Miejska reaktywacja

Baskijskie Bilbao wypromowało się na cały świat dzięki sztuce wysokiej. Jej ukoronowaniem była budowa filii Muzeum Guggenheima. Dziś rolę sztuki w kreowaniu wizerunku miast zaczynają dostrzegać także polskie miejscowości. Najambitniejsze w tej materii są, kojarzące się z kopalnianymi hałdami, Katowice.

Już pisałem na tych łamach o Katowicach, które poprzez inwestycje w obiekty kultury chcą zrzucić z siebie odium smutnego poprzemysłowego miasta i pokazać nowe oblicze – regionalnej stolicy kultury i nowoczesnych usług. Opisywałem, jak za Spodkiem, na terenie dawnej kopalni Katowice, wyrasta za miliard złotych dzielnica kulturalna z nowymi gmachami Muzeum Śląskiego, Międzynarodowego Centrum Kongresowego i siedzibą Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia.

Teraz Katowice znów mnie pozytywnie zaskoczyły. Właśnie ogłosiły, że nowe obiekty nasycone zostaną dziełami sztuki także w przestrzeni wokół nich. Na pierwszy ogień ma pójść wspomniany gmach NOSPR, bo jego otwarcie nastąpi najszybciej – już 1 października.

Co ciekawe, nie będzie to zwykłe ustawienie pomnika „na cześć" czy „ku chwale". Mają to być dzieła współczesnych, awangardowych artystów. Architekt obiektu Tomasz Konior oraz miasto zaprosili m.in. Katarzynę Krakowiak, artystkę, której twórczość idealnie wpisuje się w funkcję nowego gmachu. Krakowiak tworzy bowiem rzeźby dźwiękowe, nierzadko gra na samych budynkach – ich konstrukcji, ścianach, stropach. Tak zrobiła w Wenecji podczas Biennale Architektury w 2012 r. Polski pawilon przemieniła w grający budynek, a jego melodią były odgłosy samej architektury i szmery sąsiednich pawilonów. Za tę instalację artystka otrzymała wyróżnienie, co otworzyło jej drogę do międzynarodowej kariery. Tylko w zeszłym roku stworzyła instalacje m.in. w Nowym Jorku, Liverpoolu czy Göteborgu. Teraz ma przygotować coś specjalnie dla Katowic. Znając Krakowiak, miłośnicy pięknych, formalnych rzeźb poczują zawód. Bo na pewno będzie to coś sensualnego, odczuwanego innymi zmysłami niż wzrok. Jak na miasto, któremu wciąż przypina się łatkę zadymionego i zanieczyszczonego, jest to niezwykle odważne posunięcie.

Jednak Katowice idą jeszcze dalej i planują, rozpisany na kilka lat, program artystyczny. Tak by co kilka miesięcy inaugurowany był kolejny obiekt sztuki w przestrzeni wokół NOSPR. Aby pozyskać najlepszych artystów ze świata, miasto i architekt zaprosili do współpracy jednego z najbardziej znanych kuratorów i krytyków architektury – Henry'ego Urbacha, dyrektora prestiżowego The Glass House w New Canaan.

Gdy niedawno zwiedzał NOSPR, na pytanie „Skąd w ogóle pomysł na przyjazd do Katowic?", odpowiedział, że dziś tworzenie sztuki i wstawianie jej do zamkniętej galerii nie ma już sensu. Najlepsi artyści i kuratorzy dążą do wyjścia w przestrzeń miasta. A Katowice chcą właśnie wyjść ze sztuką współczesną wprost do ludzi.

Henry Urbach będzie kuratorem dzieła Krakowiak oraz kolejnych wykonanych już przez artystów spoza Polski. To jeszcze niepotwierdzona informacja, ale jednym z zagranicznych twórców może być Tino Sehgal. Byłoby to coś zupełnie niezwykłego, bo artysta nie tworzy żadnych materialnych obiektów, ale zdarzenia, do których zaprasza wyszkolonych wcześniej przez siebie aktorów, performerów, często też amatorów. Kreuje wizje efemeryczne, pojawiające się na chwilę, które zapisują się jedynie poprzez wspomnienia odbiorców.

Nasycenie dziełami sztuki przestrzeni wokół nowych gmachów jest praktyką równie starą co sama architektura. Obiektom kulturalnym zawsze towarzyszyły rzeźby, malowidła, witraże. Nawet w PRL inwestycje państwowe wzbogacano mozaikami (wówczas bardzo popularnymi), tkaninami czy płaskorzeźbami.

Ostatnie lata, mimo wysypu inwestycji budowlanych, w tym kulturalnych, praktycznie pomijały artystów. W efekcie nowe gmachy są pozbawione sztuki. Czy to kwestia oszczędności? Niekoniecznie. Chodzi raczej o brak świadomości roli, jaką odgrywa sztuka, wśród inwestorów. A jest ona czymś więcej niż tylko ozdobą. Podnosi prestiż miejsca, jest najlepszą reklamą dla budynku i miasta.

Dowody na to płyną ze świata. Przecież Muzeum Guggenheima w Bilbao stało się głośne także za sprawą olbrzymiej rzeźby pająka Maman autorstwa Louise Bourgeois. Podobnie rzecz ma się ze słynnym Centrum Pompidou w Paryżu. Niektórzy nigdy nie wejdą do środka, za to tłumy obsiadają brzegi fontanny Strawińskiego, dzieło artystów Niki de Saint Phalle i Jeana Tinguely'ego. Efektowna, surrealistyczna rzeźba z wodotryskiem jest równie znana jak sam budynek.

Katowice, stawiając na dzieła sztuki w nowych budynkach kulturalnych, wpisują się w najlepsze praktyki, znane na Zachodzie od lat. Już dziś miasto przyciąga co roku świetnymi festiwalami jak Tauron czy OFF Festival. Wkrótce będziemy jeździć na Śląsk również po sztukę. I to tę na światowym poziomie.

W przeciwieństwie jednak do festiwali muzycznych będzie ją można oglądać bez biletu. Ot, na ulicy.

Marcin Szczelina jest krytykiem architektury i kuratorem licznych wystaw architektonicznych.

Więcej felietonów na www.sukcesmagazyn.pl/szczelina