Nieczynne, bo niedziela

Nie ma pracy – źle. Jest praca – też niedobrze. Polakowi trudno dogodzić. W dobie ponaddwumilionowego bezrobocia znowu wrócił temat zakazu handlu w niedziele. Długo zastanawiałem się nad tym pomysłem, ale nie znalazłem argumentów, które przechyliłyby szalę na stronę zwolenników zakazu.

Co więcej, im dłużej myślałem, tym bardziej się denerwowałem. Bo co nam, bądź co bądź, narodowi wciąż na dorobku, dadzą zamknięte sklepy w niedziele? Dadzą nam to, że o 50 dni w roku skróci się czas ich pracy. To tak, jakby dziś zamknąć sklepy na cały lipiec i prawie trzy tygodnie sierpnia.

W wielkich i mniejszych galeriach przez zamknięte sklepy pustoszeją restauracje, bary, kina. Sprzątaczki z dnia na dzień tracą pracę, bo nie ma po kim sprzątać. Służby ochrony redukuje się do minimum, bo pracy dla nich prawie nie ma. Co się dzieje z pracownikami sklepów, skoro nie mają komu sprzedawać towaru? Specjaliści szacują, że pracę z powodu takiego rozwiązania może stracić 50 tys. osób. Czy o to chodzi tym, którzy pomysł forsują? Bo chyba nie wierzą naiwnie, że pracodawcy będą z dobrego serca utrzymywać pracowników, których nie potrzebują.

Jest też inny aspekt tej sprawy. Dlaczego pracownicy handlu mają być bardziej uprzywilejowani pod względem dni wolnych niż znaczna część społeczeństwa? I tak mają oni wolne w każde święto. A inni pracują. Teraz jeszcze dodatkowych 50 dni wolnych od pracy? A może damy wolne także piekarzom w niedzielę w nocy, tak żeby na poniedziałek rano nie musieli piec pieczywa? Może zwolnijmy energetyków z dostarczania ciepła w niedziele. Dajmy wolne kolejarzom, kierowcom autobusów, farmaceutom pracującym w aptekach dyżurujących w niedziele i święta. Wyślijmy na wolne pilotów, taksówkarzy. Dajmy odpoczywać zimą w niedziele kierowcom solarek i pługów. Niech śnieg zalega na drogach. Przyznajmy dzień wolny policjantom i żołnierzom. Przecież jak wszyscy mają wolne, to złodzieje i bandyci także będą spali. Zgaśmy światło na ulicach, bo przecież nikt nie będzie pracował. Szkoda więc, by latarnie na darmo się paliły. Siądźmy wszyscy w domu i włączmy telewizory. Lepiej jednak nie. Bo i tak nic nie zobaczymy. Dlaczego dziennikarze mają pracować, skoro inni mają wolne? Spieszę uświadomić wszystkim, że kiedy większość w święta po obiedzie zasiada przed telewizorem, ktoś tam w tym „telewizorze" musi pracować. Gdy pierwszego dnia po wolnym idziemy kupić w kiosku gazetę, zdajmy sobie sprawę z tego, że dzień wcześniej, w niedzielę, ktoś tę gazetę musiał zredagować i ciężko pracował.

Wracam więc do pytania pierwotnego: dlaczego jakąś grupę zawodową chcemy uczynić bardziej uprzywilejowaną niż inne? A może staramy się na siłę ich uszczęśliwić? Może pracownicy handlu wcale nie są tak uciemiężeni, jak to niektórzy przedstawiają. Czasy, w których odgórnie decydowano, kiedy mamy pracować, a kiedy odpoczywać, słusznie już minęły. Po ćwierćwieczu od tego momentu nie wszyscy jeszcze chyba sobie to uświadomili.