Nasz polski skok

Po 16 latach zajrzałem ostatnio do Moskwy. Powód był nader przyjemny – Eva Minge pokazała Rosjanom swoją najnowszą kolekcję. Modelki były przepiękne, stroje idealnie dopasowane do gustów Rosjanek – pani Ewie wróżę wielkie sukcesy na rosyjskim rynku.

Przy okazji oprowadziłem wycieczkę po moim ukochanym niegdyś mieście. Zmieniło się bardzo wiele – więcej roll-royce'ów na ulicach, więcej kobiet noszących drogą biżuterię i ubrania znanych marek. Więcej eleganckich sklepów i najlepiej zaopatrzone delikatesy, jakie w życiu widziałem.

Z drugiej strony ta sama bieda. Ten sam brud. Te same zacięte twarze. Brak uprzejmości – pani w barze na lotnisku wściekła się na klientkę, która zmieniła zdanie co do tego, które chce ciastko: „Niech się pani zdecyduje, ja nie mam całego dnia, a poza tym te ciastka smakują tak samo!".

Wróciłem do Warszawy z przekonaniem, że Polska i Rosja są już w innych galaktykach. Pamiętam, jak w latach 90., przylatując z Moskwy do Polski, czułem się jak Polacy lądujący w Londynie w latach 80. Byłem zachwycony Warszawą, a moi przyjaciele nie mogli zrozumieć, czym się tak zachwycam, skoro u nas brud, korupcja i nie ma dróg. A ja widziałem ten wielki skok cywilizacyjny, jakiego dokonaliśmy.

W tym numerze „Sukcesu" przedstawiamy sporo dowodów na to, jak wielki to był skok. Historie panów: Zbigniewa Pszczulnego czy Wojciecha Amaro  to historie niezwykłych ludzi w zwykłym, wolnym kraju. W których taka niezwykłość charakteru gwarantuje nie skazanie na życie na poboczu, lecz wielkie sukcesy.

Kiedyś to Polacy wozili z Azji podróbki znanych marek, dziś możemy sobie poczytać o tym, jak inni poradzili sobie z tym procederem. A dla Polek szycie ubrań na maszynie może być świadomym wyborem stylu życia, a nie przymusem.

I oczywiście last but not least – long live the Queen!