Mieszkam w wysokiej wieży

Jack (Jacob Tremblay) jest śliczny, bystry i zabawny. Każda matka marzy o takim dziecku.

Oprócz jego własnej mamy (Brie Larson), która zapewne oddałaby wiele za to, by Jack nigdy nie pojawił się na świecie. Siedem lat temu – jako nastoletnia jeszcze dziewczyna – została porwana, wielokrotnie zgwałcona i uwięziona w maleńkim pomieszczeniu z jednym świetlikiem w suficie. Tu przyszło na świat jej dziecko i tutaj tkwią oboje, a każdy dzień jest taki sam jak poprzedni. Różnica polega na tym, że o ile dla Joy miejsce, w którym się znalazła, to więzienie i koszmar, o tyle dla Jacka – przeciwnie – pokój jest całym światem, pełnym niezwykłych historii, przygód i fantazji. Taki stan rzeczy nie może jednak trwać wiecznie. Jack obchodzi swoje piąte urodziny, jest więc wystarczająco duży, by wtajemniczyć go w plan ucieczki, który Joy uknuła. Co się stanie, gdy mały chłopiec będzie musiał skonfrontować się z rzeczywistością? Tą, która istnieje naprawdę, za drzwiami pokoju?

Chociaż bestsellerowa, wydana także w Polsce powieść „Pokój" i oparty na niej scenariusz filmowy są fikcją – co autorka obydwu, Emma Donoghue, podkreśla w wywiadach – inspiracji do nich w prawdziwym życiu nie trzeba długo szukać. Uważny widz z łatwością wychwyci tu echa głośnych historii porwań i uwięzień nastoletnich dziewcząt: Nataschy Kampusch, Jaycee Lee Dugard, a zwłaszcza Elisabeth Fritzl.

I tu zaskoczenie. Wbrew naszym oczekiwaniom to nie tragedia młodej kobiety jest głównym tematem „Pokoju". Zamiast niej na pierwszy plan zostaje wysunięte dziecko – to z jego perspektywy i jego oczami obserwujemy otaczającą rzeczywistość. W efekcie zamiast brutalnego i przygnębiającego horroru otrzymujemy nieoczywistą, nieco nawet tajemniczą opowieść psychologiczną, której osią jest jeden z najbardziej niezwykłych bytów we wszechświecie – ludzka wyobraźnia. Z odłamków programów telewizyjnych, drobiazgów na podłodze, wiszącego nad głową świetlika Jack konstruuje swój własny, spójny i kompletny świat. A twórcy filmu, dzięki kapitalnym rozwiązaniom realizacyjnym, potrafią ową plastyczność, rozciągliwość przestrzeni znakomicie oddać. Jest tylko jeden problem. Świat Jacka jest światem samowystarczalnym, a w związku z tym całkowicie zamkniętym, „egoistycznym". Zatopiony w swoich fantazjach chłopiec nie zauważa, bo zauważyć nie może, że żyjąca równolegle obok niego matka przeżywa koszmar. W tej samej, ciasnej przestrzeni stykają się ze sobą dwie monady – jedna pogrążona w rozpaczy, druga śniąca na jawie całkiem przyjemny sen...

Nic zatem dziwnego, że przejście z jednego „ośrodka" do drugiego – z rzeczywistości wykreowanej przez własną głowę do rzeczywistości za progiem – musi mieć siłę szokującego zderzenia, niczym skok do wody „na deskę". Wstrząs może być większy lub mniejszy, ale bez bólu się nie da.

Jeden z recenzentów opisał „Pokój" jako film o nieodwołalnej stracie, która wiąże się z końcem dzieciństwa i wejściem w dorosłość. Jest to bardzo trafny trop. Tym bardziej że nie dotyczy on wyłącznie pięcioletnich dzieci. Z powodzeniem można go odnieść do wielu – zbyt wielu – dorosłych. W końcu chyba każdy z nas zna jakiegoś wiecznego chłopca albo wieczną dziewczynkę, którzy zrobią wszystko, by w swoim „pokoju" pozostać na zawsze.

„Pokój", reż. Lenny Abrahamson, od 26 lutego