokaźnym archiwum. Jest wreszcie Michał Rusinek, wyrazisty sekretarz Wisławy Szymborskiej, którego książka „Nic zwyczajnego" trafiła właśnie do księgarń.

1 lutego mija właśnie czwarta rocznica śmierci poetki. Jej pierwsze spotkanie z Michałem Rusinkiem miało miejsce w 1996 r. Szymborska dopiero otrzymała literacką Nagrodę Nobla. On chwilę wcześniej skończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Poleciła go Teresa Walas, przyjaciółka poetki, której studentem był Rusinek.

Jak później mówiła Szymborska, był to „sekretarz od pierwszego wejrzenia". Decyzję o przyjęciu go do pracy podjęła, gdy już nie mogła sobie poradzić z setkami telefonów, które otrzymywała po Noblu. Gdy Rusinek wszedł do jej mieszkania i zobaczył rozdzwoniony aparat, wziął nożyczki i po prostu przeciął kabel. Następnie zainstalował automatyczną sekretarkę i problem się rozwiązał.

W książce „Nic zwyczajnego" można odnaleźć całą masę tego typu anegdot. Wisława Szymborska z nich słynęła. Kto nie słyszał o loteryjkach, które organizowała dla znajomych, podczas których obdarowywała bliskich cudacznymi prezentami? Albo o humorystycznych limerykach, które z namiętnością układała. Do legendy przeszło też jej uwielbienie dla boksera Andrzeja Gołoty. Zaczęło się od niewinnych żartów, a skończyło na tym, że pięściarz po jej śmierci napisał dla niej wiersz i podarował 89 róż.

Jedna z moich ulubionych anegdot to ta, w której Szymborska jechała jednym autem z Czesławem Miłoszem na pogrzeb Zbigniewa Herberta z Krakowa do Warszawy. W pewnym momencie kierowca trochę przesadził z prędkością i zatrzymała ich drogówka. Gdy policjant zajrzał przez otwartą szybę i zobaczył dwójkę noblistów, to powiedział zaskoczony: „O, pani Wisława! Pan Miłosz!". Po czym wyprostował się i powiedział: „Proszę jechać!".

W „Nic zwyczajnego" Rusinek chciał dodać głębi wizerunkowi poetki i wyjść poza obiegowe historie. Udało mu się to połowicznie. Nie jest tak szczery jak choćby Agnieszka Kosińska, która w książce „Miłosz w Krakowie" opowiedziała o prywatnym życiu starzejącego się noblisty. Sekretarz Szymborskiej nie idzie tak daleko. Szuka głębi psychologicznej za pomocą jej wierszy, które w przystępny sposób analizuje oraz poddaje interpretacjom.

„Nic zwyczajnego" to także zapis jej ostatnich lat życia, wspólnych podróży oraz najciekawszych spotkań, jakie odbyła. Rusinek przytacza dziesiątki żartobliwych sytuacji, gdy Szymborska została ku swojemu niezadowoleniu rozpoznana. Jednak bywała też rozpoznawana błędnie albo tylko jej się wydawało, że została rozpoznana... Sam Rusinek też próbuje spuścić nieco powietrze ze swojego szacownego wizerunku. Opowiada, jak nieraz popełnił gafę lub był sprawcą nieporozumień.

Ponadto książka jest bogato ilustrowana prywatnymi zdjęciami z archiwum poetki, a także zbiorami różnych humorystycznych fotografii, rysunków i wydzieranek z gazet, które kolekcjonowała.

W ostatnim czasie działalność Michała Rusinka poprzez Fundację Wisławy Szymborskiej dostarczała nadzwyczaj dużo kontrowersji i wywoływała krytyczne opinie. Padały zarzuty, że w niewłaściwy sposób podtrzymuje pamięć po zmarłej poetce. Chodziło m.in. o kontrakty promocyjne z Empikiem, a także wpuszczanie reporterów tabloidów do mieszkania poetki niedługo po jej śmierci i robienie inscenizowanych sesji zdjęciowych.

Czy „Nic nadzwyczajnego" to – jak znów powiedzieliby krytycy Rusinka – marketingowa gra wizerunkiem zmarłej poetki na indywidualny rachunek jej sekretarza? Zdaje się, że nie cel jest w tym przypadku istotny, tylko efekt. Na szczęście książka skupia się na noblistce, a nie jej pomocniku. Wydaje się, że za sprawą takich publikacji długo jeszcze nie zapomnimy o Wisławie Szymborskiej. A to, czy będziemy pamiętać Rusinka, będzie zależało już tylko od niego.

„Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej", 
Michał Rusinek