Narty w dwóch smakach

Rytm grudniowych dni w Trydencie wyznaczają nie tylko przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. To również oczekiwanie na dwie kultowe imprezy alpejskie. Różnią się od siebie pod każdym względem, choć dzieli je tylko 20 km.

Włoski region Trentino, po polsku zwany Trydentem. Położona wśród Dolomitów kraina słynie z doskonałych warunków narciarskich. Włodarze regionu przekonują, że Polacy, zaraz po Niemcach, są tu najczęściej spotykanymi turystami.

Polskich kibiców z pewnością nie zabraknie też podczas zawodów Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w eleganckim kurorcie Madonna di Campiglio (już 22 grudnia). To pierwsza włoska impreza, która znalazła się w kalendarzu męskich konkurencji Pucharu Świata. Po raz pierwszy odbyła się w 1949 r. To właśnie tu startował w slalomie i trzykrotnie triumfował wielki Alberto Tomba. Tu również na najwyższym podium zawodów Pucharu Świata stanęła Polka Dorota 
Tlałka-Mogore.

Położona na terenie Parku Przyrodniczego Adamella Brenta miejscowość od lat przyciąga miłośników nart oraz nocnego życia, nie tylko z Włoch, ale też z całej Europy. Dostępnych jest 60 km tras: od bardzo łatwych, rodzinnych nartostrad po słynną Canalone Miramonti – trasę, na której rozgrywane są pucharowe zawody. Nic dziwnego, że do kurortu chętnie zaglądają możni tego świata. Kiedyś częstym gościem była tu cesarzowa Sissi, dziś – aktorzy, piosenkarze i najlepsi sportowcy świata.

Jazda bez trzymanki

Dosłownie dzień później, 23 grudnia, alpejska elita przenosi się do Andalo, w pobliże płaskowyżu Paganella, by wziąć udział w zupełnie innym wydarzeniu. Alpine Rockfest, zawody bez ścisłych reguł, w rytmie granej na żywo muzyki rockowej, to impreza o dużo krótszej historii niż zawody w Madonna di Campiglio. Po raz pierwszy odbyła się pięć lat temu. Jednak sukcesywnie zdobywa popularność dzięki wysiłkom organizatorów oraz transmisjom na żywo na kanale Eurosport, który pokazuje cały alpejski Puchar Świata. 30 alpejczyków wybranych na podstawie specjalnych zaproszeń rywalizuje tu o rekordową nagrodę w narciarskim świecie. Zwycięzca może być tylko jeden i to on, zgodnie z amerykańską dewizą „winner takes it all", zgarnia nagrodę – czek na 75 tys. euro.

Organizatorzy Alpine Rockfest zerwali z regułami narciarskich federacji. Dzięki temu nikt tu nie sprawdza sprzętu pod kątem zgodności z wymogami władz światowego narciarstwa (co często jest krytykowane przez zawodników), a wydarzenie ma bardziej charakter imprezy towarzyskiej niż poważnych zawodów. Zawodnicy mają dowolność w doborze wiązań, kombinezonów. Eksperymentują, próbując dostosować całe wyposażenie do swoich potrzeb. Najważniejsze, aby dotrzeć do mety na pierwszym miejscu.

Slalom z gwiazdami

Przez pół dnia widzowie śledzą walkę o finał. Ustawiony slalom gigant jest stosunkowo krótki w porównaniu z trasami klasycznych zawodów. Jednak główna trudność polega na kilkakrotnym pokonaniu trasy, co nie jest naturalne dla alpejczyków. I jeszcze jeden drobny szczegół – na trasie usypano ogromną skocznię, która pozwala na spektakularny skok nad samochodem podstawionym przez Audi (jednego z głównych sponsorów imprezy). Warto poszukać w sieci filmu, na którym Bode Miller na tej właśnie skoczni wykonuje tzw. trzystasześćdziesiątkę. I robi to w iście gwiazdorskim stylu. Niestety, w tym sezonie nie zobaczymy Bode'a. Godnie ma go zastąpić najlepszy obecnie amerykański alpejczyk – Ted Ligety.

Swoją obecność zapowiedzieli również: Christof Innerhofer (Włochy), Filip Schoerghofer (Austria), Cyprien Richard (Francja) czy Max Blardone (Włochy). Po raz pierwszy w tym elitarnym gronie wystąpi również Polak – Maciek Bydliński, który ma już na swoim koncie bardzo przyzwoite wyniki z zawodów pucharowych (dziewiąte miejsce w Kitzbuehel) oraz mistrzostw świata w Schladming, gdzie zajął 16. pozycję.

O tym, co na talerzu

A co przy okazji? Zanim kibice obejrzą w akcji najlepszych, mogą skorzystać z miejscowej infrastruktury narciarskiej. Paganella Ski to dwa wyciągi gondolowe i niezwykle ciekawe trasy. Co jeszcze? Wino! Lokalne trunki są wyborne. Gleby nasycone minerałami dają świetne owoce, a Trydent słynie z wyjątkowych szczepów. Miejscowi najchętniej sięgają po marzemino oraz teroldego.

To pierwsze, lżejsze, świetnie sprawdza się do sałatek. Drugie, poważniejsze i bardziej intensywne, doskonale odnajduje się przy makaronach oraz mięsiwie. Prawdziwy koneser musi jednak poszukać w miejscowych sklepach lub restauracjach win musujących z oznaczeniem Trento DOC, produkowanych metodą tradycyjną i przechowywanych minimum 15 miesięcy przed zabutelkowaniem. A dla osób lubiących eksperymenty jest jeszcze bombardino – jedyna w swoim rodzaju kombinacja ajerkoniaku, whisky oraz bitej śmietany, czasem z dodatkiem kawy.

Również tutejsza kuchnia kusi niespotykanymi, intensywnymi smakami i trudno ją opisać w kilku zdaniach. Produkowany lokalnie ocet balsamiczny nie ustępuje temu z Modeny. Pasterze z doliny Val di Fassa są dumni z Puzzone di Moena – jednego z najsłynniejszych alpejskich serów o charakterystycznym, cylindrycznym kształcie. W sklepach z lokalnymi produktami można się zaopatrzyć w wyśmienity speck, czyli tradycyjnie wędzoną szynkę, a pasta z ragout z jelenia stanowi chlubę menu w najlepszych restauracjach regionu. Krótko mówiąc, Trydent można poznawać na wiele sposobów i tylko od nas zależy, który jego smak pozostanie w nas na dłużej.

Autor jest komentatorem Eurosportu, byłym reprezentantem Polski w narciarstwie alpejskim, olimpijczykiem z Albertville i Lillehammer.