Majowe rozkosze

Choć szczególnie wiosną słychać, że wszyscy się odchudzają, my nie chcemy was do tego namawiać. Przeciwnie, aby schudnąć, trzeba jeść! Wiadomo tylko, że nie za dużo i nie na noc.

Anna Popek (z prawej) jest dziennikarką TVP. Jej siostra Magda Krupa prowadzi blog kulinarny Bułeczka z Masełkiem buleczkazmaselkiem.blogspot.com

Prowadziłam (ja, Ania) kiedyś wywiad z pewnym profesorem. Mój rozmówca miał 90 lat, wykładał na uczelniach w Polsce i w Stanach Zjednoczonych, tłumaczył książki na język angielski. Sam prowadził samochód i nie nosił okularów. Trzy razy w tygodniu chodził na basen, gdzie zaliczał ustalony dystans, grywał w tenisa. Opiekował się też chorą żoną. Zagadnęłam go o dietę i okazało się, że odkąd pół wieku temu przeczytał, iż należy jeść około 60 proc. dziennego zapotrzebowania kalorycznego, stosuje się do tej zasady.

Naukowcy potwierdzają, że lekkie niedojadanie jest dla nas zdrowsze niż nadmiar kalorii. Mało tego, zasada ta pozwala dłużej zachować młodość. Choć wiem, że w czasach filozofii „zaspokój wszystkie swoje potrzeby" nie jest to pogląd popularny.

Maj to miesiąc rozpoczynający spotkania na łonie przyrody. My zaproponujemy wam dania zupełnie inne od tych, pod którymi uginały się stoły podczas najbardziej spektakularnej na ziemiach polskich majówki, którą w 1766 r. urządził król Stanisław Poniatowski.

Monarcha na pierwsze wielkie przyjęcie od czasów koronacji na podwarszawskie Bielany przypłynął gondolą. Tam już czekały na niego, jego świtę i ponad 10 tys. warszawiaków, stoły zastawione jadłem, beczki piwa i wina, pieczone woły oraz inne pyszności. Urządzono zabawy, grała muzyka, a wieczorem zapalono kilka tysięcy lampionów. Od czasu tego przyjęcia Stanisław August co roku w maju jeździł na Bielany, gdzie odbywały się dworskie pikniki. Warszawiakom ten obyczaj spodobał się i chętnie naśladowali królewski rytuał. Na Bielany przez lata jeździła nie tylko arystokracja, ale i mieszczaństwo oraz rzemieślnicy. 
A po latach stanęła tam słynna karuzela – karuzela, karuzela na Bielanach co niedziela...

Grillowane warzywa z serem feta i rozmarynem

Składniki: 2 duże bakłażany, 2 duże cukinie, 2 czerwone papryki, ok. 30 dag pieczarek, 1 duża cebula pokrojona w ćwiartki, 1 opakowanie pomidorków konwaliowych, kilka sztuk pomidorów suszonych

Marynata: pół szklanki oliwy (może być olej winogronowy) 2–3 łyżki octu balsamicznego sól, świeży pieprz, papryka czerwona, rozmaryn, zioła prowansalskie pół łyżeczki sosu sojowego

Warzywa z wyjątkiem bakłażana kroimy na dość duże kawałki, cebulę kroimy na ćwiartki, pomidory dodajemy w całości, posypujemy dokładnie przyprawami i zalewamy marynatą. Bakłażan solimy i odstawiamy na ok. 30 min (aby pozbyć się goryczy), następnie opłukujemy wodą i dołączamy do reszty warzyw. Całość marynujemy, najlepiej przez całą noc (jeśli nie mamy tyle czasu, wystarczy przez dwie, trzy godziny). Tak przygotowane warzywa posypujemy serem feta i rozmarynem. Smakują doskonale z grillowanym mięsem.

Grillowane szaszłyki z polędwiczki wieprzowej w holenderskim sosie z masła orzechowego

Marynata do mięsa: pół słoika masła orzechowego 5–6 łyżek mleka kokosowego cebulka średnia 2–3 łyżki sosu sojowego imbir ostra papryczka chili sok z cytryny cukier brązowy ząbek czosnku trochę bulionu do rozcieńczenia

 

Masło orzechowe podgrzewamy tak, by można je było połączyć z mlekiem. Dodajemy przyprawy i podsmażoną cebulkę. W tak przygotowanym sosie marynujemy mięso. Następnie grillujemy.