Mój przyjaciel szef

Pół biedy, gdy szef staje się naszym przyjacielem. Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy przyjaciel zostaje szefem. Bo przyjaciele w pracy kończą często podobnie, jak małżeństwa wyswatane w jednym zespole. Najpierw są wielkie nadzieje, potem chwile ciszy, a na koniec rozstania z hukiem. Uczuć nie da się jednak trzymać na wodzy. Ale – być może – można się nauczyć zasad biurowej przyjaźni.

To miała być wymarzona współpraca. Antek i Maciej przyjaźnili się jeszcze w czasach szkolnych, po studiach ich drogi rozeszły się na kilka lat. Ale po powrocie Antka z Wielkiej Brytanii Maciej z dużymi nadziejami zaoferował mu posadę architekta w swoim zespole w jednej z renomowanych pracowni projektowych we Wrocławiu. – Moi pracownicy i ja byliśmy zgranym zespołem. Relacje między nami nie miały nic wspólnego ze sztywnymi korporacyjnymi konwenansami i wojenkami podjazdowymi. Byłem przekonany, że Antek poczuje się tu jak ryba w wodzie. I miałem rację. Problem w tym, że poczuł się aż za dobrze... – Maciej zaczyna swoją historię. Historię przyjaźni, która rozchwiała się w momencie ustanowienia relacji 
szef–podwładny i rozpadła na skutek konfliktów zawodowych. Przyjaciele, którzy znali się od dziecka i niejedno w życiu przeżyli, skłócili się do tego stopnia, że teraz swój spór rozwiązują sądowo.

To jej wina!

Marcin z Dominiką również uchodzili za zgrany duet, kiedy wspólnie piastowali stanowiska senior managerów w swoich departamentach w międzynarodowej firmie doradczej świadczącej usługi z zakresu rachunkowości, doradztwa podatkowego i finansowego w Warszawie. Jednak po awansie Dominiki coś w ich przyjaźni zaczęło się psuć. Marcin przekonuje, że to z winy Dominiki. Bo się odsunęła, zaczęła się wywyższać, traktować go z góry i odpowiadać opryskliwie. Tak jakby woda sodowa uderzyła jej do głowy. Ale on sam również widzi dziś swoje błędy. – Byłem zbyt dumny, żeby wziąć ją na stronę i pogadać o tym, jak się czuję. W zamian za to zacząłem się odsuwać, traktować ją jak powietrze, za jej plecami zaś wyszydzać i obgadywać jej decyzje biznesowe. Może to mało chlubne, ale byłem na nią wściekły, że się rządzi. A gdy zwróciła mi uwagę, że porysowałem służbowy telefon, poczułem się jak dzieciak. Dziś widzę swoje błędy, ale jej też. Bo ona poświęciła naszą przyjaźń na rzecz wyników – skarży się, nie kryjąc rozgoryczenia.

Moje (szczere) Gratulacje

Kto tu ma rację? Trudno rozstrzygnąć. Ale zdaniem trenerów komunikacji odpowiedzialność za relację powinna być obustronna. W tych historiach zabrakło chęci rozwiązania sporu i otwartości na szczerą rozmowę. Dlaczego? Zdaniem Anny Kowalczyk, psychologa biznesu, winne są niekontrolowane emocje. – Historia Dominiki i Marcina jest wersją subiektywną, czyli opowiedzianą przez jedną ze stron. Na pewno wpływa na nią naturalnie pojawiające się w takich sytuacjach uczucie zazdrości. Skoro mieli to samo stanowisko, a ona awansowała, to prawdopodobnie była bardziej ceniona – ocenia ostrożnie Anna Kowalczyk. Zaraz jednak dodaje, że być może to Marcinowi trudno było się odnaleźć w nowej sytuacji. Przeniósł więc na przyjaciółkę swoje frustracje, czyli sam stał się opryskliwy. – Często zarzucamy innym własne odczucia, podczas gdy albo je prowokujemy, albo sami zachowujemy się identycznie – kwituje psycholog.

Specyficzna sytuacja, kiedy przyjaciele z równej pozycji w pracy nagle się oddalają, bo jeden ewidentnie przegania drugiego, osiąga lepsze wyniki lub jest bardziej ceniony, przeważnie rodzi konflikty. Zawiść i niezręczność, jakie pojawiają się wówczas między nimi, mogą zniszczyć relację. Chyba że szybko obie strony zdecydują się na szczerą rozmową. I tu naprawdę liczy się czas. Zdaniem ekspertów taka rozmowa powinna zacząć się od... gratulacji. – Wypowiedzenie takich słów na głos może trochę zniwelować naszą zawiść. Warto wznieść się ponad nią i zmusić się do radości z sukcesu kogoś, kto przecież jest dla nas ważny 
– zachęca coach Agnieszka Bochenek. Przekonuje, że im chętniej gratulujemy innym ludziom (nawet początkowo odrobinę nieszczerze), tym lepiej myślimy o sobie i nie tak często popadamy w pełną złości frustrację.

Ale na gratulacjach nie powinno się skończyć. Bo meritum to omówienie sytuacji, która miała miejsce. Nie można się łudzić, że wszystko będzie jak dawniej. Nie będzie! Warto przedyskutować, na czym będą polegały te zmiany, kładąc nacisk na oddzielenie życia zawodowego od pracowniczego. W praktyce: umówić się, że sprawy firmowe załatwiane są w firmie, a towarzyskie – poza nią. Przy okazji lepiej, by wszelkie konfliktowe sytuacje załatwiane były od razu, bez budowania wrogiej atmosfery.

Czy ty mnie 
jeszcze lubisz?

Kamila Sidor, założycielka start–upu Geek Girls Carrots, w zarządzaniu zespołem stawia właśnie na konkretne granice między relacjami prywatnymi i biznesowymi. Jedna z jej bliskich współpracowniczek Katarzyna Frąszczak tłumaczy, jak wygląda takie zachowanie. – Kamila mówi: „Słuchaj, teraz rozmawiamy służbowo, a nie prywatnie, i radzę ci jak przełożony pracownikowi, a nie kumpela kumpeli" – opowiada. Co jakiś czas odbywają się też spotkania, na których oczyszcza się atmosferę i podsumowuje współpracę: tego, co jest dobre w danej relacji, a co nie jest i co można poprawić.

– Czuję się komfortowo, kiedy mogę z Kamilą rozmawiać otwarcie na służbowe i prywatne tematy, gdzie jedno i drugie nie ma na siebie wpływu. Poza tym mam poczucie, że możemy dać sobie szczery i dobry feedback. Kiedy przychodzą te gorsze chwile i wyczuwalne jest napięcie, wtedy rozmawiamy: OK, co się stało, kto cię zdenerwował... Chwila rozmowy pozwala uwolnić emocje i potem człowiek wraca na właściwy tor.

Jest też podział na przestrzeń rozwoju pracownika i organizacji. Na sesjach mentoringowych Kamila zajmuje się kwestiami rozwojowymi danej osoby i nie ma wtedy mowy o projektach. – Ktoś powie, że to strata czasu, ale moim zdaniem to jedyna opcja, by efektywnie działać i dobrze się czuć w pracy – przekonuje Katarzyna.

Jej słowa potwierdzają badania przeprowadzone przez Instytut Gallupa. Tylko 17 proc. pracowników ma wrażenie, że ich szefowie dbają o takie relacje. Natomiast większość z niezadowoleniem przyznaje, że czuje się raczej ignorowana. A szkoda, bo te same badania wykazują, że inicjatywa i przyjacielskie podejście przełożonego 
2,5 razy zwiększa skuteczność pracownika.

Bywa i tak, że przyjaciel szef i podwładny funkcjonują w zespole osób, które nie są ze sobą mocno zżyte. Na co wtedy lepiej zwrócić uwagę?

– Pracownikowi może się wydawać, że ma specjalne prawa, bo jego szef jest przyjacielem. Myśli więc, że wolno mu więcej, i chce zmniejszać dystans – ostrzega psycholog Anna Kowalczyk. Tymczasem faworyzowanie fatalnie wpływa na atmosferę w zespole, a co za tym idzie – na jego efektywność. Dlatego podczas omawiania relacji w pracy ze swoim przyjacielem nie wolno zapominać o zaznaczeniu tej granicy i o tym, że przyjacielskie relacje nie powinny być w żaden sposób upubliczniane w firmie.

Podobne zasady stosuje się wobec par – w niektórych firmach za nieeleganckie uważa się obnoszenie się ze związkiem. Profesjonalizm jest tu słowem kluczem. Profesjonalne zachowanie, czyli umiejętność krytycznego podejścia do siebie i rezygnacja z motta „jako przyjaciel szefa jestem na specjalnych prawach" na rzecz pracy, to gwarancja prawidłowej relacji. – Niestety, na teorii często się kończy, ponieważ bolączką Polaków jest wciąż brak asertywności w sytuacjach spornych. Zastępujemy ją uległą biernością, która niepostrzeżenie zamienia się w agresję – ostrzega coach Agnieszka Bochenek. Podkreśla, że profesjonalizm powinien wypływać zarówno ze strony pracownika, jak i szefa. Ten ostatni powinien być otwarty na dialog i mieć w sobie głębokie przekonanie, że nawet jeśli zwraca przyjacielowi uwagę, to nie jest to uwaga przyjacielska, tylko pracownicza. To rozgraniczenie jest niezmiernie istotne i warto, zdaniem Agnieszki Bochenek, mówić o nim głośno.

Architekt, który zatrudnił do zespołu przyjaciela, jest dobrym potwierdzeniem tej teorii. – Antek poprosił mnie o drobną przysługę w pracy, przy innych pracownikach, ku ich zaskoczeniu. Mojemu też. Odmówiłem, a on wysłał mi następnie na komunikatorze wiązankę o tym, że żaden ze mnie przyjaciel – mówi Maciej. – Zabolało. Pomyślałem, że mam tego dość. Żałuję, że w ogóle zaproponowałem Antkowi pracę. Dziś miałbym przyjaciela.

Galimatias, czyli jak ułożyć relacje między pracownikiem a pracodawcą, gdy są przyjaciółmi

1. 
Na początku porozmawiajcie o zasadach panujących w firmie i ustalcie odrębne od przyjacielskich zasady komunikacji zawodowej.

2. 
W biurze unikajcie lub ucinajcie rozmowy o życiu prywatnym, a w życiu prywatnym nie rozwiązujcie problemów wyniesionych z pracy.

3. 
Pozbądź się przekonania, że jako przyjaciel zasługujesz na więcej i masz specjalne prawa w firmie. To obniży szacunek zespołu do przełożonego i może wzbudzić niechęć reszty do twojej osoby.

4. 
Dając negatywny feedback pracownikowi–przyjacielowi, zaznacz, że jest to feedback z poziomu pracy, a nie relacji towarzyskiej.

5. 
Nie dopuszczaj do eskalacji konfliktu i wzajemnej niechęci, 
bo to zniszczy przyjaźń. Wyjaśniaj spory na bieżąco.

6. 
Bądź profesjonalistą. Bez względu na to, czy jesteś 
przełożonym czy pracownikiem, pamiętaj o etyce pracy. 
Nie obniżaj standardów. Jeśli będziesz pobłażał, bo to przyjaciel (lub, z drugiej strony, ignorował polecenia, bo szef to najlepszy kumpel), prędzej czy później ta przyjaźń się skończy.

7. 
Nie proś o drobne przysługi, jak zostanie po godzinach czy np. dodatkowa premia. Nie naginaj relacji pracownik–pracodawca tylko dlatego, 
że jesteście przyjaciółmi.

8. 
Nie opowiadaj o waszej przyjaźni reszcie zespołu. Nie przynoś zdjęć i nie dziel się informacjami z jego życia prywatnego. Generalna zasada w związku z szefem jest taka jak w relacji z terapeutą czy adwokatem: nie powinno się wiedzieć za wiele o jego życiu prywatnym.

9. 
W sytuacji głębokiego konfliktu może być tak, że trzeba będzie wybrać między przyjaźnią a pracą. Pamiętaj, by wybrać tak, jak czujesz. Nie musisz 
za wszelką cenę ratować jednego i drugiego, 
jeśli nie chcesz.

10. 
Prowadź waszą znajomość w oparciu o szacunek. Tylko wtedy ta trudna relacja ma szansę przetrwać.