Narty w pięciu gwiazdkach. Sztruks na stoku, łoś na talerzu

Biały kolor nie jest monotonny. Ma mnóstwo odcieni. Podobnie nie ma też jednego idealnego stoku dla amatorów białego szaleństwa. Pokazujemy najlepsze ośrodki we Francji, w Austrii, na Słowacji i we Włoszech. Każdy kusi inaczej.

Trysil, Norwegia

Zima to akurat nie pora na oglądanie słynnych norweskich fiordów, za to idealny czas na sprawdzenie tamtejszych szlaków narciarskich. Polecamy Trysil, najlepszy z norweskich ośrodków (210 km na północny wschód od Oslo), gdzie oprócz 100 km tras biegowych czeka 70 km nartostrad obsługiwanych przez 31 wyciągów. To nic, że tamtejsze góry nie są specjalnie wysokie (najwyższy szczyt ma 1132 m), a krajobrazowo przypominają bardziej Beskidy niż Alpy. Najdłuższa trasa ma 5,4 km i rozgrywane są tam zawody narciarskiego Pucharu Świata, więc można się wyszaleć. Ci, którzy nudzą się na zwykłych stokach, mają zjazdy ze specjalnie robionymi muldami i pełne ciekawych „przeszkód" snowparki. Szczególnych wrażeń dostarcza jazda poranna, przed oficjalnym otwarciem wyciągów. Każdego dnia może wziąć w niej udział 100 osób (chętnych bywa więcej), które w nagrodę za wczesną pobudkę podziwiają wschodzące słońce, a następnie mogą cieszyć się świeżo wyratrakowanym śniegiem, przypominającym biały sztruks.

Nostalgicznym powrotem do przeszłości jest wizyta w miejscowym Muzeum Narciarstwa. Norwegia to ojczyzna tego sportu, a jak wynika z prehistorycznych rysunków naskalnych – poruszano się tam na przypiętych do nóg deskach już 4 tys. lat temu. W muzeum w Trysil większe zainteresowanie od starych nart wzbudza jednak symulator skoków, w którym można sprawdzić, co czuł na przykład Adam Małysz skaczący ze słynnej, górującej ponad Oslo skoczni Holmenkollen. Jeszcze bardziej emocjonujące przeżycia, tyle że mokre i nie na dwóch deskach, ale na jednej, zapewni sztuczna fala do surfowania. To atrakcja basenu hotelu Radisson Blu Resort, zlokalizowanego zresztą tuż przy wyciągach. Jeszcze inną propozycją po nartach (albo zamiast nich) jest przejażdżka psim zaprzęgiem, w którym możemy niczym typowy pasażer po prostu siedzieć w saniach albo sami wczuć się w rolę maszera, samodzielnie prowadząc zaprzęg.

Aktywność na świeżym powietrzu sprawi, że na pewno wcześniej czy później wylądujemy także w jakiejś knajpce. W tych na stoku w ramach przegryzki wypróbujmy pyszne waffle, jak Norwegowie nazywają gofry podawane z bitą śmietaną i powidłami. Co do powideł, lokalnym specjałem są te z moroszki (skandynawska malina, rosnąca jak poziomka). A kiedy już solidnie zgłodniejemy, zamówmy łososia. Albo nie, lepiej łosia.

Dojazd: bezpośrednie loty z Polski do Oslo obsługuje Norwegian i Wizzair. Z lotniska do Trysil pozostają 2,5 godz. jazdy rejsowym autobusem. Skipassy: jednodniowy – 375 NOK (210 zł), ośmiodniowy – 1825 NOK (1020 zł). Za darmo jeżdżą seniorzy od 65. roku życia i dzieci do sześciu lat, pod warunkiem, że mają kask.

www.skistar.com/trysil

Sierra Nevada, Hiszpania

Mało jest miejsc, gdzie śmiga się na nartach po zaśnieżonym naturalnie stoku, a po przejechaniu 100 km można nie tyle kąpać się w morzu (zimą temperatura wody raczej do tego nie zachęca), ile przechadzać się wzdłuż plaży, robić sobie zdjęcia pod palmami, zrywać z drzewa dojrzałe pomarańcze i zajadać się lokalnymi awokado (to jedno z niewielu w Europie miejsc, gdzie uprawia się tę roślinę). W hiszpańskiej Andaluzji tak właśnie jest. W Grenadzie, stolicy regionu, można chodzić w szortach, za to w położonym 35 km dalej, na wysokości 2100 m Pradollano, skąd startują wyciągi, trzeba już założyć ciepły strój narciarski.

Już sama nazwa należącego do Gór Betyckich pasma – Sierra Nevada (po hiszpańsku Góry Śnieżne) – zachęca do planowania tam białego szaleństwa. Najwyższy punkt, do którego możnadojechać wyciągami, to szczyt Veleta (3398 m). Przy dobrej pogodzie mamy z niego ładny widok nie tylko na Morze Śródziemne, ale także na położoną po jego drugiej stronie Afrykę. Sierra Nevada to ośrodek na najwyższym poziomie. Do dyspozycji narciarzy jest 29 wyciągów i około 80 km tras, w większości czerwonych (średniotrudnych). Należy do nich opisany na mapkach jako „Copa del Mundo" stok pamiętny z rozgrywanych narciarskich mistrzostw świata w 1996 r. Najtrudniejszy zjazd to krótki, ale bardzo stromy i celowo pokryty muldami stok zwany Visera, z kolei najdłuższa nartostrada to licząca ponad 6 km Aguila (Orla).

Oczywiście, jak to w Hiszpanii, nie mniej ważna od narciarsko-snowboardowych wyczynów jest też atmosfera miejsca – przesiadywanie w knajpkach, popijanie wina, a wieczorem zabawa (pełna hoteli wioska przy wyciągach słynie z nocnego życia). Typowe flamenco też powinniśmy zobaczyć, np. w Grenadzie, stolicy i centrum kulturalnym Andaluzji. Warto tam spędzić cały dzień. Najważniejszym zabytkiem jest wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Alhambra, XIII--wieczny pałac mauretańskich kalifów. Z kolei na zmęczone po nartach mięśnie polecamy hammam, tradycyjne arabskie łaźnie, fascynujące pod względem architektury.

Dojazd: bezpośrednich lotów do Grenady nie ma – trzeba zaliczyć przesiadkę. Ze względu na ceny warto sprawdzić również loty do oddalonej o 135 km Malagi. Skipassy: jednodniowy – 36–44 euro, sześciodniowy – 183–230 euro, za darmo jeżdżą dzieci do szóstego roku życia i seniorzy powyżej 70.

www.sierranevada.es

Flachau, Austria

Hermanna Maiera, jednego z najsłynniejszych narciarzy świata, przedstawiać nie trzeba. Można go spotkać we Flachau, gdzie dwukrotny mistrz olimpijski i trzykrotny mistrz świata mieszka, prowadząc swoją szkółkę. Jest tam też sklep z gadżetami dla fanów – od monet i kubeczków, po likiery z podobizną Herminatora. W miasteczku stoją aż dwa jego posągi: w centrum (w wersji zjeżdżającej) oraz przy wyciągach (stoi, trzymając narty). Z kolei na otoczonej średniowiecznymi murami starówce niedalekiego Radstadt Maier ma swoją gwiazdę – na chodniku, na wzór tych z Hollywood. Mało tego – nad Flachau jest stok jego imienia, na którym niegdyś się ścigał, w często rozgrywanych tam zawodach Pucharu Świata (w tym sezonie 15 stycznia ma się odbyć nocny slalom panów).

Niezależnie od posiadania swojej sportowej gwiazdy Flachau ogólnie jest „kosmiczne". Podkreśla to nazwa Space Arena (Kosmiczna Arena), a poszczególne wyciągi noszą nazwę statków kosmicznych (Star Jety), tak też z wyglądu kojarzą się ich stacje.

14 wyciągów ponad Flachau to jednak nie wszystko, to zaledwie tylko mała część największego austriackiego regionu narciarskiego, jakim jest Ski Amadé. W sumie na jeden skipass mamy dostęp do 860 km tras i 270 wyciągów, dzięki czemu możemy zrobić sobie ski-safari, czyli jeździć codziennie w innym miejscu. Ciekawym pomysłem jest przejechanie na nartach z Flachau do Alpendorf – miejscowości, do której szosą jest 40 km, a na nartach dwie, trzy godziny w jedną stronę. Po drodze będziemy mieli Wagrain, gdzie na przykościelnym cmentarzu znajduje się grób Josepha Mohra, lokalnego wikariusza, autora słów słynnej kolędy „Cicha noc".

Flachau to również świetna baza wypadowa do sąsiednich ośrodków, m.in. Flachauwinkl. Słynie on z jednego z najlepszych w Europie snowparków (Absolut Park), do którego wjeżdża się na krzesełkach z ciekawymi „słonecznymi złotymi myślami". „Słońce w moim życiu to dni bez mojej żony" – głosi jedna z nich.

A kiedy już wrócimy do hotelu, możemy zalogować się na specjalnej stronie internetowej i po wpisaniu numeru skipassu sprawdzić, ile danego dnia na nartach przejechaliśmy (kilometry, różnice wysokości).

Dojazd: z Warszawy do Flachau jest około 1000 km. Najszybsza droga to dolot do Salzburga (od tej zimy bezpośrednie loty z Polski zapewnia Eurolot), skąd do przejechania zostaje już tylko 70 km. Skipassy: jednodniowy – 41–44 euro, sześciodniowy (na cały region Ski Amadé, czyli 856 km tras) – 202–218 euro, dzieci do lat sześciu jeżdżą za darmo, trzecie (i kolejne) dziecko w rodzinie – również bez opłat.

www.flachau.com

Sankt Moritz, Szwajcaria

To, że lubią tu przyjeżdżać bogaci, widać. Chociażby po miejscowych hotelach i willach, sklepach najsłynniejszych światowych marek, samochodach czy strojach spotykanych na ulicach kobiet.

W pięciogwiazdkowym Badrutt's Palace apartament za 12,5 tys. franków za dobę (40 tys. zł) to i tak nie najdroższy pokój (za te najbardziej eleganckie ceny negocjowane są indywidualnie). Równocześnie miejscowi chętnie pokazują rezydencję rodziny Heinekenów (tych od browaru), willę Silvio Berlusconiego, wiadomo też, że dom kupił tam Jan Kulczyk, a na wakacje przyjeżdżają Angela Merkel, Bradt Pitt czy arabscy szejkowie. Ale co tam słynne twarze, najważniejsze są stoki, a te również są najwyższej klasy. Skipass obejmuje 350 km tras, wśród których jest też wyjątkowo stromy stok wykorzystywany w Pucharze Świata (pędzący zawodnicy wykonują na nim 40-metrowy skok). Jest też trasa „olimpijska" – zimowe igrzyska olimpijskie odbywały się w St. Moritz aż dwukrotnie – w latach 1928 i 1948. Pozostałością po tej imprezie jest mający 4,2 km tor bobslejowy, o tyle wyjątkowy, że naturalny, a więc co roku budowany na nowo. Kto ma wystarczająco odwagi, może po nim zjechać w prawdziwym bobsleju, z prędkością 140 km/godz., oczywiście pod opieką doświadczonego pilota. Cena: 250 CHF, czyli około 855 zł.

Zdecydowanie więcej chętnych jest na kąpiel w najwyżej położonym jacuzzi Europy, o ile tak można nazwać balię ustawioną na tarasie restauracji na szczycie góry Diavolezza (2978 m n.p.m.). Po kąpieli i wskoczeniu z powrotem w narciarskie stroje mamy wybór: zjechać w dół doskonale przygotowaną nartostradą albo też zupełnie nieprzygotowanym, stanowiącym wyzwanie, 10-kilometrowym zjazdem po lodowcu (orientację ułatwiają tyczki).

Z kolei w rejonie zwanym Corvatsch główną atrakcją jest wjazd na wysokość 3303 m, gdzie z restauracji Panorama mamy doskonały punkt widokowy, m.in. na położone nad jeziorem miasto. Jezioro jest zimą zamarznięte, co jest rajem dla miłośników snowkitingu, czyli jeżdżenia na nartach lub desce za napędzającym latawcem. Z Panoramy w dół mamy pięciokilometrowy zjazd, w piątkowe wieczory podświetlany (najdłuższa taka trasa w całej Szwajcarii!). Dla wielu osób jazda kończy się dość szybko, w którymś z przystokowych barów, gdzie gra muzyka i wszyscy bawią się, co i rusz krzycząc: „Viva!".

Dojazd: do St. Moritz z Warszawy jest 1400 km. Najwygodniejszym rozwiązaniem jest dolot do Mediolanu lub Bergamo (połączenia Wizzair, Ryanair), skąd mamy do przejechania 155 km. Ewentualnie do Zurychu (LOT, Swiss), skąd odległość wynosi 220 km. Skipassy: jednodniowy – 52–73 CHF (178–250 zł – w zależności od miejsca, gdzie jeździmy), sześciodniowy – 365 CHF (1250 zł).

www.stmoritz.ch

Gudauri, Gruzja

Mało kto kojarzy Gruzję z nartami. A góry to imponujące (w końcu to Wysoki Kaukaz), stoki świetnie przygotowane