Luksus i dobry smak

Są luksusowe marki i   są ludzie dobrze ubrani. ale nawet ci bardzo dobrze wyglądający wcale nie muszą nosić luksusowych marek. Podobnie jest z   mieszkaniami – luksusowy apartament w   złym smaku wciąż pozostaje luksusowy. Ale kto będzie w   nim mieszkał? – pyta architekt Michał Borowski.

Lubi pan luksus?

 

Odpowiem tak: są tzw. luksusowe marki i   są ludzie dobrze ubrani. Ale nawet ci bardzo dobrze ubrani wcale nie muszą nosić luksusowych marek. Rzeczy wyjątkowe, czyli pożądane, unikalne i   prawdziwe, odróżniłbym od   wyłącznie luksusowych. Piękna torba podróżna Toma Forda za   20 tys. euro jest towarem luksusowym, nie wstydziłbym się takiej nosić. Ale mogę podać szereg drogich marek, których nie chciałbym używać. Bo   jest luksus i   jest dobry smak. Luksusowy apartament w   złym smaku wciąż pozostaje luksusowym. Pytam jednak: „Kto będzie w   nim mieszkał?".

A   jaki to   jest naprawdę luksusowy budynek?

U   nas w   zasadzie takich nie ma. Może poza dwoma, trzema. Bo po pierwsze, żeby dom był luksusowy, musi mieć najlepszą w   mieście lokalizację. Musi dobrze wyglądać, posiadać własną tożsamość, tzw. dobrą architekturę. Oczywiście wcale nie musi przypominać francuskiej kamienicy z   XVIII w., bo   to   może być nowoczesny budynek. Kolejny warunek to   zapewnienie mieszkańcom bezpieczeństwa. Same mieszkania też powinny mieć swoje właściwości: widok, wysokość pomieszczeń (min. 3 m). Jeśli te warunki nie zostaną spełnione, żaden architekt wnętrz już nic nie pomoże.

„Śniadanie jem w   Paryżu, biznes robię w   Londynie, wieczorem do   opery chodzę w   Wiedniu, a   łóżko mam w   Warszawie". To   tylko tekst Mr. Cosmopolitana ze   spotu reklamowego czy już rzeczywistość?

Nie, to   już nie marzenia. Mamy takich klientów.

Ale co   ich przyciąga do   Warszawy? Dlaczego mają tu   swoje łóżko?

Bo   zazwyczaj są Polakami. To   bardzo często prawdziwy obraz Polaka. Ale jest też tak, że „mam dworek pod Białymstokiem i   apartament w   centrum Warszawy".

Czyli   kryzys nie dotknął rynku luksusowych nieruchomości?

W   czasach wiary w   przyszłość łatwiej jest sprzedać mieszkanie. Łatwiej niż w   czasie recesji. Dobrym przykładem może być okres sprzed kilku lat, kiedy mieszkania były rezerwowane na   etapie ich planowania. Dziś ludzie stają są ostrożniejsi z   wydawaniem pieniędzy. Jednakże w   Warszawie wcale nie powstaje aż tak dużo apartamentowców. Jeżeli ktoś chce dziś kupić mieszkanie z   najlepszym widokiem w mieście, nie ma wielkiego wyboru. Więc to nie jest kryzys, który dotyka szerokich mas. Dotyczy to rocznie kilkudziesięciu, może kilkuset osób w   całej Polsce.

Poza tym duże inwestycje trwają 10 lat. Nie sposób, decydując się na taką budowę, przewidzieć sytuacji na rynku. Nie ma takich specjalistów, którzy przewidzą nam koniunkturę na cały okres budowy. Trzeba też pamiętać, że są klienci – nie tylko z   Londynu czy Nowego Jorku – którzy traktują nieruchomości w   Warszawie jako lokatę kapitału.

Sky Tower oraz Złota 44 i   Cosmopolitan Twarda 2/4 – jak ścigają się te trzy apartamentowce?

Myślę, że Sky Tower nie jest konkurencją dla warszawskich wieżowców. Jeśli ktoś chce mieszkać we Wrocławiu, to zamieszka tam. Podobnie jest z Sea Towers w   Gdyni – kiedy ktoś chce mieszkać blisko morza, nie będzie rozglądał się za mieszkaniem w   Warszawie.

Natomiast stołeczne budynki różnią się przede wszystkim lokalizacją. Bo to co innego mieszkać przy Złotych Tarasach i   Dworcu Centralnym, a   co innego przy pl. Grzybowskim. Nasz budynek ma więcej małych mieszkań. U   nas większość jest dwupokojowa – dla singli, małych rodzin. Dużą różnicą jest też to, że w   naszym budynku są okna od sufitu do podłogi. Ale to też kwestia tego, komu się to podoba, a   komu nie.

Dziś modny jest HMS – home management system. Czym mieszkaniec luksusowego apartamentowca będzie mógł się pochwalić znajomym?

Nie chciałbym myśleć w   ten sposób, że ludzie decydują się na mieszkanie ze względu na dotykowe włączniki światła czy dlatego, że ze swojego tabletu czy iPhone'a można wyłączyć żonie światło w   łazience. Wątpię, by normalny człowiek, zarabiający duże pieniądze, przejmował się takimi gadżetami.

Zdziwiłby się pan, jak bardzo. Modne jest też ograniczenie dostępu do niektórych pięter (np. tych z   penthouse'ami) dla innych mieszkańców. W   budynku przy Twardej też tak będzie? Właściciel mieszkania na ósmym piętrze nie wjedzie na 44.?

Oczywiście goście dostaną kartę do windy i   będą mogli wjechać tylko na piętro, na które są zapraszani – to bez dyskusji. Natomiast to, jak będą poruszać się mieszkańcy, będzie zależało od wspólnoty. System komputerowy umożliwia wręcz każdą możliwość dostępu. Pytanie, jak zostanie zaprogramowany.

Czym jeszcze polskie apartamentowce różnią się od tych w   Londynie, Nowym Jorku, Singapurze czy Dubaju?

Pierwsza różnica polega na tym, że w   Polsce nie ma domów na wynajem. Nasze prawo nie chroni właścicieli kamienic czynszowych, którzy mają wielki problem z   pozbyciem się niepłacących lokatorów. Z drugiej strony najemca nie może mieć pewności, jak długo będzie mógł wynajmować. Poza tym nie wiem, czy gdziekolwiek na świecie buduje się mieszkania w   stanie deweloperskim. Zwykle kupujący dostaje mieszkanie wykończone. U   nas prawie nigdy. Myślę też, że np. na Manhattanie wykończenie wcale nie jest na wyższym poziomie niż u   nas. Oczywiście nasze mieszkania wygrywają ceną (kosztują 5–6 tys. euro za metr, na tzw. Zachodzie trzy razy więcej) oraz miejscem w   garażu i komórkami. Poza tym nie różnią się niczym. Byłem w   kilku domach w   Nowym Jorku i   uważam, że niektóre polskie mogłyby spokojnie tam stać i   miałyby mieszkańców.

Michał Borowski jest prezesem Tacid Development Polska. Był naczelnym architektem Warszawy. Jest absolwentem Wydziału Architektury Królewskiej Politechniki w Sztokholmie, gdzie był później wykładowcą. Pracował także w podyplomowym Studium Urbanistyki i Planowania Przestrzennego Politechniki Warszawskiej.