Nic na później

W październikowym numerze „Sukcesu”, znajdziecie i radość życia, i dojrzałą refleksję. Nasi bohaterowie to ludzie sukcesu – w dobrym tego słowa znaczeniu.
Gdy pojawiła się po raz pierwszy w towarzystwie, była cicha. Skryta, rzadko kiedy zabierała głos. Głównie słuchała. Wyróżniała ją uroda. Klasyczne rysy twarzy, długi, jasny warkocz.


Zdjęcie: Michał Dembiński
Sweter, czasem dwa różne pantofle, które dziwnym trafem trafiały na jej stopy. Albo kostium kąpielowy spinany agrafkami, inaczej zbyt luźne ramiączka zsunęłyby się na basenie w Victorii. To powierzchowność, która i tak niewiele ją obchodziła. Mogła się podobać albo nie. Nikt nie pozostawał jednak wobec niej obojętny. To dziwne, ale w czasach, gdy najlepszy przyjaciel podkładał świnię, ona – jak wspominają jej znajomi – nie miała wrogów. Skupiała na sobie spojrzenia mężczyzn – tych starszych i młodszych od siebie. Miała ich wielu. Piekielnie inteligentna, choć może czasem nazbyt otwarta na ludzi, nazbyt ich ciekawa, nazbyt ufna.
Napisała ponad dwa tysiące piosenek. Na jej konto w ZAiKS-ie wpływały tantiemy za przeboje śpiewane przez Marylę Rodowicz, Skaldów, Czerwone Gitary, Irenę Santor, Danutę Rinn, Łucję Prus – długo by wymieniać. Sama nigdy nie miała poczucia, że tworzy coś wielkiego.
A jednak...
9 października skończyłaby 75 lat. „Jest pora snu, jest pora bzu” – pisała. Zasnęła czternaście lat temu. To dobra metafora. Nowe aranżacje, nowe interpretacje, nowe brzmienia. W księgarniach kolejne tomy wspomnień, biografii, listów. Kolejne płyty, albumy, koncerty.
Jej młodość wciąż jest niedokończona. Jej bal wciąż trwa. I wciąż aktualne jest jej przesłanie:

Przyjaciele moi i moje przyjaciółki!
Nie odkładajcie na później ani piosenek,
ani egzaminów, ani dentysty,
a przede wszystkim nie odkładajcie
na później miłości.
Nie mówcie jej „przyjdź jutro, przyjdź
pojutrze, dziś nie mam czasu”.
Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi,
a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi:
„Przepraszam, musiałam pomylić adres...”.
I pstryk, iskierka zgaśnie.
W październikowym numerze „Sukcesu”, znajdziecie i radość życia, i dojrzałą refleksję. Nasi bohaterowie to ludzie sukcesu – w dobrym tego słowa znaczeniu. Zaczerpnijcie z ich mądrości i doświadczenia. Bo czas szybko leci – jak wzdycha Daniel Olbrychski, który w tym roku obchodzi 50-lecie pracy twórczej. Spotkaliśmy się z nim w Wenecji, gdzie przy filiżance włoskiej kawy opowiadał niespiesznie o tym, co za nim, a co jeszcze przed nim. Jedno wie na pewno: że w jego życiu „jakoś się wszystko nieźle złożyło...”.
Państwu też tego życzę.